wtorek, 4 sierpnia 2026

Markuszów w ogniu działań wojennych w okresie od 31 lipca do 3 sierpnia 1915 r.

Dzięki prowadzonym na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat poszukiwaniom w niemiecko- i rosyjskojęzycznych materiałach archiwalnych, udało się dość precyzyjnie zrekonstruować przebieg działań bojowych w okolicach Markuszowa podczas I wojny światowej. Położona przy historycznym trakcie z Lublina do Puław miejscowość została podczas tego konfliktu poważnie zniszczona, wskutek znalezienia się na przełomie lipca i sierpnia 1915 r. na linii niemiecko-rosyjskiego frontu, a do tego po sąsiedzku z miejscem punktowego przełamania rosyjskich linii obronnych, które miało miejsce w dniach 31 lipca - 3 sierpnia 1915 r. na polach pomiędzy Markuszowem a Kurowem. Wspomniana bitwa była kilkakrotnie i ze szczegółami opisywana na niniejszym blogu, osobny wątek stanowił także opis działań na wschód od Markuszowa – jednak z powodu braku materiałów źródłowych, „białą plamą” pozostawał do tej pory los samego Markuszowa. 

W tym artykule pokusimy się o zebranie dostępnych w tym momencie skrawków informacji, fragmentów materiałów źródłowych i w oparciu o współczesną wizję lokalną spróbujemy zrekonstruować przebieg działań bojowych w obrębie samej miejscowości. Wygląd pola bitwy, której przebieg spróbujemy tu odtworzyć, ukazuje najbardziej znane (i jedyne, jak dotąd) pierwszowojenne zdjęcie Markuszowa, wykonane w pierwszych dniach sierpnia 1915 r., przedstawiające austro-węgierską kolumnę transportową przy markuszowskim rynku (poniżej). Ciąg spalonych zabudowań przy ul. Lubelskiej oraz widoczny w oddali kościół św. Ducha – cały ten teren, kilka dni przed wykonaniem tego zdjęcia, był obsadzony rosyjskimi żołnierzami, którzy uczynili z zabudowań Markuszowa niewielką twierdzę, która mocno dała się we znaki Niemcom, podczas wstępnej fazy wspomnianych na wstępie zmagań.


Zanim jednak przejdziemy do próby rekonstrukcji tamtych zdarzeń, na początek pozwolę sobie jednak na krótki, wynikający z kronikarskiego obowiązku, wstęp historyczny. Przełamanie rosyjskiego frontu pod Gorlicami w maju 1915 r. zapoczątkowało wielką kontrofensywę Sprzymierzonych, w wyniku której armie carskie rozpoczęły metodyczny odwrót z Królestwa Polskiego i Galicji. Cofające się po obu stronach Wisły jednostki rosyjskie stawiały opór idącym ich śladem wojskom niemieckim i austro-węgierskim na przygotowanych z odpowiednim wyprzedzeniem, umocnionych liniach obrony. Celem takiej taktyki było z jednej strony zapewnienie swoim armiom uporządkowanego odwrotu (w przypadku braku punktów oparcia mógł on przerodzić się w nieskoordynowaną ucieczkę), a z drugiej zapewnienie osłony i czasu celem ewakuacji różnego rodzaju dóbr materialnych oraz ludności z opuszczanych terenów Kongresówki. Jedną z takich linii obrony wytyczono wzdłuż szosy Lublin-Puławy (w tym przez Markuszów) – cofające się z południa Lubelszczyzny oddziały rosyjskie dotarły na nią 30 lipca 1915 r. Na miejscu zastały częściowo wykonaną bądź jedynie wytyczoną, 2-3 rzędową sieć okopów, oddalonych od siebie o ok. kilometr, które trzeba było dokończyć (lub w wielu miejscach wykonać „od zera”), zanim zaczęły przedstawiać one jakąś wartość bojową. Wykonane w ten sposób naprędce fortyfikacje polowe nie były jakimś cudem inżynierii - raz z braku czasu na ich pełne wyposażenie, a dwa z powodu ich przeznaczenia nie do długotrwałej obrony, a raczej do chwilowego opóźnienia postępów przeciwnika. Stworzone przez carskich saperów (przy znaczącym udziale okolicznych mieszkańców) rowy strzeleckie pozbawione były regulaminowych zapór i przeszkód – z wyjątkiem prowizorycznej osłony z drutu kolczastego. Przebieg rosyjskich linii obronnych w okolicach Markuszowa obrazuje poniższa mapka:


Takie rozplanowanie obrony przez Rosjan umiejscowiło zabudowania Markuszowa niejako na pierwszej linii obrony, pozostawiając je pomiędzy wysuniętą linią okopów na wzgórzach pomiędzy Markuszowem i Kurowem na zachodzie, obsadzoną przez pododdziały 9 Syberyjskiego Pułku Grenadierów (dalej – pgren) oraz linią wysuniętych posterunków 12 Astrachańskiego pgren, zajmujących wzniesienia pomiędzy Markuszowem i Zagrodami – na wschodzie. Czy stanowiły one uzupełnienie ww. pozycji obronnych, czy też pozostawiono je samym sobie?

Wyłaniający się ze strzępów materiałów archiwalnych obraz, a także analogia do walk toczonych np. pod Puławami, Końskowolą czy Garbowem, wskazuje zdecydowanie na to pierwsze rozwiązanie. Rosjanie nie zamierzali co prawda prowadzić długotrwałej obrony na linii szosy lubelskiej (rolę tę miały spełnić fortyfikacje polowe, które rozpoczynały się na paśmie wzniesień, biegnących nieco dalej na północ, wzdłuż dzisiejszej ,,ekspresówki” S-17), jednak nie oznaczało to oddania jej bez walki. W zamyśle carskich dowódców, tutaj miano stawić pierwszy opór podchodzącym jednostkom przeciwnika, starając się je maksymalnie osłabić, zanim te przystąpią do ataku na główną linię obrony. Temu właśnie celowi służyć miały wspomniane, prowizoryczne okopy po obu stronach Markuszowa oraz sama miejscowość. Rzut oka na mapkę z roku 1915, z zaznaczoną ówczesną zabudową Markuszowa, siecią dróg oraz ukształtowaniem terenu wskazuje, że była to miejscowość nad wyraz obronna.


Jak widać, skraj zabudowy Markuszowa w roku 1915 wyznaczał od wschodu ciąg dzisiejszej ulicy Krańcowej, od południa – ul. Lubelskiej, a od zachodu - ul. Cmentarnej. Naturalnymi punktami obronnymi, uzupełniającymi w tym względzie opuszczone przez mieszkańców domostwa, były obiekty sakralne, położone na ówczesnych obrzeżach Markuszowa, a zatem: górujący nad jego wschodnim skrajem kościół św. Ducha, znajdujący się w południowo-zachodnim narożniku zabudowy kościół św. Józefa, położony blisko centrum miejscowości, nieczynny, „stary” cmentarz żydowski oraz umiejscowiony na północno-zachodnim skraju miejscowości cmentarz parafialny. Kwestią dyskusyjną pozostaje wykorzystanie w celach obronnych także „nowego” cmentarza żydowskiego, położonego nieco poza południowo-wschodnim krańcem ówczesnej zabudowy – niewykluczone jednak, że również z tego miejsca Rosjanie uczynili odrębny punkt oporu (hołdując wypracowanej taktyce tworzenia odrębnych od siebie punktów oporu, wspierających się wzajemnie ostrzałem z broni ręcznej i maszynowej), o czym mogą świadczyć późniejsze problemy atakujących z tej strony jednostek węgierskiego 18 Pułku Piechoty Honwedu (dalej – pphonw), kierujących się od strony Gór na wzgórza pod Cezarynem.

                                          Kościół św. Ducha z początku XX w.

Nie mamy informacji o poważniejszych uszkodzeniach markuszowskich obiektów sakralnych podczas I wojny światowej, stąd też można założyć, że one same wraz z otaczającymi je przyległościami (mury, zadrzewienia) przedstawiały w 1915 r. duże walory obronne. Co więcej, dachy, dzwonnice (o ile ocalały) czy przykościelny drzewostan stanowiły dla Rosjan wielce dogodne punkty obserwacyjne, co w dużym stopniu chroniło je przed większymi zniszczeniami (choć nie zawsze była to reguła, o czym przekonał się niestety kościół św. Wojciecha w Garbowie). Ostatnim elementem architektonicznym, wykorzystanym bez wątpienia na potrzeby doraźnej obrony Markuszowa, były pozostałości dawnego pałacu Hryniewieckich, na czele z dworską oficyną, znajdujące się na okolonej stawami wysepce na południe od kościoła św. Józefa. Zrujnowane resztki dawnej zabudowy dworskiej (jej rozbiórkę na cegłę rozpoczęto jeszcze przed I wojną światową), położone na wspomnianej wysepce, na którą prowadziły nieliczne, wąskie groble, stanowiły idealny punkt obronny, szachujący – wraz z wymienionymi wcześniej obiektami, jakiekolwiek próby podejścia do miejscowości od strony południowo zachodniej, południowej czy południowo-wschodniej.


Jeśli do powyższego obrazu dodamy jeszcze ukształtowanie terenu, tj. podmokłe łąki okalające Markuszów od południa oraz brak bezpośredniej drogi prowadzącej doń z tej strony (jedyna wówczas istniejąca, wiodła skośnie z Zabłocia do Łan, leżąc w strefie ostrzału najpierw obrońców zabudowań podworskich, a później dodatkowo kościoła parafialnego), to otrzymamy pejzaż niewielkiej, acz dobrze rozplanowanej twierdzy, której zdobycie z marszu wydawało się mało prawdopodobne. Z tego też powodu, dowództwo przybyłych 30 lipca 1915 r. pod Markuszów oddziałów niemieckich i austro-węgierskich (pododdziały 47 Rezerwowej Dywizji Piechoty oraz 37 Dywizji Piechoty Honwedu), podczas planowania przyszłego ataku ominęło samą miejscowość i wyznaczyło jego punkt ciężkości na wzgórzach pomiędzy Markuszowem i Kurowem (tutaj atakować miały jednostki niemieckich 217 i 218 Rezerwowych Pułków Piechoty – dalej rez. pp) oraz jako kierunek wspomagający - wzgórza na wschód od Markuszowa, gdzie nacierać miały kompanie węgierskiego 18 pphonw. Jaką rolę przewidziano dla samego Markuszowa? Wiele pozostaje w sferze domysłów, jednak na chwilę obecną wydaje się, że początkowo zamierzano pozostawić go na uboczu głównego ataku, jednak późniejszy przebieg walk przekreślił te plany. Przy rekonstrukcji wydarzeń z przełomu lipca i sierpnia 1915 r. musimy korzystać ze szczątkowych zapisów w dziennikach bojowych jednostek, działających w pewnym oddaleniu od Markuszowa, jak również sporo powierzyć domysłom oraz analogii do przebiegu walk w pobliskich miejscowościach. Nie zachował się bowiem dziennik bojowy niemieckiego 218 rez. pp, w którego bezpośrednim pasie działania znalazł się Markuszów – milczą również na ten temat zachowane zapiski rosyjskiego 9 Syberyjskiego pgren, którego pododdziały obsadzały wysuniętą linię okopów pomiędzy Kurowem i Markuszowem (oraz sam Markuszów). Nie ma także (lub są skrzętnie ukrywane) współczesnych relacji o typowych dla pól bitewnych znaleziskach, np. łuskach po nabojach karabinowych czy kulkach z pocisków szrapnelowych, które mogłyby wskazywać na walki toczące się w obrębie samej miejscowości. Jedyną precyzyjną informację zawiera dziennik bojowy niemieckiej 47 Rezerwowej Dywizji Piechoty, który wspomina o „zajęciu wschodniego skraju Markuszowa” w późnych godzinach wieczornych 31 lipca. Resztę spróbujemy zrekonstruować na podstawie innych źródeł, opisujących działania bojowe toczone w bezpośredniej okolicy Markuszowa.

Co wiemy na pewno? Jak już tu było wspomniane, główny atak Niemcy zamierzali przypuścić na wzgórza na zachód od Markuszowa - dawało to możliwość do szybkiego i głębokiego wniknięcia w rosyjską obronę, bez konieczności wikłania się w walki uliczne w pobliskich miejscowościach. Podejście na pozycje wyjściowe do szturmu Niemcy rozpoczęli od strony Kalenia w godzinach popołudniowych 31 lipca 1915 r., zmagając się początkowo z ostrzałem rosyjskiej artylerii, a po zbliżeniu się do drogi Markuszów-Kurów - również z ostrzałem rosyjskiej piechoty. Docelowy punkt wyjściowy do ataku, tj. rów przy drodze Markuszów-Kurów, osiągnęli ok. godziny 17.00, skąd ok. godziny 21.00 dwa niemieckie pułki (217 i 218 rez. pp) miały ruszyć do ataku na bagnety na biegnące szczytem wzgórza 186 okopy czołowej pozycji obronnej Rosjan. Osią, dzielącą pas działania obydwu pułków, miała być droga do Olempina: 217-ty miał nacierać po jej zachodniej, a 218-ty po wschodniej, „markuszowskiej” stronie (mapka poniżej). Docelowo zamierzano silnym uderzeniem przełamać znajdujące się tutaj carskie fortyfikacje, wychodząc w ten sposób na tyły Rosjan, broniących się na sąsiednich odcinkach obrony.


Tyle plan. Rzeczywistość okazała się być inna, co możemy wnioskować z opisu bitwy w dzienniku 217 rez. pp. Wspomniano tam bowiem o „silnym ogniu flankowym”, który spadł w szczególności na prawoskrzydłowe kompanie tego pułku (tj. kompanie, zajmujące pozycje od strony Markuszowa), jak również o wzmocnieniu tego samego, prawego skrzydła atakujących jednostek, przez rezerwowe kompanie 217 rez. pp. W tym wszystkim „znika” nam gdzieś 218 rez. pp, który wg planu miał nacierać równolegle z sąsiadami z 217-go – i na którym powinien się skupić w teorii ostrzał Rosjan, ukrytych w zabudowaniach Markuszowa. Tymczasem grad ognia, który spadł na żołnierzy mjr. von der Ostena (d-ca 217 rez. pp) oraz konieczność skierowania dodatkowych sił na „markuszowskie”, prawe skrzydło sugeruje, że 218 rez. pp z jakiejś przyczyny pozostał w tyle… Wniosek może być tylko jeden – i do tego zaraz przejdziemy. Odnotujmy tylko dla porządku, że wspierane silnym ogniem artyleryjskim kompanie 217 rez. pp, pomimo silnego początkowo ostrzału ze strony Rosjan, do godziny 23.00 zdobyły nieprzyjacielskie stanowiska (ta informacja przyda nam się niedługo), odpierając na nich wyprowadzony niedługo potem rosyjski kontratak. Zajęte okopy posłużyły w kolejnym dniu jako pozycje wyjściowe do ataku na drugą linię obrony Rosjan pod Olempinem. 

           Szkic sytuacyjny, przedstawiający ugrupowanie 217 rez. pp przed szturmem.

Wróćmy jednak do samego Markuszowa. Co mogło się dziać po południu i późnym wieczorem 31 lipca pośród jego zabudowań i gdzie się podział niemiecki 218 rez. pp, który w teorii miał atakować wzgórze 186 wzdłuż zachodniego skraju miejscowości? Otóż jak już wspomnieliśmy, Markuszów był silnie broniony przez Rosjan, którzy rozmieścili w jego obrębie – przede wszystkim wokół obronnych z natury zabudowań sakralnych – od połowy do, być może, nawet całego batalionu 9 pgren, wspartego oddziałami opołczenia (tj. prawdopodobnie ok. 500 żołnierzy, uwzględniając straty poniesione w toku dotychczasowych działań wojennych). Część tego wojska obsadziła na pewno rejon cmentarza parafialnego, czyniąc z niego silne gniazdo oporu, wyposażone w karabiny maszynowe i flankujące podejście do własnych okopów na wzgórzu 186 oraz do leżących na południe od niego zabudowań Markuszowa. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że z podobną myślą ufortyfikowany i obsadzony załogą został także „nowy” kirkut, szachujący postępy przeciwnika na przeciwległym, południowo-wschodnim skraju Markuszowa. Oprócz stworzenia w ten sposób uciążliwych punktów oporu na flance szturmujących sąsiadujące z Markuszowem pozycje obronne Niemców (na zachodzie) i Węgrów (na wschodzie), Rosjanie zajęli również dogodne punkty obserwacyjne w postaci (najprawdopodobniej) wież kościoła św. Józefa oraz otaczającego go kościelnego drzewostanu. Z nich to obserwatorzy artyleryjscy skutecznie kierowali ogniem własnych dział, ostrzeliwujących podchodzące z okolic Łan i Kalenia ku szosie oddziały niemieckie. 


Tuż przed rozpoczęciem wieczornego szturmu na wzgórze 186, do walki włączyli się rosyjscy strzelcy, ukryci w południowo-zachodniej części zabudowań Markuszowa oraz przede wszystkim na terenie cmentarza parafialnego. Uzbrojeni w karabiny maszynowe obrońcy tego odcinka na tyle skutecznie dali się we znaki zbliżającym się Niemcom, że ci musieli zmodyfikować swoje plany ataku – o czym było już wspominane – i skierować gros 218 rez. pp wprost na ufortyfikowaną miejscowość. 

Obsadzający tę część Markuszowa grenadierzy z 9 Syberyjskiego pgren mogli swobodnie skupić się na prowadzeniu ostrzału w kierunku południowo-zachodnim i zachodnim, gdyż wschodnie podejścia do zabudowań były skutecznie chronione nie tylko przez własnych obrońców „nowego” kirkutu, ale także przez straże przednie 12 Astrachańskiego pgren. Dwa bataliony „astrachańców”, rozmieszczone na wzniesieniu, którym biegnie droga z Markuszowa do Zagród, efektywnie powstrzymywały przez cały wieczór wszelkie próby zbliżenia się z tej strony pododdziałów 18 pphonw. W zaistniałej sytuacji był to swoisty szach-mat, gdyż jak już wspomnieliśmy, warunki terenowe nie pozwalały na rozwinięcie ataku na Markuszów bezpośrednio od strony południowej. Nie mogąc w tym przypadku liczyć na tkwiące pod Przybysławicami sojusznicze oddziały węgierskie, Niemcy byli zmuszeni do samodzielnego rozwiązania powstałego problemu - z oczywistych względów nie mogli sobie bowiem pozwolić na pozostawienie na swojej flance miejscowości obsadzonej wrogą piechotą, która z pewnością wykorzystałaby powstałą (w wyniku zdobycia wzgórza 186 i przesunięcia się 217 rez. pp na północ) w niemieckim ugrupowaniu lukę i mogłaby próbować wedrzeć się na tyły aktualnych zwycięzców.


Jak wyglądał atak 218 rez. pp na Markuszów oraz jakie siły w nim uczestniczyły - możemy tylko sobie wyobrażać. Na 100% wiemy tyle, że o godzinie 23.40 dowództwo 47 Dywizji zameldowało o „zajęciu wschodniego skraju Markuszowa”, co świadczy o tym, że nacierającemu od jego zachodniego krańca batalionowi (a może dwóm?) z 218 rez. pp stosunkowo szybko udało się przebić przez płonące zabudowania i uchwycić rejon kościoła św. Ducha. Niewątpliwie wpływ na to miał ostrzał niemieckiej artylerii jak również zapadające ciemności, które w połączeniu z blaskiem pożarów ograniczały widoczność znajdującym się na obrzeżach Markuszowa Rosjanom, utrudniając im celowanie w dalszej fazie walki. Również mniej skuteczny był tu ogień obrońców cmentarza, którzy przede wszystkim musieli ostrzeliwać niemieckie tyraliery atakujące wzgórze 186, rozpraszając w ten sposób siłę własnego ostrzału. Istotne były także założenia taktyczne Rosjan, którzy zabudowania Markuszowa zamierzali wykorzystać jedynie do opóźnienia głównego niemieckiego natarcia, nie planując tu długotrwałej obrony okrężnej. Mając świadomość przełamania swoich linii obronnych na wzgórzu 186, Rosjanie z pewnością szybko zrezygnowali z dalszej walki w zabudowaniach i rozpoczęli stopniowy odwrót w kierunku północnym, osłaniani do końca przez placówkę na cmentarzu parafialnym - oraz zapewne na „starym” kirkucie. Osłonę odwrotu zapewniło także "klasyczne" podpalenie znajdujących się "pod ręką" zabudowań Markuszowa, które przetrwały ostrzał niemieckiej artylerii. 

Nie posiadamy danych o liczbie poległych, rannych bądź wziętych do niewoli żołnierzach w wyniku opisanych walk o Markuszów, można jedynie przypuszczać, że były one stosunkowo niewielkie po stronie rosyjskiej i znacznie większe po stronie szturmujących zabudowania Niemców. Dostępne są za to dane, dotyczące stopnia zniszczenia ówczesnej zabudowy Markuszowa: ogółem w toku działań wojennych, z 219 budynków w Markuszowie - 175 zostało spalonych. Część z tej liczby to zapewne efekt działań rosyjskich (celowe podpalenia, osłaniające odwrót własnych jednostek na główną linię obrony), reszta to wynik ostrzału niemieckiej artylerii, wspierającej szturm własnych oddziałów.


Rosjan wyparto z Markuszowa, jednak w dniach 1-3 sierpnia 1915 r. pozostawał on nadal w strefie działań wojennych. Było to związane z niewspółmiernymi do niemieckich (którzy w tym czasie byli już za Olempinem) postępami węgierskiej 37 Dywizji Honwedu, której 18 pphonw nie potrafił poradzić sobie z broniącymi się na południe od Woli Przybysławskiej oddziałami rosyjskiego 12 Astrachańskiego pgren. Jak wiemy, skutku nie przyniosły ataki z nocy z 31 lipca na 1 sierpnia, które zostały powstrzymane przez wysunięte pozycje Rosjan na linii drogi Markuszów-Zagrody, podobnie niewielki skutek odniósł poranny atak z 1 sierpnia, do którego skierowano dodatkowo batalion 18 pphonw., który okrążył Markuszów od południa i maszerując przez Kaleń, po osiągnięciu centrum Markuszowa wsparł natarcie głównych sil pułku, flankującym atakiem od strony kościoła św. Ducha. Zaatakowani z dwóch stron Rosjanie nie zamierzali bohatersko ginąć na linii szosy i przystąpili do odwrotu, jednak wycofali się stosunkowo niedaleko – na wzgórze, na którym znajdują się dzisiaj zabudowania, sąsiadujące z węzłem „Nałęczów” drogi ekspresowej S-17. Na nowych pozycjach zdołali powstrzymać ścigających ich honwedów i zmusić ich do odwrotu w stronę Markuszowa i szosy lubelskiej.

 

Kwestia opisanych wyżej walk jest zgoła odmiennie przedstawiana w źródłach rosyjskich i węgierskich: Rosjanie przypisują sobie jedynie aktywną obronę na kolejnych wzniesieniach na południe od Woli Przybysławskiej (wg opisu z dziennika bojowego 12 pgren: „1.08 – przeciwnik ostrzeliwując się zaatakował z linii Markuszów-wzgórze 92–Zagrody, został odparty ogniem tylnych straży; 2.08 - (…) powstrzymano także ogniem straży tylnych natarcie przeciwnika od strony Markuszowa", natomiast Węgrzy wspominają wprost o nieprzyjacielskim kontrataku na Markuszów, zaznaczając go nawet na mapie.


Skąd taka rozbieżność? Niemożność przełamania rosyjskiego oporu, kontrastująca z sukcesami niemieckich pułków na zachód od Markuszowa (Niemcy wprost meldowali o niezadowalających postępach sąsiadów, przez co musieli „wydzielać dodatkowe jednostki do osłony od wschodu”), nie stanowiły powodu do chluby dla walecznych bądź co bądź honwedów z 18 pphonw. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że do faktycznego, zaciętego oporu Rosjan dodano mniej lub bardziej fikcyjny „kontratak”, który trzeba było „powstrzymać” – przez co nie udało się uzyskać zdobyczy terenowych, których domagali się niemieccy sojusznicy. Tak więc wygięta linia frontu przez kilka dni znajdowała się w pobliżu wschodnich obrzeży Markuszowa – Rosjanie ustąpili ze swoich stanowisk dopiero nocą z 3 na 4 sierpnia, wycofując się całym frontem na nową linię obrony pod Abramowem, umożliwiając tym samym Węgrom posunięcie się naprzód. Czy opisane wyżej walki dotknęły także zabudowań północno-wschodniej oraz wschodniej części Markuszowa? Niewątpliwie ruiny spalonych domostw zapewniły kryjówkę dla węgierskich żołnierzy, ostrzeliwujących rosyjskie pozycje na wzgórzach pod Cezarynem, zaś kościół św. Ducha i drzewostan wokół niego zapewniły dogodne stanowiska dla węgierskich obserwatorów artyleryjskich. Być może obok kościoła umiejscowiło się też kierujące atakiem z 1 sierpnia dowództwo węgierskiego batalionu - z dużą dozą pewności można za to założyć, że umiejscowiono tu niemiecki lub węgierski punkt opatrunkowy. Raz, że znajdował się on blisko pola walki, dwa że budynek kościoła zapewniał rannym ukrycie, a trzy że przez krótki czas po przejściu frontu, na terenie dawnego przykościelnego cmentarza znajdowały się dwie mogiły węgierskich żołnierzy, zmarłych 2 sierpnia – poległymi tego dnia lub zmarłymi z powodu odniesionych dzień lub dwa dni wcześniej ran.

Pozostało nam jeszcze jedno pytanie: co w tych dniach działo się z mieszkańcami Markuszowa? Niestety, Autor dotarł do zaledwie jednej relacji na ten temat – i to nie z samego Markuszowa lecz z jego okolic, zatem próby udzielenia odpowiedzi na to pytanie dokonamy głównie na podstawie losów mieszkańców innych przyfrontowych miejscowości, częściowo uzupełniając ją domysłami, powziętymi na podstawie lokalnego ukształtowania terenu. Na pewno przed rozpoczęciem walk Rosjanie podjęli próbę przymusowej ewakuacji miejscowej ludności, wraz z większością dobytku. Kto się godził, był pędzony za linię frontu, w kierunku północno-wschodnim, kto stawił opór i wykręcił się jakoś od przymusowych rekwizycji, był pozostawiany samemu sobie (nadzorujący wysiedlenia Kozacy nie byli jakimiś superbohaterami i równie często co na północ, zerkali również na południe, skąd w każdej chwili mogły pojawić się wrogie patrole). Gdzie mogli próbować ukryć się markuszowianie, którzy nie podporządkowali się lub wymknęli się przymusowej ewakuacji? Zachowana relacja wspomina o ukryciu się jednej z rodzin w wykopanym obok domu rowie (być może istniejącym już wcześniej), który został nakryty z zewnątrz znalezionymi w pobliżu materiałami budowlanymi. Zapewne podobnych ukryć było więcej, jednak zdecydowana większość uciekinierów skryła się zapewne w lasach na północ od Markuszowa (pytanie czy był to rejon Bobowisk, tuż za rosyjską II linią obrony, czy też nieco dalej, w lesistych okolicach Wólki Kątnej), gdzie czekano z dobytkiem na przejście linii frontu. Oczywiście nadal nie gwarantowało to uniknięcia rekwizycji (Sprzymierzeni w równym stopniu co Rosjanie, doceniali znaczenie koni pociągowych oraz bydła rzeźnego), jednak niewątpliwą korzyścią było przetrwanie zawieruchy w swoich rodzinnych stronach i możliwość rychłego przystąpienia do odbudowy własnych domostw, zamiast niepewnego losu wygnańca.

Mam nadzieję, że powyższe opracowanie choć trochę uzupełniło lukę w XX-wiecznej historii Markuszowa, jaką do tej pory były losy tej miejscowości podczas działań I wojny światowej.  

Bibliografia:

  1. Grudzień Paweł, I wojna światowa w powiecie puławskim w latach 1914-15opracowanie na: www.lubelskie1914-15.blogspot.com, 2020;
  2. Grudzień Paweł, Działania rosyjskiego 9 Syberyjskiego Pułku Grenadierów w bitwie pod Kurowem-Markuszowem w dn. 30.07-2.08.1915 r.artykuł na: www.lubelskie1914-15.blogspot.com, 2021; 
  3. Grudzień Paweł, Kartka z kalendarza. Lato 1915 r.: kościół św. Ducha w Markuszowie na linii frontu I wojny światowejartykuł na: www.lubelskie1914-15.blogspot.com, 2024; 
  4. Grudzień Paweł, Działania bojowe na wschód od Markuszowa w dniach 31.07-3.08.1915 r.artykuł na: www.lubelskie1914-15.blogspot.com, 2022;  
  5. Grudzień Paweł, Z zakamarków Bundesarchiv: fragmenty dzienników bojowych 47 Rezerwowej Dywizji Piechoty oraz 219 Rezerwowego Pułku Piechoty (31.07-8.08.1915 r.)artykuł na: www.lubelskie1914-15.blogspot.com, 2023.
  6. Ustalenia własne Autora.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz