niedziela, 25 stycznia 2026

Z węgierskich archiwów, cz. 1 - Działania 14 Pułku Piechoty Honwedu pod Górą Puławską pod koniec października 1914 r.

Niniejszy artykuł zawiera tłumaczenie fragmentu dziennika bojowego węgierskiego 14 Pułku Piechoty Honwedu, opisującego jego działania na puławskim lewym brzegu Wisły podczas Drugiej Bitwy Dęblińskiej, tj. walki na przedpolu przyczółka mostowego w Górze Puławskiej w dniach 23-25 października 1914 r. oraz początek mniej lub bardziej chaotycznego odwrotu w kierunku zachodnim 26 października.

 ----------------------------------------------------------------------------------------------

(...)

Główna kolumna Dywizji została zaalarmowana 22 października o godz. 1.30 w nocy i otrzymała przydział marszu przez Baryczkę-Ławeczko-Helenów-Kochanów w kierunku drogi do Radomia.

Między godziną 9:00 a 10:00 na północny zachód od Chotczy, gdy dowódca dywizji i jego sztab przejechali obok kolumny i zniknęli za wzgórzem, kolumna została zasypana ogniem piechoty przez Rosjan ze wschodniego brzegu Wisły. Pomimo dużej odległości, wystrzeliwane pociski spowodowały kilka ofiar, jednak rosyjska artyleria weszła do akcji zbyt późno i mogła ostrzelać jedynie koniec kolumny.

O godz. 15.00 pułk zebrał się na wschód od Kochanowa na odpoczynek i posiłek. Załoga ledwie zsiadła z koni, gdy nadszedł nowy rozkaz: zająć pozycję gotowości na skraju lasu na wschód od Ignacowa, aby wziąć udział w bitwie 73. Brygady Piechoty, atakującej z Nasiłowa w kierunku Góry Puławskiej.

(…) I batalion wyruszył do Sosnowa i spędził tam noc.

Bitwa pod Sosnowem-Górą Puławską.

O godzinie 6 rano 23 października II i III batalion również wyruszyły do ​​Sosnowa, aby przegrupować się przed atakiem.

O godzinie 8:00 zgrupowanie przedstawiało się następująco: bataliony I i II w linii ognia, odwód pułkowy III batalionu za prawym skrzydłem. Kierunek natarcia Sosnów-Góra Puławska lewym skrzydłem wzdłuż drogi.

Strzelanina wkrótce się rozpoczyna, ale natarcie na przeważające siły rosyjskie jest powolne. Rosyjska artyleria jest bardzo aktywna i działa z bardzo dobrymi wynikami (droga radomska stanowi doskonałe pole do ostrzału). Straty w pułku są duże, ale mimo to nacierające wojska rosyjskie są zmuszone do odwrotu, a ich pozycje zostają zajęte wieczorem.

Przebieg ataku według schematu:

O godzinie 8:30 rano 6. Kompania została wysłana, aby wesprzeć batalion atakujący z prawej strony.

Pułk spędza noc na pozycjach zajętych na szkicu.


O godzinie 7 rano 24 października wznowiono atak w kierunku Góry Puławskiej, mimo że w ciągu nocy Rosjanie przeprawili znaczne siły na lewy brzeg Wisły.

Siły pułku zmniejszyły się do 60% z powodu strat poniesionych 23-go, ale i tak udało się im zyskać 1 km terenu.

W porannych bitwach, z powodu co najmniej czterokrotnie przeważającej liczebnie piechoty rosyjskiej oraz silniejszego ognia artylerii wroga, pułk poniósł bardzo duże straty. Do południa zmniejszył się do 20-25% pierwotnej liczebności, a ci, którzy pozostali, byli całkowicie wyczerpani.

O godzinie 12:30 zarządzono odwrót w kierunku zachodnim;

Szczegóły bitew 23. i 24. dnia: Notatka kapitana Lajosa Luxa: „Był ciemny wieczór 23. dnia, gdy ogłoszono, że wróg został odparty. 1., 2. i 4. kompania batalionu otrzymały rozkaz udania się do wsi Sosnów, gdzie musiały rozbić obóz. 3. kompania, pod dowództwem porucznika Emila Rosztóczky'ego, stacjonowała w Żurawieniecu, aby zapewnić osłonę artyleryjską.

 
Batalionem dowodził obywatel rosyjski narodowości niemieckiej; po dotarciu do wioski, oddalonej o 300-400 kroków, słyszymy ożywioną strzelaninę i szarżę; rosyjski patrol został zaatakowany. W wiosce nie zastajemy nikogo. Kapitan István Mihályi rozmieścił 1. i 4. kompanię, a pozostałą część wioski przydzielił mojej kompanii (2.). Wybrałem kamienny budynek z dużymi stodołami obok jako miejsce zamieszkania. Wchodząc do domu, czujemy dziwny zapach, okna są otwarte, pokoje puste.

Żołnierz wchodzi i melduje, że w stajni jest wiele zwierząt domowych, ale nikogo nie ma; wchodząc do jednego z pomieszczeń, podłoga jest rozerwana; w tym samym czasie wchodzi inny żołnierz z zakrwawioną koszulą na bagnecie i melduje, że znalazł ją za domem. Jeden z moich podwładnych uznał to za wyjątkowo podejrzane. W sąsiednim pomieszczeniu drzwi na strych są otwarte, a w ostatnim pomieszczeniu wejście do piwnicy jest szeroko otwarte; zegar wahadłowy na ścianie wciąż tyka, więc nie ma wątpliwości, że albo wojska wroga, albo ludzie w domu musieli niedawno odejść.

Po tym zdarzeniu wszyscy moi podwładni uznali rezydencję za podejrzaną i zasugerowali, że dom, który wyróżniał się spośród innych, mógł być zaminowany lub w inny sposób przygotowany jako pułapka; jednogłośnie zalecili przeprowadzkę. Nie zagłębiałem się jednak w tę sprawę, lecz osobiście ponownie, z wielką starannością, dokonałem inspekcji terenu, jednocześnie kazałem przeszukać sąsiednie domy i zabudowania gospodarcze, rozmieściłem strażników obozowych i postawiłem sekcję w stan gotowości. Noc minęła bez zakłóceń.

 

Rezerwy stale uzupełniały moją linię natarcia, co czyniło ją zbyt gęstą i powodowało niezwykle duże straty. Pomimo wszelkich moich środków zaradczych, nie udało mi się powstrzymać napływu rezerw.

Podobnie jak w pierwszych bitwach, również i tutaj zdaliśmy sobie sprawę, że pokonanie silnego i czujnego wroga na otwartym terenie bez wsparcia i przygotowania artyleryjskiego jest niemożliwe. Atakujące masy piechoty jedynie zwiększają straty i nie są w stanie zmusić obrońców do odstąpienia.

W południe goniec batalionu wydał rozkaz dostarczenia szkicu sytuacji bojowej. Sporządzałem go u stóp gęstego drzewa i gdy miałem go podpisać, zostałem postrzelony nad lewym kolanem z lasu po lewej stronie. Zakrywając szkic, całe moje ciało zesztywniało, nie mogłem się ruszyć, a w wyniku straszliwego bólu, jaki odczuwałem, zacząłem krzyczeć, znacznie przebijając krzyki mojego pierwszego rannego tego dnia,z którego jęków kpiłem. Na szczęście skurcze po krótkim czasie ustały, podpisałem raport i z pomocą moich wiernych ludzi dotarłem na punkt pomocy. Hałas bitwy trwał całą noc, ranni regularnie przybywali do punktu pomocy.

Przynosili na przemian wiadomości pomyślne i niepomyślne. W ten sposób my, którzy tam byliśmy, byliśmy w miarę szczegółowo informowani o sytuacji. Odniosłem wtedy wrażenie, że być może warto powierzyć oficerowi przesłuchanie rannych i przekazać je dowództwu pułku; taka metoda mogłaby ułatwić uzyskanie szczegółowych informacji o sytuacji bojowej.

Ranni byli transportowani wozami z punktu pomocy pod ciężkim ostrzałem karabinów i armat. Udało mi się uciec z dywizyjnego punktu medycznego konno, w tym czasie nasze wojska wycofywały się już poza dywizyjny punkt medyczny”.

Na początku odwrotu pułkownik Lázár Formanek, dowódca pułku, został ciężko ranny i wzięty do niewoli przez Rosjan. W tym samym czasie polegli również major Ferenc Jámbor, kapitan Pál Nagy i kilku innych wybitnych oficerów pułku. Z opisu kapitana Gyuli Spády:

„Walki II batalionu pułku w bitwie pod Nową Aleksandrią 25-26 października 1914 r. 24 października w pobliżu >Luciny< dowództwo dywizji otrzymało następujący rozkaz za pośrednictwem dowódcy: Cokolwiek się stanie, marsz musi być kontynuowany w zwartych kolumnach! Surowa dyscyplina marszowa

„Nieco dalej nasza kolumna została ostrzelana z flanki z dużej odległości z pozycji wroga na wschodnim brzegu Wisły, a kolumna brygady, maszerującej równolegle do nas, nacierała pod flankującym ogniem artylerii wroga. O doskonałym duchu żołnierzy świadczy fakt, że pomimo obrażeń, dyscyplina w zwartej kolumnie była z łatwością utrzymywana.

Wiem od Miklósa Geyera, kapitana 4. Pułku Artylerii Polowej, że zasugerował on, że mógłby skutecznie ostrzelać baterię wroga, która powodowała straty zza pobliskiego, dominującego wzgórza. Na to otrzymał on rozkaz, aby rozpocząć ostrzał ze swoim dywizjonem, ale w taki sposób, aby mógł jak najszybciej dołączyć do kolumny marszowej. Wspomniany kapitan, z którym jechałem, oświadczył mi, że po ustaleniu niezbędnych czynników, zmuszony był ponownie ruszyć naprzód bez strzelania, aby nie zostać w tyle w kolumnie marszowej - chociaż artylerii rzadko się trafia zająć tak dogodną pozycję, Po dotarciu do Piskorowa po bagnistym, piaszczystym gruncie, batalion rozlokował się w Tomaszowie.

Wiadomości o nieprzyjacielu z tego dnia: „Niewielka liczba kawalerii (około 80 jeźdźców) w lasach wokół Tomaszowa, kawaleria dywizyjna została przydzielona do ich rozproszenia. Ochrona ze strażą obozową”. 25 października o godzinie 5 rano straż obozowa ogłasza alarm i prowadzi intensywny ogień. Pułk ustawia się w kolumnie marszowej pośrodku wsi, pod wsią gwiżdżą pociski piechoty. Zabezpieczony marsz do Sosnowa, do którego pułk dociera o godzinie 7 rano.

Według informacji otrzymanych o godzinie 9 rano, niewielkie oddziały rosyjskie przeprawiły się przez Wisłę w nocy. Artyleria naszej 73. Brygady Piechoty skutecznie ostrzelała jedyny most na Wiśle. 73. Brygada Piechoty pomyślnie posunęła się naprzód.

Rozkaz pułkowy: „Do ataku! I. i na prawo od linii ognia II. batalionu! Rezerwa III. batalionu (kapitan Helc) za prawym skrzydłem - ½ III. batalionu za centrum. Kierujcie się na lewe skrzydło, śledźcie drogę!”

O godzinie 12:00, pomimo ognia piechoty i skutecznego ostrzału artyleryjskiego z kilku stron, pułk stale odnosi sukcesy. Kapitan Gyula Helc z 6. kompanią, ranny, odpiera atak rosyjskiego oddziału. W przeciwnym razie wróg pozostaje niewykryty w szóstej dywizji. Dr Veres zginął. Wraz z zapadnięciem zmroku Rosjanie kontynuowali swoje ataki wobec naszej 14. dywizji.

23 października dowództwo nad batalionem objął kapitan Ede Kochanowszky, zastępując majora Kálmána Schmidta (który również został ranny).

Pułkownik Lázár i jego sztab pułkowy maszerują pieszo obok ewakuowanych pozycji rosyjskich baterii i wydają rozkaz natarcia na dalsze działki leśne. Tego dnia II batalion pojmał 300 Rosjan. Niemiecki podoficer, prowadzony przed dowódcę pułku, klęka i mówi: „Panie, myśli pan, że po drugiej stronie jest niewielu Rosjan. Na Wiśle zbudowano sześć mostów i od tego popołudnia nasze wojska nieprzerwanie się przeprawiają, wracaj, jestem Niemcem, to straszne, co się tu jutro wydarzy!”. W międzyczasie zachorował i następnego dnia został ranny na noszach.

Batalion wkroczył na tereny leśne zgodnie z otrzymanym rozkazem. Kapitan Béla Putnik wykonał wielką i cenną pracę, przywracając linie frontu i zbierając jeńców. Często osobiście dowodząc mniejszymi oddziałami, zdołał oczyścić tereny leśne do następnego ranka, z wyjątkiem niewielkiego fragmentu, gdzie słabszy oddział rosyjski, otoczony przez 6. kompanię, chciał się poddać.

Rano Rosjanie, otrzymawszy silniejsze wsparcie, pojmali otaczającą ich 6 kompanię wraz z jej dowódcą.

Brak amunicji jest coraz większy, załoga nie jadła od 48 godzin, zwierzęta juczne niosące amunicję częściowo zaginęły, a częściowo padły.

Doniesiono o tym dowództwu pułku. Straty rosną, pilnie potrzebne są rezerwy [dokładnie odwrotnie niż w 1. batalionie pułku, gdzie stale rosnące rezerwy tylko zwiększają straty (teren otwarty)].

Po raporcie batalionu nastąpił rozkaz: „Atakować energicznie! Wszystkie linie eskadr i rezerwy! Moje prawe skrzydło zaatakowało i zyskało przewagę!”. Na rogu leśnej działki, kilka kroków przed moją pozycją, starszy sierżant József Szolcsik spisał się znakomicie ze swoim oddziałem karabinów maszynowych. Celownik jego karabinu został trafiony, a on natychmiast rzucił się na miejsce i, odkrywając wrogie konie artyleryjskie, rozproszył je w ciągu kilku sekund. Wkrótce jednak granat zniszczył jego karabin maszynowy, a jego bohaterski dowódca również padł ofiarą. Drugi karabin maszynowy zamilkł, a cała jego obsługa zginęła.

Nasze pozycje są pełne zabitych i rannych, rosyjska artyleria zbiera obfite żniwo. Bohaterskie ciało sierżanta sztabowego Szolcsika pozostaje na miejscu.

Marsz, na rogu leśnej działki w Sosnowie, sytuacja staje się coraz bardziej krytyczna, patrzymy na siebie, tylko nasze oczy pytają bezgłośnie: kto wyjdzie stąd żywy? Oddział Putnika ma tylko jedno miejsce schronienia dla kilku ludzi, kapitan Kochanowszky, Putnik i inni zajmują swoje miejsca po kolei, kolejne miejsce jest gotowe; jednak nie ruszamy się, tylko kłócimy się przez około 5 minut o to, kto je zajmie. W końcu kapitan Putnik odzywa się do nas i, ulegając wezwaniu, zajmuję tam swoje miejsce. Jednak ledwo zdążyłem się schować, gdy bezlitosny granat trafia w moje poprzednie stanowisko i zabija chorążego Beilána.

O godzinie 10:45 batalion składa dowództwu pułku następujący meldunek:

Straty na linii ognia są bardzo duże, nie ma rezerw i nie da się ich zastąpić. Sierżant sztabowy Szolcsik zginął, oba jego karabiny maszynowe zostały zniszczone granatem wroga. Chorąży Bellán również zginął w wyniku trafienia granatem. Amunicja się wyczerpała, nie ma uzupełnień. Pilnie potrzebne są posiłki. Kapitan Kochanowszky.

O 12:30 dowództwo pułku odpowiedziało: „Atak 73. Brygady jest triumfalny, obiecano posiłki, mogą nadejść w każdej chwili. Proszę zaczekać! Pułkownik Formanek.

Jak się jednak później okazało, 73. Brygada już się wtedy wycofała. Nasza linia natarcia została odsunięta z powodu presji nacierającego wroga, a w szczególności z powodu braku amunicji.

W miejscowości Sosnów, która częściowo stanęła w płomieniach, on, wraz z personelem naszego punktu pomocy i około 300 ciężko rannymi, został wzięty do niewoli przez Rosjan, podczas gdy bezinteresownie się nimi opiekował. W tym samym czasie pułkownik Lázár Formanek, dowódca pułku, również został wzięty do niewoli przez Rosjan, również ciężko ranny. „O godzinie 1 w nocy 25 października resztki wyczerpanego pułku zostały zluzowane przez przez połączone siły 48. i 76. Pułków Piechoty. Odpoczynek i utrzymanie linii frontu nie trwały długo, ponieważ wczesnym rankiem Rosjanie odepchnęli połączone pułki, wskutek tego o 9 rano nasz pułk również wycofał się na zachód. W ciągu dnia wykopywaliśmy osłony dla nadciągających po nas wojsk.
 

Odwrót (26 października - 7 listopada)

Odwrót pod osłoną lasu trwał całe popołudnie, a wieczorem pułk dotarł do wsi Łagów i Łaguszów. Tam, po rozlokowaniu się, pozostałych 600 ludzi zebrało się, zorganizowało i okopało przed wsią.

We wsi Sosnów, pułkowy punkt pomocy medycznej ze wszystkimi rannymi i całym personelem: dr András Bóna, pułkownikiem dr Pál Veres, naczelnym lekarzem, Cserey, pomocnikiem kapelana obozowego, itd. zostali wzięci do niewoli przez Rosjan. 26 października: W Łaguszowie prace fortyfikacyjne były kontynuowane w ciągu dnia, wroga artyleria i piechota tylko nieznacznie zakłóciły te prace. O zmierzchu 13. Pułk Piechoty Honwedu, znajdujący się po lewej stronie, został zaatakowany przez Rosjan, ich pozycje zostały przełamane i zostali zmuszeni do wejścia do wsi. We wsi rozwinęła się bardzo uparta, chaotyczna walka wręcz. Następnie wieś została podpalona, ​​a dzięki interwencji połączonych 48. i 76. Pułków Piechoty Rosjanie zostali odparci, a pułk odzyskał opuszczone pozycje.

Notatki porucznika Emila Rosztóczky'ego: Wycofując się z wielkiej bitwy pod Iwanogrodem, 26 października okopałem się wraz z moim małym batalionem na wschodnim skraju wsi Łagów. Wczesnym popołudniem, gdzieniegdzie, widać było rosyjskie natarcie. Ostrzelałem je z mojego batalionu z odległości 1800-2000 kroków, po czym natarcie zostało zatrzymane.

O zmierzchu 76. Połączony Pułk Piechoty musiał nas zastąpić. O godzinie 17:00 Rosjanie przebili się przez 13. Pułk Piechoty Honwedu po naszej lewej stronie, a następnie niespodziewanie zaatakowali nas od tyłu. Wywołało to ogromne zamieszanie zarówno wśród naszych żołnierzy, jak i w 76. Połączonym Pułku Piechoty.

(...)

Bibliografia:

1. Nemeth Karoly, A volt m. kir. nyitrai 14. honvéd gyalogezred története, Budapest 1928

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz