sobota, 12 września 2026

Bitwa pod Bogucinem 1-2 sierpnia 1915 r.

Przełamanie rosyjskiego frontu przez połączone armie niemiecką i austro-węgierską, do którego doszło w maju 1915 r. pod Gorlicami, zapoczątkowało wielki odwrót rosyjskich armii z terenów Galicji i Królestwa Polskiego, w wyniku którego carskie oddziały, cofające się od jednej do drugiej linii obrony, w początkach sierpnia 1915 r. stanęły na jednej z takich rubieży, ciągnącej się wzdłuż szosy z Lublina do Puław. Założeniem carskich sztabowców było zyskanie uporczywą obroną jak najwięcej czasu, potrzebnego na ewakuację na Wschód jak największej ilości zasobów materialnych i ludzkich z terenów Królestwa Polskiego - w praktyce przejawiało się to zaciętą obroną rosyjskich dywizji na kolejnych, zawczasu przygotowanych liniach obrony, po której Rosjanie, starając się maksymalnie wykrwawić przeciwnika, odskakiwali kilkanaście kilometrów do tyłu, by powtórzyć ten manewr na kolejnym pasie umocnień polowych. W ten sposób 30 lipca 1915 r. przybyli oni pod Garbów, obsadzając umocnienia wykonane wzdłuż wspomnianej wcześniej szosy lubelskiej.

 

Przemieszana z uchodźcami austro-węgierska kawaleria na przedpolach Bogucina latem 1915 r.

Celem niniejszego artykułu nie będzie jednak pełny opis walk, toczonych w tych dniach pod Garbowem – tym zajmiemy się innym razem. W tym opracowaniu skupimy się wyłącznie na kluczowym dla całości zmagań odcinku, leżącym pomiędzy Garbowem i Bogucinem, ze szczególnym uwzględnieniem jednego z epizodów tych walk - mało znanego opinii publicznej, acz doniosłego z racji uczestniczących w nim osób. Austriacy stracili bowiem pod Bogucinem dowódcę jednego z uczestniczących w wymienionych walkach pułków, co było dość niezwykłe, zważywszy na charakter walk, toczonych latem 1915 r. w tej części Lubelszczyzny. O ile bowiem straty wśród najwyższych szczebli korpusu oficerskiego nie były podczas l wojny światowej czymś nadzwyczajnym, to jednak pościgowy charakter walk na Lubelszczyźnie na przełomie lipca i sierpnia 1915 r. oraz nastawienie Rosjan bardziej na opóźnianie przeciwnika niż długotrwały opór w jednym miejscu, powodowały, że głównodowodzący walczącymi jednostkami nie mieli zbyt wielu okazji do osobistego inspirowania podległych sobie oddziałów – nie mówiąc już o śmierci na polu bitwy. Zdarzały się jednak wyjątki – a jeden z nich miał miejsce 2 sierpnia 1915 r. właśnie pod Bogucinem.

Zanim przedstawimy głównego bohatera naszej opowieści, przyjrzyjmy się sytuacji na froncie pod Garbowem, która ukształtowała się pod koniec lipca 1915 r. Wytyczone przez carskich inżynierów linie polowych fortyfikacji ciągnęły się od Lublina początkowo po południowej stronie szosy lubelskiej, wzgórzami wzdłuż doliny Ciemięgi, by na wysokości Bogucina skręcić na północ i w Garbowie przejść na jej północną stronę, by biec tamtędy dalej przez Markuszów, Kurów i Końskowolę w stronę Puław (patrz mapka poniżej).

 

"Garbowski" odcinek frontu znajdował się w pasie natarcia austro-węgierskiego X Korpusu (d-ca gen. Martiny), w skład którego wchodziły 2 i 24 Dywizje Piechoty oraz 37 Dywizja Honwedu – konglomerat narodowości, z dużym udziałem Polaków i Węgrów. Ich przeciwnikiem były tu pododdziały rosyjskich 3 Dywizji Grenadierów (12 Astrachański Pułk Grenadierów) oraz 8 Dywizji Piechoty (29 Czernichowski Pułk Piechoty oraz 30 Połtawski Pułk Piechoty). Sprzymierzeni podjęli działania zaczepne na odcinku Puławy-Lublin już 31 lipca 1915 r., jednak zauważalny sukces odniosły tylko oddziały sąsiadującego z X Korpusem od zachodu VIII Korpusu (d-ca gen. Scheuchenstuel), przełamując pod pobliskim Markuszowem pierwszą linię rosyjskich umocnień i odrzucając przeciwnika na kolejną rubież obronną w pewnym oddaleniu na północ od szosy lubelskiej. Jednak na tym sukcesy Sprzymierzonych się kończyły – świadomi zagrożenia Rosjanie nie mogli pozwolić sobie na kolejne przełamanie swoich linii, zwłaszcza na sąsiednich odcinkach, w tym na odcinku garbowskim. Broniące się tu carskie pułki postawiły wojskom austro-węgierskim twarde warunki i nie dały się wyrzucić z zajmowanych stanowisk - ani wskutek rozpoznawczych ataków 31 lipca, ani w wyniku generalnego szturmu 1 sierpnia.

Sytuacja stała się w ten sposób patowa - tkwiący pod Garbowem Rosjanie flankowali od wschodu pozycje zwycięskiego VIII Korpusu, nie pozwalając mu na swobodne kontynuowanie natarcia w kierunku północnym. Pojawiły się zatem naciski, by coś z tym zrobić... Zdecydowano się zatem na wykonanie punktowego uderzenia w dniu 2 sierpnia 1915 r., które miało rozerwać carskie linie obronne i wyjść na ich tyły, zmuszając Rosjan do porzucenia stanowisk na pozostałym im jeszcze odcinku szosy lubelskiej. Rzut oka na mapę podpowiedział miejsce ataku: zdecydowano się uderzyć tym razem na wąskim odcinku pomiędzy Garbowem i Bogucinem, na północ od którego znajdowała się rozległa nizina w okolicy miejscowości Karolin. W razie powodzenia korzyść była wielka - Austriacy wbiliby w ten sposób klin pomiędzy Rosjan usadowionych w Garbowie oraz tkwiących na wzgórzach nad Ciemięgą i zyskaliby swobodę manewru na tyły jednych i drugich, co momentalnie rozmontowałoby całą rosyjską obronę aż po sam Jastków.

Na papierze plan był niezły. Przejdźmy zatem do jego wykonawców... Po zaciętych, acz nie zakończonych powodzeniem walkach z 1 sierpnia gen. Martiny miał w pierwszej linii pod Garbowem dwie dywizje: 37 Honwedów na lewym skrzydle (na południe od Garbowa) oraz 2-gą na prawym skrzydle (na odcinku Garbów-Ługów). Trzecia dywizja Korpusu (24-ta), znajdowała się w rezerwie. Główne uderzenie przeprowadzić miała właśnie ta trzecia, wypoczęta 24 Dywizja, przechodząc w tym celu przez znajdujące się pomiędzy Ługowem i Bogucinem, polowe pozycje 2 Dywizji Piechoty – w takim kształcie, jakie pozostały po walkach z dnia poprzedniego.

Rosyjskie pozycje obronne na odcinku, który miał zostać przełamany, obsadzał carski 30 Połtawski Pułk Piechoty, którego dowódca, generał major Bołdyriew, rozmieścił w pierwszej linii pod Bogucinem 3 bataliony, czwarty zatrzymując w rezerwie pod folwarkiem Bogucin. Artyleria pułkowa oraz sztab znajdowały się pod Karolinem, tam gdzie Austriacy tak bardzo chcieli dotrzeć.


Widok od strony Kolonii Ługów na fragment rosyjskich pozycji ze wzgórzem 222

Rosjanie zajmowali umocniony prowizorycznymi okopami (z braku czasu nie wykonano na nich m.in. daszków przeciwszrapnelowych, poprzestając na zasiekach z drutu kolczastego) pas wzniesień, biegnących od południowego krańca Bogucina, równolegle do jego zabudowań w kierunku północno-zachodnim - pozycję wieńczyło ufortyfikowane wzgórze 220, położone w sąsiedztwie dzisiejszej ul Chabrowej w Garbowie. Na wzgórzu znajdował się dodatkowo stary cmentarz, który jeszcze bardziej podnosił jego walory obronne. Rosyjskie rezerwy w sile jednego batalionu, zostały umieszczone w zabudowaniach folwarku Bogucin - okolicach dzisiejszej stolarni w Bogucinie. Dodatkowym wzmocnieniem linii obrony były sekcje karabinów maszynowych, rozmieszczone wraz z obserwatorami artyleryjskimi na górujących nad polem bitwy lipach. Źródła archiwalne wspominają o dwóch liniach rosyjskich umocnień – nie mamy jednak pewności czy były to dwie bliźniacze linie okopów, czy też (w zależności od ukształtowania terenu) carscy inżynierowie zdecydowali się miejscami w ich zastępstwie na tak lubiane przez nich, polowe reduty, przystosowane do obrony okrężnej. Ukształtowanie terenu podpowiada, że taką właśnie redutę wybudowano na wzgórzu 220 – 1 sierpnia jej obrońcy odparli szturm wojsk austro-węgierskich (nie było lekko: Rosjanie musieli tu użyć rezerw i kontratakować na bagnety), dopiero powtórny atak w dniu kolejnym doprowadził do jej upadku. O tym jednak za chwilę…

                Podejście od strony ul. Kościelnej na wzgórze 220
 

Nie znamy wszystkich jednostek, jakie dowódca 24 Dywizji Piechoty wyznaczył do zaplanowanego na 2 sierpnia ataku, jednak z uwagi na rozciągłość odcinka, na jaki miało spaść natarcie (ok. 2 kilometry), a także z uwagi na konieczność zachowania jednolitego dowodzenia, była to zapewne jedna brygada piechoty (tj. dwa pułki). Która? Z racji tego, że wiemy o udziale w ataku samborskiego 77 Pułku Piechoty, a także z uwagi na liczne pochówki żołnierzy przemyskiego 10 Pułku Piechoty na cmentarzu w Drzewcach, możemy założyć że w ataku brała udział sformowana z tych dwóch pułków 48 Brygada Piechoty. Całość sił uderzeniowych (w której znaczny udział mieli Polacy z Galicji – w pułku przemyskim stanowili oni ponad 40% jego kadry) uzupełniała dobrze wstrzelana dywizyjna artyleria, która od 1 sierpnia prowadziła ostrzał rosyjskich pozycji, wzmagając go po rozpoczęciu szturmu. 

Pozostańmy jeszcze na chwilę przy austro-węgierskiej artylerii. Na podstawie aktualnie dostępnych źródeł nie sposób wskazać, gdzie znajdowały się stanowiska wspierającej atak 2 Brygady Artylerii Polowej (29 Pułk Armat Polowych, 1 dywizjon 10 Pułku Haubic Polowych) - być może uda się to ustalić w przyszłości. Wiemy natomiast, że pod jej ostrzał dostała się cała pierwsza linia oraz część drugiej linii pozycji rosyjskich pod Bogucinem. Świadczą o tym liczne znaleziska kulek szrapnelowych oraz "szklanek" po tych pociskach, odkrywane zarówno na polach na zachód od Bogucina, jak również za pierwszą linią współczesnej zabudowy - m.in. w rejonie dawnego folwarku. Na pewno ostrzał artyleryjski znacznie utrudnił Rosjanom obronę (w materiałach pułku połtawskiego jest wzmianka o uszkodzeniach ziemnych fortyfikacji, które trzeba było na bieżąco naprawiać), jednak nie był na tyle silny, by przydusić ich do ziemi i pozwolić własnej piechocie dojść na odległość, pozwalającą na przełamanie carskich pozycji atakiem na bagnety - z jednym wspomnianym wcześniej wyjątkiem, o którym będzie już niedługo.

W tym momencie pora przedstawić głównego bohatera tej opowieści, którym będzie pułkownik Leonhard Rebhahn (na zdjęciu poniżej), dowódca wspomnianego 77 Pułku Piechoty. Kilka słów o nim samym. Urodził się w Wiedniu w roku 1862. Ceniony instruktor w szkole wojskowej, I wojnę światową rozpoczął jako dowódca 12 Pułku Piechoty Landsturmu. Odznaczył się w bitwie pod Tarnawką we wrześniu 1914 r., gdzie został ranny. Po rekonwalescencji, powrócił na front w lutym 1915 r. jako dowódca 27 Pułku Piechoty - pozostawał nim do kwietnia tego roku, kiedy to został chwilowo odwołany do Wiednia, a niedługo później został wyznaczony na dowódcę 77 Pułku Piechoty, na którego czele znalazł się na początku sierpnia pod Garbowem. W toku swojej służby dał się poznać jako wyjątkowo odważny oficer, dbający przy tym o swoich żołnierzy, z którymi często dzielił trudy działań wojennych. Tak żył jako dowódca, tak też jako dowódca zginął...



Otrzymawszy rozkaz do przygotowania podległych mu jednostek do ataku, pułkownik Rebhahn wydzielił w tym celu ze swojego pułku grupę bojową, liczącą łącznie 6 kompanii piechoty (w warunkach trwających od roku działań wojennych było to zapewne ok. 1000 żołnierzy) - podobny rozkaz otrzymał niewątpliwie dowódca 10 Pułku Piechoty. Koncentracja oddziałów przeznaczonych do natarcia miała najprawdopodobniej miejsce w lesie pod Ługowem (zdjęcie poniżej)

 

celem jej ukrycia przed rosyjskimi obserwatorami, rozlokowanymi na wieży garbowskiego kościoła oraz na wysokich lipach (zdjęcie), którymi obsadzona była droga w okolicy Bogucina. Nie wiadomo na ile maskowanie odniosło skutek, jednak zachowała się relacja o skierowanym na las rosyjskim ostrzale artyleryjskim "ponieważ obserwatorzy coś zauważyli" - bardzo możliwe, że chodziło tu o ostrzał szykujących się do ataku kompanii z 77 i 10 Pułku Piechoty. Jeśli tak było faktycznie, to Austriacy dostali w ten sposób sygnał, że przeciwnik jest czujny i może coś podejrzewać - rozkazy pozostały jednak niezmienione, podobnie jak czas ataku, z którym nie zamierzano czekać do godzin wieczornych 2 sierpnia. Tuż przed atakiem, pułkownik Rebhahn udał się na zajmowane (od czasu szturmu z dnia poprzedniego) przez żołnierzy 2 Dywizji Piechoty niewielkie wzgórze, celem przeprowadzenia osobistego rekonesansu linii przeciwnika - chodzi najprawdopodobniej o wzgórze, znajdujące się po prawej stronie szosy z Ługowa do Garbowa, na wysokości dzisiejszej ulicy Głębokiej w Garbowie

 

Na nic zdały się protesty adiutantów, wskazujących na oczywiste niebezpieczeństwo pieszej wyprawy na wzgórze, leżące w zasięgu wrogiego ostrzału - pułkownik skwitował to krótko: "Gdzie są moje dzieci, tam i ja muszę być", po raz kolejny udowadniając swoją bliską więź z podkomendnymi. Co więcej, pułkownik nie dał się również odwieść od zamiaru osobistego poprowadzenia szturmu - czy chodziło tu o bycie blisko idących na śmierć swoich żołnierzy, czy też o świadomość doniosłości planowanego ataku i ambicji, by doprowadzić do jego sukcesu? Nie wiadomo. Jakby nie było, po zorientowaniu się w przebiegu nieprzyjacielskich pozycji, około godziny 13.00 pułkownik Rebhahn wydał swój ostatni rozkaz. Osłaniane ogniem własnej artylerii tyraliery żołnierzy 77 Pułku (prowadzone w pierwszej linii przez swojego dowódcę) oraz sąsiadujące z nimi z prawej strony kompanie 10 Pułku, wyruszyły spod Ługowa i przekraczając linie towarzyszy broni z 2 Dywizji, ruszyły pofałdowanym terenem w stronę Bogucina. Charakterystyczny dla przyszłego pola bitwy był płytki wąwóz, biegnący równolegle do dzisiejszej ul. Chabrowej – zapewne w naturalny sposób wyznaczał on strefy ataku dla nacierających pułków: 77 Pułk nacierał wprost na północ, w kierunku rosyjskich umocnień na wzgórzu 220, 10 Pułk - na północny-wschód, w kierunku południowych obrzeży Bogucina. Po przekroczeniu linii wzgórza, z którego jeszcze niedawno Rebhahn obserwował rosyjskie pozycje, Austriacy zostali dostrzeżeni przez rosyjskich obserwatorów i wkrótce dostali się pod intensywny ostrzał rosyjskiej artylerii - padli pierwsi ranni i zabici, poszatkowani odłamkami i kulkami szrapnelowymi. Rosyjska piechota - wzorując się na działaniach z dnia poprzedniego - odczekała nieco dłużej i dopiero gdy przeciwnik dotarł do zasieków z drutu kolczastego i znalazł się w zasięgu skutecznego strzału, otworzyła wzdłuż całej linii krzyżowy ogień z broni ręcznej i maszynowej. Atak 77 Pułku się zachwiał, jego żołnierze zostali zmuszeni do rozproszenia się, jednak natarcie się nie zatrzymało, docierając ostatecznie do carskiej reduty na wzgórzu 220. Broniący się tu z powodzeniem poprzedniego dnia Rosjanie zostali ostatecznie wyparci z zajmowanych pozycji, wycofując się na odległą o ok. 300 m, drugą linię obrony, biegnącą przez teren dzisiejszego cmentarza parafialnego – na zdobycie tej drugiej linii wyczerpani oraz ostrzeliwani z flanki Austriacy nie mieli już sił, zalegając na zdobytych z takim trudem umocnieniach pierwszej linii. Nie mamy informacji o postępach sąsiedniego, 10 Pułku, można więc przypuścić, że nie udało mu się przełamać rosyjskich pozycji pod samym Bogucinem - hipotezą pozostają jednak założenia i skala tego ataku. Być może miał on charakter wyłącznie pozoracyjny, mający na celu rozproszenie rosyjskiego ostrzału, skupienie jego części na sobie i ułatwienie w ten sposób szturmu na kluczowym odcinku, jakim był atak na wzgórze 220.

Pułkownik Leonhard Rebhahn nie przeżył wspomnianego ataku, stając się jednym z niewielu dowódców pułku, którzy polegli w toku toczonych w tym okresie Wielkiej Wojny działań. Jak zginął? Na podstawie nielicznych dokumentów trudno powiedzieć - być może padł już w pierwszych chwilach ataku, gdy tyraliery 77 pułku dostały się pod ostrzał rosyjskiej artylerii, być może stało się to nieco późnej, gdy do akcji włączyły się carskie karabiny, a być może poległ dopiero w decydującej fazie bitwy, starając się podtrzymać atak swoich ludzi na pozycje I batalionu "połtawców" na wzgórzu 220... Zapewne nigdy się tego nie dowiemy. Możemy jedynie z dużą dozą prawdopodobieństwa wskazać rejon, gdzie to się mogło wydarzyć: prostokątny obszar o wymiarach mniej więcej 1000x400 m, dziś pola uprawne pomiędzy Garbowem i Bogucinem. Można się zastanawiać na ile śmierć Rebhahna na polu bitwy okazała się motywująca dla jego żołnierzy – niewykluczone, że właśnie w jej wyniku samborczyków opanował taki szał bitewny, dzięki któremu wdarli się na niezdobyte do tej pory wzgórze 220.

 

Widok ze wzgórza 220 w stronę południową, z kierunkami ataku obydwu pułków austro-węgierskich

Dalszych ataków Austriacy już w tym miejscu nie podejmowali. Nocą z 2 na 3 sierpnia Rosjanie otrzymali rozkaz do odwrotu spod Bogucina na przejściową, kolejną linię obrony pod Karolinem, skąd nocą z 3 na 4 sierpnia, dokonali kolejnego odskoku na następną linię fortyfikacji polowych pod Kamionką. Z kolei uczestniczący w ataku na Bogucin żołnierze 77 Pułku Piechoty już wkrótce mieli otrzymać okazję by pomścić swego dowódcę – 7 sierpnia uderzając na nowe pozycje rosyjskie pod Abramowem. Ich byłego dowódcę przewieziono 3 sierpnia do Nałęczowa, gdzie spoczął na tamtejszym cmentarzu parafialnym – z którego został na życzenie małżonki ekshumowany w grudniu 1915 r., by spocząć w kwaterze wojennej na wiedeńskim Cmentarzu Centralnym (Wiener Zentralfriedhof). Pułkownik Leonhard Rebhahn za swoją wybitną służbę został odznaczony pośmiertnie Orderem Leopolda. 

W całej historii na uwagę zasługuje jeden wyjątkowy zbieg okoliczności. Jak już wspomniano, 2 sierpnia pułkownik Leonhard Rebhahn prowadził natarcie na wzgórze 220, na którym jeszcze w XVIII wieku znajdowała się przycmentarna kapliczka św., nomen omen, Leonarda – według tradycji, miejsce objawienia się świętego. Po jej likwidacji, obraz św. Leonarda został przeniesiony do garbowskiego kościoła św. Wojciecha, w którym spłonął, podczas wywołanego przez Rosjan 30 lipca 1915 r. pożaru, w ramach oczyszczania przedpola przed nadchodzącą bitwą. A 3 dni później, Leonhard Rebhahn zginął w walce, w której nie musiał uczestniczyć, niemal w miejscu, w którym dawniej znajdował się wspomniany obraz jego świętego imiennika. Nie było dane Rebhahnowi spotkać się z ziemskimi pamiątkami po patronie, za to spotkał się z nim osobiście.

Cześć jego pamięci, jak również wszystkim poległym w tych dniach pod Bogucinem. Nie zapominajmy, że wielu z nich było naszymi rodakami, którzy nie mieli tej okazji, by walczyć za wolną Polskę w legionowym mundurze...


Źródła:

  1. Österreich-Ungarns letzter Krieg 1914-1918. Zweiter Band, Das Kriegjahr 1915, Wien 1931
  2. Ehrenhalle des k.k. Landwehr, des k.k. Landsturmes und der k.k. Gendarmerie, Heft 4: Territorialbereich Leitmeritz, 1916
  3. Żurnał wojennich diejstwij 30-go piechotnogo połtawskogo połka z 2 febralja 1915 po 31 oktiabrija 1915 goda, rkps
  4. Sołdek Jerzy, W sprawie grobu żołnierzy poległych w sierpniu 1915 r. w Czesławicach, w: “Gazeta Nałęczowska” październik 2007

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz