W trakcie I wojny światowej tereny
obecnego powiatu puławskiego dwukrotnie były teatrem działań
wojennych. Pierwszy raz miało to miejsce jesienią 1914 r., jednak
wtedy działania wojenne objęły tylko miejscowości położone na
lewym brzegu Wisły. Za drugim razem, tj. latem 1915 r., sytuacja
niejako się odwróciła i - chociaż przemieszczenia wojsk miały
miejsce po obu stronach Wisły, to tym razem główny ciężar walk
spoczął na terenach położonych na jej prawym brzegu.
Przebieg działań z roku 1915 był
szeroko opisywany na tutejszym blogu – zarówno w ujęciu ogólnym
dot. całego powiatu, jak i bardziej szczegółowo, w odniesieniu do
jego wschodniej części, tj. walk pod Kurowem i Markuszowem oraz
Zagrodami k/Żyrzyna. Zabrakło natomiast – z racji niedostępności w tamtym okresie materiałów źródłowych - szczegółowego
opisu wydarzeń w jego zachodniej części, tj. popularnym dziś
trójkącie turystycznym Nałęczów-Kazimierz Dolny-Puławy oraz na
odcinku Wieprza od Żyrzyna do jego ujścia do Wisły. Niniejszy
artykuł uzupełnia wspomnianą lukę w odniesieniu do pierwszego z
wymienionych obszarów, w planach jest również domknięcie całości
zagadnienia o opis działań w rejonie nadwieprzańskim. Ale po
kolei…
Zmagania wojenne w lecie 1915 r. dotarły
na tereny powiatu puławskiego z dwóch stron. Po przegranej przez
Rosjan wiosennej kampanii w Małopolsce i na Podkarpaciu, rozpoczęli
oni ogólny odwrót z przedrozbiorowych ziem polskich. Przebiegał on
na dwóch kierunkach: z terenów Królestwa Polskiego bezpośrednio
na wschód, m.in. przez Puławy i Dęblin (ówczesne Nowa Aleksandria
oraz Iwangorod), natomiast z Galicji odbywał się początkowo
również w kierunku północnym i był przerywany licznymi zrywami
obronnymi, celem osłonięcia i umożliwienia w miarę spokojnej
ewakuacji z części „królewiackiej”. Tak się złożyło, że
osie obydwu odwrotów zbiegły się na terenach powiatu puławskiego,
na terenie którego Rosjanie przygotowali oparte o Wisłę dwie linie
obrony: wzdłuż szosy Puławy-Lublin oraz na lewym brzegu Wieprza,
na wysokości Żyrzyna (w połączeniu z Twierdzą Dęblin). Od
zachodu w stronę Puław zmierzały jednostki rosyjskiego Korpusu
Grenadierów gen. Mrozowskiego (1 i 2 Dywizja Piechoty - dalej DP - Grenadierów), za którym
postępował niemiecki Korpus Landwehry gen. Woyrscha (3 i 4 DP
Landwehry), natomiast wzdłuż prawego brzegu Wisły, cofały się w
ten rejon oddziały rosyjskiego XXV Korpusu gen. Ragozy (46 DP oraz 3
DP Grenadierów), odgryzając się co jakiś czas idącym za nimi
jednostkom austro-węgierskiego VIII Korpusu gen. Scheuchenstuela
(austro-węgierska 62 DP oraz niemiecka 47 Rezerwowa DP).

W
okolice Puław jako pierwsi dotarli rosyjscy grenadierzy,
przeprawiając się w nocy z 21 na 22 lipca przez puławski most,
który został następnie wysadzony w powietrze. Należy przy tym
zaznaczyć, iż odwrót jednostek gen. Mrozowskiego ku Puławom nie
był sielankowym marszem wśród łanów zbóż – toczył się
bowiem wśród ustawicznych walk opóźniających ze ścigającymi je
oddziałami niemieckiej Landwehry. Obydwie strony doskonale wiedziały
o co toczy się gra: celem Niemców było dotarcie do Wisły „na
karkach” głównych sił rosyjskich i nie dopuszczenie do
wysadzenia przez nich puławskiego mostu, Rosjanie z kolei robili
wszystko by tak się nie stało. Ostatnia ich linią obrony na lewym
brzegu Wisły biegła od Janowca po skraj lasów kozienickich,
przecinając szosę Zwoleń-Puławy mniej więcej w połowie
odległości między tymi miejscowościami – zacięte walki rozgorzały tu w dniach
20-21 lipca. W godzinach popołudniowych 21 lipca rozpoczął się
krwawy wyścig z czasem: Rosjanie skierowali główne siły Korpusu
Grenadierów na puławski most, w przeciwną stronę ruszyły tyralierami
oddziały osłonowe, za którymi do desperackiej szarży poszli
Kozacy. Widziany od strony niemieckiej przebieg tych wydarzeń
opisuje August Heider, który dowodził wówczas 1 kompanią 46
Pułku Landwehry:
“Nasi ludzie byli śmiertelnie
znużeni i zasypiali w miejscu. D-ca batalionu rozkazał by wykopać
rowy strzeleckie. Trzymałem moich plutonowych i podoficerów krótko,
zatem i teraz im nie odpuściłem. Jednak ci twierdzili, mając pełną
rację, iż tego po prostu nie da się wykonać. Ostatecznie stanęło
na tym iż odpuszczając sobie okopy musieliśmy przynajmniej ułożyć
– często dosłownie – pomęczonych, śpiących żołnierzy w
jedną spójną linię. O umocnieniach i wystawieniu posterunków nie
było mowy. Gdyby teraz Rosjanie nadjechali z wozami, mogliby zapewne
naszych ludzi załadować na nie niczym pełne worki i wywieźć. Z
moimi plutonowymi i podoficerami zmienialiśmy się na warcie tak, by
przynajmniej czworo oczu obserwowało noc. Nieustannie przygryzałem
język by nie usnąć; inni palili w tym celu papierosy. Kto zasnął,
tego mogła obudzić jedynie burza z piorunami. Rankiem można było
ujrzeć niekończącą się linię: śpiący Pułk; tylko od czasu do
czasu pełniący wartę podnosił się i lustrował przez lornetkę
skraj lasu. Wtedy to, około 7 rano [21 lipca – przyp. aut.]
rozległ się okrzyk: “Rosjanie nadchodzą!”. Jak pod wpływem
impulsy elektrycznego życie powróciło do śpiących postaci.
Wszyscy rzucili się do broni i pasów z amunicją. Rzeczywiście,
Rosjanie szli do kontrataku! Jedna za drugą rosyjskie tyraliery szły
w naszym kierunku. Rozległ się terkot naszych kaemów i snopy
pocisków uderzyły w atakujących. A jak pilnie pracowali nasi
żołnierze: Musimy utrzymać pozycje i utrzymamy! Wkrótce zbliżyli
się ku nam Rosjanie z ręcznymi granatami. Ale zaraz, co to? Czy
niektórzy z przeciwników nie machają chusteczkami? Stać! Stać! -
starałem się przekrzyczeć naszą linię strzelecką – Rosjanie
chcą się poddać! Mój podporucznik Brüne nie wierzył w pokojowe
intencje przeciwnika. Pomimo tego wstrzymaliśmy ogień i
pomachaliśmy do Rosjan by przechodzili do nas. Podziałało to
szybko i w naszą stronę pospieszyły ich gromady – sama nasza
kompania wzięła kilkuset jeńców. Ledwo zdążyliśmy odetchnąć
gdy rozległ się kolejny okrzyk: “Kozacy nadchodzą!”. I
rzeczywiście, nadjeżdżało jakieś tysiąc jeźdźców,
wyciągniętym galopem pomiędzy uciekającymi rosyjskimi piechurami i
z dobytymi szablami. Widok ten zmroził nam na moment krew w żyłach.
Ale czekajcie, oduczymy was tej zuchwałości! – Strzelać dopiero
na mój rozkaz – puściłem wzdłuż szeregów. Pędząc niczym
wicher Kozacy zbliżyli się na 500 m, wtedy krzyknąłem – Ognia!
Również pozostałe kompanie otworzyły ogień. Z łoskotem pociski
kaemów uderzyły w bezładne gromady jeźdźców, wśród których
śmierć zebrała straszne żniwo. Bezładne gromady stających dęba
koni, krzyczący i spadający z nich jeźdźcy, pospiesznie
odjeżdżające proporce, pozostawiające krwawą daninę za sobą.
Wstrząsnął mną dreszcz na straszny widok jaki otworzył się
przede mną. Niektórzy [Kozacy – przyp. aut.] nie potrafili się
zatrzymać i gnali wprost w objęcia śmierci. Trzy kroki przede mną
w kałuży krwi tarzał się Kozak i jego koń. Jedynie trzy godziny
poświęciliśmy na odpoczynek, grzebiąc naszych poległych i
przeszukując pobojowisko w poszukiwaniu rannych, którym w miarę
możliwości staraliśmy się pomóc. (…)
Poświęcenie
rosyjskich oddziałów osłonowych nie poszło na marne – jak już
wcześniej wspomniano nocą z 21 na 22 lipca główne siły oraz to
co zostało ze straży tylnej przeprawiły się przez Wisłę,
zrywając za sobą mostowe połączenie z lewym brzegiem rzeki. W
następnej kolejności większość oddziałów 1 i 2 DP Grenadierów
skierowała się wzdłuż prawego brzegu na Dęblin – wyjątkiem
były tu 7 Samogidzki Pułk Grenadierów (dowódca: płk. Ćwieciński),
który swoimi czterema batalionami obsadził brzeg Wisły od Puław do
Bochotnicy oraz 6 Taurydzki Pułk Grenadierów (dowódca: płk. Suryn
– Polak w carskiej służbie), obejmujący dwoma batalionami obronę
Wisły na odcinku od Bochotnicy przez Kazimierz Dolny aż do
Podgórza. Dalej na południe operowały jednostki kawalerii,
osłaniające jednocześnie prawe skrzydło cofającego się w tym
kierunku XXV Korpusu. Rezerwy oraz sztaby obydwu pułków umieszczono
odpowiednio w Skowieszynie oraz Jeziorszczyźnie. Na przeciwległym
brzegu rzeki zatrzymali się niemieccy landwerzyści (4 Dywizja
Landwehry naprzeciwko Kazimierza Dolnego, 3 Dywizja Landwehry
naprzeciwko Puław), wkrótce rozpoczynając artyleryjski ostrzał
rosyjskich pozycji na prawym brzegu rzeki. Oprócz „standardowej”
próby uszczuplenia siły żywej i materiałowej przeciwnika,
prowadzony na całej długości linii brzegowej ostrzał miał
również „drugie dno” w postaci próby ukrycia przed
przeciwnikiem planowanego miejsca forsowania rzeki – bowiem aż do
25 lipca dowództwo Sprzymierzonych zamierzało dokonać pod Puławami
(a konkretnie pod Włostowicami) desantu na prawy brzeg Wisły i wyjść w ten sposób na tyły
rosyjskich jednostek, cofających się z południa. W celu
podniesienia morale żołnierzy, 23 lipca pod Sosnowem oddziały
Landwehry wizytował sam cesarz Wilhelm II – oprócz płomiennych
podziękowań za dotychczasowe wysiłki nie zabrakło także
odznaczeń i wyróżnień Szczegółowy opis tej wizyty zamieściłem
tutaj:
http://lubelskie1914-15.blogspot.com/2015/09/sosnow-niewielka-miejscowosc-natrasie.html
24 lipca w podobnym celu do Radomia (gdzie mieścił się sztab
Grupy Armijnej gen. Woyrscha) przybył austriacki głównodowodzący,
arcyksiążę Fryderyk Habsburg.
Zatrzymajmy
się tu na chwilę, gdyż warto wspomnieć iż – pomimo
jednoznacznych w swej wymowie wizyt koronowanych głów – plan
forsowania Wisły nie był jednolity i do samego końca ścierały
się tu dwie koncepcje. Z jednej strony było to stanowisko
austro-węgierskiego Armeeoberkommando, które nalegało na przeprawę
przez rzekę powyżej Dęblina (tj. w rejonie Kazimierza Dolnego i
Puław) i jak najszybsze odciążenie swoich wojsk walczących na jej
prawym brzegu. Modyfikację tego planu proponował z kolei szef
sztabu gen. Woyrscha – ppłk. Heye, który w obliczu udanej
ucieczki Rosjan na prawy brzeg Wisły obawiał się dużych strat
przy próbie desantu, a w razie jego powodzenia – „utknięcie”
w masie jednostek rosyjskich, które przeciwnik miałby czas
skierować w to miejsce z racji stosunkowo dużego oddalenia własnych
oddziałów z południa Lubelszczyzny od planowanego przyczółka. Z
tego też powodu proponował obejście Twierdzy Dęblin i przeprawę
przez Wisłę na północ od niej, co pozwalałoby na rozdzielenie
sił rosyjskich pomiędzy Warszawą i Dęblinem oraz wzięcie w
kleszcze przeciwnika cofającego się z południa. Do tej drugiej
koncepcji przychylał się także przybyły wraz z cesarzem Wilhelmem
II niemiecki szef sztabu gen. von Falkenhayn, jednak ostateczną
decyzję uzależnił on od wyniku negocjacji z Austriakami – do
tego czasu przygotowania do przeprawy pod Puławami miały iść
normalnym tokiem, a o ewentualnej opcji jej odwołania powiadomiono
jedynie samych dowódców wyznaczonych do niej jednostek, celem
uniknięcia „zaniedbań podczas przygotowań do przeprawy” wśród
szeregowych żołnierzy.
Wracając
do próby „artyleryjskiej dezinformacji”, odniosła ona tylko
połowiczny sukces, gdyż Rosjanie mieli ze swojego, wysokiego brzegu
Wisły (m.in. z Góry Trzech Krzyży w Parchatce) dobry wgląd na
przeciwległą stronę, obsadzili także zwiadowcami wysepki na
rzece, znajdujące się pomiędzy Kazimierzem Dolnym a Wojszynem i
Nasiłowem. Z tego też powodu bez większych problemów dostrzegli
zarówno przemieszczanie się w dniach 22-23 lipca jednostek piechoty
w stronę Góry Puławskiej, jak i przewożenie przez przeciwnika w
dniu 24 lipca pontonów z rejonu Tomaszowa i Nasiłowa w kierunku
północnym – do tego ostatniego przeciwnik zaangażował nawet
lokalnych mieszkańców z Wojszyna i Nasiłowa, których następnie przetrzymywano na tyłach, by przypadkiem nie zdradzili Rosjanom miejsca planowanej przeprawy. W efekcie dokonanych
obserwacji Rosjanie odpowiednio wzmocnili odcinek 7 pułku w rejonie
Włostowic oraz na wszelki wypadek wycofali tabory pułkowe aż do
Baranowa.

Wspomniany ostrzał prawego brzegu Niemcy
prowadzili codziennie już od 22 lipca, wg identycznego schematu, tj.
dzień upływał w miarę spokojnie, natomiast wieczorem otwierano
intensywny ogień z artylerii oraz broni ręcznej, kierując go
głównie w rejon Puław, Włostowic oraz Kazimierza Dolnego.
Zachowane zdjęcia z tamtego okresu pokazują skalę zniszczeń
wywołaną tym ostrzałem, który swoje apogeum osiągnął w nocy z
24 na 25 lipca (w rosyjskich relacjach określany jest jako
„huraganowy” oraz liczony w setkach pocisków) – jak wiemy w
zamierzeniach Sprzymierzonych był to moment planowanego ataku.
Jednak to, co było przez kilka dni tylko jedną z opcji planu, stało
się rzeczywistością i dowództwa Sprzymierzonych doszły do
porozumienia w kwestii miejsca forsowania Wisły, które przeniesiono
na północ, pod Ryczywół (gdzie ostatecznie udało się tego
dokonać w dniu 29 lipca). Mało jednak brakowało by pomimo
odwołania ataku, doszedł on jednak do skutku. Otóż rozkaz
odwołujący przeprawę wydano ze stosownym wyprzedzeniem, jednak do
sztabu gen. Woyrscha w Radomiu dotarł on z powodu warunków
atmosferycznych (burza) z 2-godzinnym opóźnieniem i niemieccy
landwerzyści w ostatniej dosłownie chwili zostali tuż po północy
zawróceni ze spuszczonych już na wodę pontonów. Zapewne życie
ocaliło dzięki temu wielu z nich, gdyż czujki na rosyjskim brzegu
już meldowały o odgłosach wodowania, a niedługo potem
przygotowani na taką ewentualność Rosjanie rozpoczęli prewencyjny
ostrzał. Oddajmy jeszcze na chwilę głos ppłk. Heye’mu, który
tak opisał ową noc:
O godzinie 18.45 austro-węgierski
pułkownik Mischeck, który dowodził przygotowaniami do przeprawy,
zameldował iż wszystkie przygotowania są ukończone i przeprawa
może rozpocząć się zgodnie z rozkazem, tj. o godzinie 0.30 w nocy
24/25 lipca. I rzeczywiście, gdy zbliżała się wyznaczona godzina
spuszczono pierwsze promy na wodę; przeciwnik na prawym brzegu był
jednak - zgodnie z oczekiwaniami - czujny i przywitał promy silnym
ogniem wszystkich rodzajów broni. Wtedy to w ostatniej chwili
nadszedł rozkaz "Stać, przeprawa odwołana!". Promy
zostały pod nieprzyjacielskim ogniem wyciągnięte z powrotem na
lewy brzeg, odnotowano ogółem pojedyncze straty. Wróg odniósł w
ten sposób wrażenie iż zapobiegł naszej zamierzanej przeprawie.
To było nawet dobre. Ta dobrowolnie przerwana przeprawa okazała się
później najlepszym przygotowaniem pod tą faktyczną,
przeprowadzoną kilka dni potem. Nieprzyjaciel na podstawie
odniesionego wrażenia o naszym "odwrocie" sądził iż 25
lipca zostanie podjęta kolejna próba przeprawy i nadal czujnie
pilnował tego odcinka. To z kolei bardzo pomogło w osiągnięciu
zaskoczenia przy przeprawie na północ od Iwangorodu. Jak losowe
potrafią być tego typu zmiany rozkazów "w ostatniej chwili"
pokazuje fakt, iż odbiór w/w rozkazu w kwaterze głównej Woyrscha
opóźnił się o 2 godziny, wskutek niesprzyjających warunków
pogodowych w Radomiu, a konkretnie burzy, która czasowo
uniemożliwiła przesyłanie telegramów drogą radiową. Równie
dobrze owo opóźnienie mogło trwać jeszcze dłużej. I co wtedy?
Wycofanych z puławskiego brzegu Wisły
Niemców zastąpili 25 lipca austriaccy kawalerzyści z 7 Dywizji
Kawalerii, którym początkowo – dla ukrycia faktu wycofania
cesarskiej Landwehry – nakazano nosić niemieckie nakrycia głowy
(niemniej Rosjanie i tutaj dość szybko połapali się w
zaistniałych zmianach – dzięki zauważeniu że wystrzeliwane z przeciwległego brzegu pociski nagle stały się
„austriackie”). Po wycofaniu się Niemców i zmianie
sojuszniczych planów operacyjnych, umiejscowiona pod Oblasami
austriacka artyleria nie pozostawała bezczynna, jednak ostrzał
artyleryjski prawego brzegu Wisły zauważalnie stracił na sile.
Stało się jasne, że rozstrzygnięcie walk w tym rejonie nadejdzie
nie zza Wisły, lecz z południa.
Zanim przejdziemy
na wywołany do tablicy prawy brzeg Wisły, poświęćmy jeszcze
chwilę na opis materialnych skutków dotychczasowych działań
bojowych. Wywołane kilkudniowym ostrzałem zniszczenia objęły w
Kazimierzu Dolnym (zdjęcie poniżej) 90 z 340 istniejących budynków mieszkalnych.
Szczegółowa ewidencja wymienia spaloną zabudowę:
- pomiędzy rynkiem
a kościołem farnym;
- przylegającą do
północnej pierzei rynku (pomiędzy rynkiem a Wisłą) wraz z samą
pierzeją, w tym budynek dawnego ratusza;
- przy ul.
Senatorskiej (od ul. Klasztornej ku Wiśle), w tym kilka zabytkowych
kamienic (np. Górskich, Celejowska czy „Biała”).
Uzupełnieniem
powyższego mogą być słowa delegata ówczesnego Towarzystwa
Opieki nad Zabytkami Przeszłości, Zygmunta Kalinowskiego z 1916
r.: „Obraz
całego miasteczka przedstawia się rozpaczliwie. Cała część
miasta od strony Wisły aż do Rynku jest doszczętnie spalona, a
więc: cała Senatorska, część Krakowskiej, Żabia, całe
Podzamcze i Zielona, wszystko to doszczętnie zniszczone i spalone
przez cofające się wojska rosyjskie w 1915 r.”. Tenże
delegat, w swoich wspomnieniach odnosi się również do zniszczeń
kościoła farnego: „Z
poszczególnych kościołów ucierpiał najbardziej kościół farny,
zniszczony pociskiem, przy czym kopuła na kaplicy M. Boskiej
Różańcowej jest zupełnie zburzona (w 1914 r.), w roku zaś
1915 od strony zachodniej cztery pociski uszkodziły wewnętrzne
mury, dach w niektórych miejscach został potłuczony, kilka
krokwi zostało złamane, a także ołtarze i organy doznały pewnych
uszkodzeń” oraz
klasztoru Franciszkanów: „Kościół
poklasztorny (Reformatów) również ucierpiał bardzo: w 1914 r.
furta [przy schodach] została zburzona pociskiem; w kościele
granat, wpadając oknem od południa, rozbił dwa ołtarze boczne,
nie przedstawiające większej wartości, jak również zostały
uszkodzone przez pociski wiązania dachowe, kilka krokwi w celach i
drzwi od zachodu”.

Jeszcze bardziej
ucierpiała zabudowa Puław (zdjęcie poniżej) - dane statystyczne wskazują na
zniszczenie 371 budynków z istniejących 593. Wg oceny współczesnych
badaczy było to „jedno z najbardziej zniszczonych miast na terenie
okupowanym przez Austro-Węgry”, a straty szacowano na ponad 170
tys. rubli. Spaleniu uległa m.in. dzielnica żydowska, uszkodzenia
nie ominęły też pałacu Czartoryskich (uszkodzona elewacja od
strony Wisły, podziurawione sklepienie), świątyni Sybilli, hotelu
„Brystol” czy murowanej synagogi. Ogólnie Puławy w
wyniku odniesionych zniszczeń zostały zaliczone do grona 51 miast i
miasteczek, które w wyniku poniesionych strat kwalifikowały się do
„przeprowadzenia pomiarów, wykonania planów sytuacyjnych i
regulacyjnych, a także dokonania choćby częściowej komasacji -
zwłaszcza w rejonie zamieszkałym przez ludność żydowską”.

Przenieśmy się zatem na drugą stronę
rzeki. W czasie opisanych wyżej działań wzdłuż lewego brzegu
Wisły, na jej prawym brzegu front znajdował się stosunkowo daleko
– zacięte walki toczono m.in. w okolicach Bełżyc jeszcze 29
lipca. Dopiero wtedy Rosjanie przystąpili do 20-kilometrowego
odskoku na kolejną linię obrony, wyznaczoną wzdłuż szosy
lubelskiej z Puław do Lublina. Na swej drodze pozostawiali zarówno
niewielkie oddziały kawalerii – celem spowolnienia postępów
przeciwnika, jak i liczne dymy pożarów – taktyka „spalonej
ziemi” niestety wciąż była w modzie. Rozkaz odwrotu dotarł
także do trzymających straż nad Wisłą grenadierów z 6 i 7 pp.
30 lipca w godzinach przedpołudniowych 6 pp przemaszerował przez
Celejów, Stoki i Pożóg na nowe stanowiska pod Końskowolą, które
zajął w następującym ugrupowaniu: I Batalion zajął prawy
odcinek od Rud przez Młynki do drogi Końskowola-Osiny, III Batalion
od w/w drogi do prawoskrzydłowych okopów XXV Korpusu, które
ciągnęły się na wschód od Opoki. Na linii bojowej w/w batalionów
znajdowały się po trzy roty, jedna była w rezerwie. W pułkowej rezerwie zatrzymano II Batalion, rozmieszczony w Sielcach, tam też ulokowano sztab pułku oraz szpital polowy. Z kolei IV batalion znalazł się w
rezerwie dywizyjnej, w lesie przy drodze z Puław do Żyrzyna. Na
prawo od 6 pp. gren. zajęli swoje stanowiska grenadierzy z 7
pp., rozmieszczając swoje siły na odcinku od Góry Puławskiej aż
po skraj lasu, ciągnącego się na północ od Puław po miejscowość
Rudy przy szosie lubelskiej, w następującym ugrupowaniu: od Góry
Puławskiej do drogi na Osiny/Żyrzyn zajął II batalion, wysuwając
7 rotę do Puław, centralny odcinek przypadł I
batalionowi, lewy - IV batalionowi. Rezerwę pułkową stanowił III
batalion, umieszczony przy drodze Puławy-Osiny, w rejonie
dzisiejszego skrzyżowania ulic Żyrzyńskiej i Jaroszyńskiego, tam
też umieszczono sztab pułku. Przed opisane wyżej pozycje główne wysunięto pierwszą linię obrony, opartą o sprzyjające punkty terenowe i architektoniczne. Tabory pułkowe znajdowały się we
Wronowie (7 pp) oraz Osinach (6 pp). Z kolei na lewo od grenadierów
z 6 pp, rozpoczynały się stanowiska XXV Korpusu, który między
Końskowolą i Kurowem rozmieścił dwa swoje pułki: 184 i 183, z
pierwszą linią obrony, biegnącą wzgórzami 173 i 181 wzdłuż
drogi z Kurowa do Końskowoli oraz drugą, biegnącą wzniesienami na północ od Chrząchowa.

Jeśli chodzi o samą infrastrukturę
obronną, to w momencie przybycia zainteresowanych nią jednostek
była ona często jeszcze w powijakach i wymagała dopiero
ukończenia, przez co miejscami nie było już czasu na rozwijanie
dodatkowych przeszkód, np. w postaci zasieków z drutu
kolczastego. Tak też było w przypadku rosyjskich pozycji pod
Puławami i Końskowolą, które na dzień 30 lipca nie były jeszcze
w pełni gotowe i dopiero po dotarciu na nie wyznaczonych do ich
obrony pułków, uzupełniano je o brakujące okopy i stanowiska dla
artylerii. Wyżej wymienione prace prowadzono z przymusowym udziałem
lokalnych mieszkańców, którzy nie dość że zmuszeni do ciężkiej
pracy to jeszcze musieli bezradnie patrzeć na podpalanie ich domostw
przez przygotowujących się do obrony Rosjan, którzy w ten sposób
chcieli oczyścić pole widzenia z okopów położonych najczęściej
na wzgórzach za frontowymi miejscowościami oraz ograniczyć ilość
potencjalnych kryjówek dla zbliżającego się przeciwnika. W taki
to sposób zniszczeniu uległy zabudowania Rud, Końskowoli (zdjęcie poniżej), Witowic
i Opoki, dołączając do Puław, spalonych wskutek ostrzału z kilku
poprzednich dni. W samej Końskowoli zniszczeniu (w wyniku podpaleń
przed oraz ostrzału artyleryjskiego podczas walk) uległo 326 na 333
zaewidencjonowanych budynków, w tym zabudowa północnej i
wschodniej pierzei rynku wraz z przyległościami. Oprócz budynków
mieszkalnych, spaleniu uległa też większość kościelnych
budynków gospodarczych, synagoga, przykościelne zabudowania
szpitalne, dwa „domy muzyki kościelnej” a także
ogrodzenie cmentarza. Opatrzność czuwała tu nad samymi kościołami,
które nie zostały uszkodzone wcale lub jedynie w stopniu
„nieznacznym” (np. uszkodzona szrapnelami dachówka na kościele
parafialnym). Największą stratą było tu zniszczenie dzwonnicy
przy kościele parafialnym, z której dodatkowo wojska rosyjskie
zabrały 3 dzwony.

W trakcie opisanych wyżej przemieszczeń
wojsk rosyjskich, postępujące za nimi siły VIII Korpusu
Sprzymierzonych dotarły 30 lipca swoimi oddziałami rozpoznawczymi
na linię rzeki Bystrej, zajmując przy okazji Kazimierz Dolny,
Wąwolnicę i Nałęczów. Okoliczni mieszkańcy informowali (zgodnie
z prawdą) o odwrocie wojsk rosyjskich w kierunku północnym,
których drogę znaczyły liczne pożary okolicznych miejscowości.
Rankiem 31 lipca oddziały austro-węgierskie i niemieckie ruszyły
dalej – docelową rubieżą była wspominana szosa z Puław do
Lublina. Dowództwa sprzymierzonych dywizji rozlokowały się w
Klementowicach (62 Dywizja Piechoty) i Drzewcach (47 Rezerwowa
Dywizja Piechoty), artylerię rozmieszczono na górujących nad
okolicą wzgórzach wokół Klementowic. Około godziny 10 rozpoczęła
ona ostrzał wykrytych nieprzyjacielskich pozycji, osłaniając tym
samym podejście własnych jednostek na pozycje wyjściowe do
planowanego ataku. Odezwała się także rosyjska artyleria, niejako
potwierdzając, że tym razem carscy bez walki swoich pozycji nie
oddadzą.
Po rozpoznaniu nieprzyjacielskich pozycji
Austriacy ok. godziny 16 przystąpili do ataku, niemal wszędzie
osiągając powodzenie: 25 Pułk Landsturmu zajął wzgórza 173 i
181 pomiędzy Końskowolą i Kurowem, IV batalion 8 Pułku Piechoty
zajął Końskowolę i pierwszą linię okopów na północny-wschód
od kościoła. Natarcie nie przyniosło sukcesu jedynie pod Puławami,
gdzie bośniacko-hercegowiński 1 Batalion Strzelców nie zdołał
przełamać obrony przeciwnika w rejonie cmentarza we Włostowicach i
wycofał się w rejon włostowickiego kościoła, podobnie
niepowodzenie odnotował 31 Batalion Strzelców, próbujący zająć
wzgórze 161 oraz 13 Pułk Landsturmu atakujący rejon stacji
kolejowej. Morale podniosła jednak wieść o zdobyciu ok. 22 przez
Niemców wzgórz pomiędzy Kurowem i Markuszowem, co dawało szansę
na zrolowanie pozostałej rosyjskiej pierwszej linii w okolicy Kurowa
i zapewniało dobre pozycje wyjściowe do działań w dniu następnym.
Rosjanie, utrzymując dotychczasowe pozycje w rejonie Puław, pod
Końskowolą i Kurowem odeszli na drugą linię obrony za rzeką
Kurówką.
Począwszy od wczesnych godzin porannych
1 sierpnia Austriacy skupili swoje wysiłki na zdobyciu Puław oraz
„brakującego” im odcinka szosy pomiędzy Puławami a Końskowolą,
na pozostałych odcinkach ograniczając się do utrzymania zdobytych
poprzedniego dnia pozycji. Początkowo atak prowadziła tylko
piechota, wspierając się karabinami maszynowymi, około godziny 10
do akcji włączyła się także austriacka artyleria ostrzeliwując
wysunięte rosyjskie pozycje od Rud aż po Puławy, a także carskie
punkty oporu w samym mieście – m.in. rejon włostowickiego
cmentarza oraz stacji kolejowej. Dzięki temu wsparciu oraz
stosunkowo nielicznym rosyjskim siłom osłonowym, Austriacy do
godziny 15 zepchnęli je ku głównej linii obrony, zajmując m.in.
puławską stację kolejową i wzgórze 161, a także oczyszczając z
przeciwnika szosę pomiędzy Puławami a Końskowolą. Żołnierze 7
pp gren po nieudanym kontrataku na stację kolejową, wycofali się
na główną linię obrony, biegnącą skrajem lasu od Rud w stronę
Wisły, zachowując także umocniony cmentarz przy współczesnej ulicy Piaskowej. Przez cały dzień także rosyjska artyleria ożywionym
ostrzałem utraconych pozycji starała się opóźnić ewentualne
dalsze postępy przeciwnika. Źródła wspominają o ok. nieco ponad
100 rannych, poległych i wziętych do niewoli Rosjanach z 7 pp gren
i pojedynczych stratach z 6 pp. gren. Danych o liczbie rannych i poległych
po stronie austriackiej brak, Rosjanie wspominają jedynie o
kilkunastu jeńcach ze wszystkich biorących w ataku pułków.
2 sierpnia Austriacy na odcinku od Puław
po Kurów ograniczyli się do utrzymania zajętych w
poprzednich dniach pozycji, aktywna była jedynie ich artyleria
(również ta umieszczona na lewym brzegu Wisły), ostrzeliwując z
większym lub mniejszym natężeniem rosyjską drugą linię obrony.
Rosjanie zaś, nie widząc oznak dalszego natarcia ze strony
przeciwnika, nie marnowali pocisków artyleryjskich ograniczając się
do odpowiadania z rzadka ogniem broni ręcznej. Dodatkowo wieczorem
sztaby broniących się tu pułków otrzymały rozkazy do
przygotowania podległych im jednostek do zaplanowanego na kolejny
dzień odwrotu na kolejną linię obrony na wysokości Bałtowa i
Żyrzyna. Mając to na uwadze, dowódcom zakazano wysyłania dalekich
zwiadów. Odwrót rozpoczął się z nastaniem ciemności 3 sierpnia
– najdłużej, bo do wczesnych godzin porannych 4 sierpnia, na
dawnych pozycjach pozostały jedynie wydzielone oddziały osłonowe.
Potem i one się wycofały, a zadania osłonowe powierzono –
podobnie jak i wcześniej – lotnym oddziałom kawalerii.
4 sierpnia wojska Sprzymierzonych zajęły
opuszczoną twierdzę w Dęblinie – Rosjanie ostatecznie odstąpili
od obrony linii środkowej Wisły i zaczęli wycofywać się w
kierunku wschodnim. Był to jednak odwrót uporządkowany – wojska
rosyjskie cofające się z rejonu Warszawy miały cały odpowiednio
długo zabezpieczone tyły w postaci ostatniej już równoleżnikowo
ułożonej linii obronnej, zajętej przez jednostki cofające się z
południa województwa. Na terenach powiatu puławskiego przebiegała
ona na lewym brzegu Wieprza – od Bałtowa przez Żyrzyn i dalej w
kierunku wschodnim. Jednak zmagania do jakich doszło w tym rejonie
są już tematem następnego artykułu…
Bibliografia:
Żurnał bojewych diejstwij 6-go
grenadierskogo Tawriczeskogo połka na 1915 g. i na 1916 g, rękopis
Żurnał bojewych diejstwij 7-go
grenadierskogo Samogitskogo połka z 1 julja 1915 g. po 31 oktiabria
1915 g.,
rękopis
Dziennik
Bojowy austro-węgierskiej 62 Dywizji Piechoty,
1915, rękopis
Heye
Wilhelm, Die
Geschichte des Landwehrkorps im Weltkrieg 1914-1918, t.I-II,
Breslau 1935;
Gałecka
Marzena, Straty
i zniszczenia poniesione w zabytkach nieruchomych w okresie I wojny
światowej na obszarze województwa lubelskiego (w jego aktualnych
granicach). Raport., Lublin
2012 r.
Grudzień Paweł, I
wojna światowa w powiecie puławskim w latach 1914-15,
2020, [wersja elektroniczna opublikowana na:
http://lubelskie1914-15.blogspot.com/
]
Zdjęcia:
- Marzena Gałecka, Straty
i zniszczenia poniesione w zabytkach nieruchomych w okresie I wojny
światowej na obszarze województwa lubelskiego (w jego aktualnych
granicach). Raport., Lublin
2012 r.
- fotopolska.eu
- Nicolai Eberholst (Pike Grey 1914-1948) [profil na Twitterze: @PikeGrey1418]
Mapy:
Opracowanie własne Autora na podkładzie
map archiwalnych:
KuK_200K_40-51_Generalkarte_von_Mitteleuropa_Lublin_1917
KdwR_K36_Nowo-Alekssandrija_1915