W dostępnych powszechnie informacjach na temat janowieckiego zamku, kościoła św. Stanisława czy też samego Janowca próżno szukać wiadomości o działaniach wojennych, jakie toczyły się tutaj w latach 1914-15, podczas I wojny światowej. A jeśli już uda się znaleźć jakąś wzmiankę, to ogranicza się ona do lakonicznego odnotowania faktu zniszczenia Janowca przez wojska rosyjskie lub mylnie wiąże hipotetyczne działania w rejonie tej nadwiślańskiej miejscowości z pozostałościami bunkra, znajdującego się na przeciwległej janowieckiemu zamkowi skarpie. Po części wynikło to z trudności w dostępie do materiałów źródłowych, po części jednak jest to efekt pokutującej wciąż obiegowej opinii, że I wojna światowa "nie była naszą wojną", co przekładało się na nie kultywowanie wspomnień o tych wydarzeniach oraz brak zainteresowania historyków - wyjątkiem są tu może dzieje Legionów Polskich, z którymi wiele osób kojarzy ponury czas Wielkiej Wojny. Pod Janowcem Legionów nie było, jednak nie oznacza to że nie walczyli tu Polacy. Tych było całkiem sporo, zarówno w gronie szeregowych żołnierzy armii carskiej oraz niemieckiej (pułki ze Śląska), jak również w kadrze oficerskiej działających tu jednostek. To, a także zniszczenia jakim uległa zabudowa Janowca podczas pierwszych dwóch lat I wojny światowej - każe wydobyć na światło dzienne pamięć o tamtych wydarzeniach.
Kościół i zamek w Janowcu, rok 1916, źródło: fotopolska.eu
Zacznijmy może od krótkiego rysu historycznego - jak w ogóle doszło do tego, że niewielki Janowiec w przeciągu dwóch lat trzykrotnie znalazł się na linii frontu, skoro w jego pobliżu nie było żadnego strategicznego celu, wartego ataku/obrony? Otóż cel był. A nawet dwa cele: pobliska, rosyjska twierdza w Dęblinie (ros. Iwangorod, chroniąca strategiczną przeprawę stałym mostem przez Wisłę) oraz jeszcze bliższy, rosyjski przyczółek mostowy pod Puławami (ros. Nowa Aleksandria, osłaniający początkowo pontonowy, a później półstały most przez Wisłę). Po odparciu we wrześniu 1914 r. austro-węgierskiej ofensywy na południu Lubelszczyzny, carscy sztabowcy zamierzali w październiku wyprowadzić własne natarcie w kierunku zachodnim, w stronę Berlina. Podstawą do tej ofensywy miała być ufortyfikowana linia Środkowej Wisły, z głównymi przeprawami przez rzekę pod Warszawą i Dęblinem (chronionymi przez tamtejsze twierdze fortowe) oraz Puławami (osłanianą przez wybudowany na początku października przyczółek mostowy). Całość założenia dopełniać miały przeprawy doraźne, z których jedną zaplanowano pomiędzy Kazimierzem Dolnym i Janowcem właśnie. O ile Sprzymierzeni mieli świadomość istnienia stałych przepraw - i z nimi wiązali własne plany strategiczne - to już dodatkowe punkty przerzutowe Rosjan były do samego końca zagadką, co, jak się wkrótce przekonamy, znacząco wpłynęły na przebieg działań wojennych i losy samego Janowca.
Aleksiej Ewert, dowódca rosyjskiej 4 Armii
Paul von Hindenburg, dowódca niemieckiej 9 Armii
Niemcy i Austriacy nie zamierzali bowiem poprzestać na obronie i opracowali plan "wrzucenia za kołnierz" zwycięskim na południu Lubelszczyzny Rosjanom, własnego kontruderzenia, skierowanego na prawy brzeg Wisły przez Środkową Wisłę właśnie. Machina wojenna ruszyła, a wraz z nią ku Wiśle zaczęły podążać ze wschodu korpusy carskiej 4 Armii gen. Aleksieja Ewerta, a z zachodu dywizje niemieckie, należące do 9 Armii gen. Paula von Hindenburga. W efekcie tego, wzdłuż jej lewego brzegu na odcinku od Kozienic aż po Sandomierz doszło w dniach 9-12 października do wielkiej bitwy spotkaniowej, nazwanej potem Pierwszą Bitwą Dęblińską - Sprzymierzeni zdołali powstrzymać w niej słabszych (na razie) liczebnie Rosjan i odrzucić ich w zaciętych walkach (m.in. pod Janowcem) na prawy brzeg Wisły. Jednak napływ kolejnych carskich jednostek, zbierających się w potężną pięść pod Warszawą, nakazała niemieckim i austro-węgierskim sztabowcom zmodyfikować swoje plany, które przewidywały teraz aktywną obronę linii Wisłę. Jednym z elementów tego planu miało być celowe przepuszczenie na lewy brzeg Wisły znajdujących się pod Dęblinem rosyjskich korpusów, które następnie miały być zatrzymane przez Niemców i zniszczone skrzydłowym uderzeniem przez skierowaną w tym celu na północ l Armię austro-węgierską gen. Victora Dankla. Na papierze plan był niezły,jednak w praktyce poszło już znacznie gorzej. W trzeciej dekadzie października 1914 r. Rosjanie, oprócz tego, że zgodnie z przewidywaniami przeprawili się pod Dęblinem, to jeszcze "dorzucili" do tego dwa korpusy 9 Armii gen. Płatona Leczyckiego, przerzucone na lewy brzeg Wisły pod Puławami, które uderzyły w bok nie spodziewających się ich tutaj Austriaków, ochoczo zmierzających pod Dęblin. Rozpoczęła się Druga Bitwa Dęblińska, której prawy odcinek wkrótce przesunął się spod Góry Puławskiej w kierunku Trzcianek i Janowca. Zagrożeni oskrzydleniem Austriacy i Niemcy ostatecznie nie dali rady przeważającym siłom przeciwnika i 26 października rozpoczęli odwrót w kierunku zachodnim. Na lewym brzegu Wisły na kilka miesięcy zapanował spokój. Korzystając z odsunięcia się od Wisły działań frontowych, Rosjanie wybudowali w tym czasie półstały most pod Puławami (styczeń 1915 r.) oraz wykonali osłaniający go, szeroki pas fortyfikacji polowych (wiosna 1915 r.), których południowy kraniec rozpoczynał się nad Wisłą pod Janowcem właśnie.
Victor Dankl, dowódca austro-węgierskiej 1 Armii
Płaton Leczycki, dowódca rosyjskiej 9 Armii
Wojna powróciła w okolice Janowca latem 1915 r. Przełamanie rosyjskiego frontu pod Gorlicami w maju 1915 r. zapoczątkowało wielką kontrofensywę Sprzymierzonych, w wyniku której armie carskie rozpoczęły metodyczny odwrót z Królestwa Polskiego i Galicji. Cofające się lewym brzegiem Wisły jednostki rosyjskie w rejon janowieckich fortyfikacji dotarły 19 lipca 1915 r., jednak nie zamierzały stawiać tu dłuższego oporu i trzy dni później, realizując taktykę "spalonej ziemi", wycofały się przez puławski most na prawy brzeg Wisły, obsadzając go na odcinku od Kazimierza Dolnego po Dęblin .Przez kilka kolejnych dni front zatrzymał się na linii Wisły a Sprzymierzeni zaczęli rozważać rożne koncepcje jej sforsowania i wyjścia na tyły walczącej na południu Lubelszczyzny rosyjskiej 4 Armii, której korpusy były spychane od Kraśnika na północ przez jednostki 4 Armii austro-węgierskiej, dowodzonej przez arcyksięcia Józefa Ferdynanda. Ostatecznie dowództwo Sprzymierzonych nie zdecydowało się na przeprawę swoich wojsk w rejonie Puław i Janowca, uznając ją za zbyt niebezpieczną działania wojenne trwały nadal na prawym brzegu Wisły, gdzie 30 lipca Rosjanie pod naporem przeciwnika opuścili Kazimierz Dolny, 3 sierpnia wycofali się z Puław, wreszcie 4 sierpnia opuścili fortyfikacje Twierdzy Dęblin. Od tego momentu front zaczął odsuwać się w kierunku wschodnim i już pod Janowiec podczas tego konfliktu nie powrócił. Strategiczne położenie Janowca zostało docenione jeszcze raz w roku 1916, kiedy to austro węgierscy inżynierowie włączy|i go w powstającą wówczas, wielokilometrową linię nadwiślańskich umocnień na lewym brzegu Wisły, nazwaną Pozycją Środkowej Wisły. W ramach prac fortyfikacyjnych, prowadzonych na janowieckim odcinku Pozycji, oprócz linii okopów, na skarpie naprzeciwko południowo-zachodniej wieży janowieckiego zamku wzniesiono żelbetowy schron, przystosowany do prowadzenia ostrzału rzeki z broni ręcznej i maszynowej, Jego pozostałości są jedynymi, zachowanymi do dnia dzisiejszego, lokalnymi świadkami wydarzeń z czasów Wielkiej Wojny.
Wiedząc już kto, kiedy i dlaczego - przejdźmy teraz do nieco bardziej szczegółowego opisu zasygnalizowanych wyżej działań podczas I wojny światowej w bezpośrednich okolicach Janowca.
9-11 października 1914 r.
Pierwsze zwiastuny nadciągającej zawieruchy pojawiły się pod Janowcem w godzinach popołudniowych 9 października, a były nimi przeprawiające się na łodziach i promach od strony Kazimierza Dolnego, pododdziały 188 Karskiego Pułku Piechoty (dalej: pp), należącego do 47 Dywizji Piechoty (dalej: DP) ze składu XIV Korpusu Armijnego gen. Władysława Kłembowskiego. Temu właśnie korpusowi wyznaczono zadanie skrytej przeprawy pod Janowcem i wsparcia na lewym skrzydle ataku Korpusu Grenadierów (dalej: KGren.), który w tym samym czasie przeprawiał się na lewy brzeg Wisły pod Górą Puławską. Żołnierze 188 Karskiego pp otrzymali zadanie osłony rejonu przyszłego desantu - w tym celu pułk przemaszerował przez Janowiec i rozmieścił się szerokim łukiem w rejonie Janowic, być może umieszczono tez jakichś obserwatorów w górujących nad okolicą ruinach janowieckiego zamku. Jako następne na janowiecki lewy brzeg Wisły przeprawiły się w późnych godzinach wieczornych 9 października pododdziały 162 Achałcychskiego pp, należącego do 41 DP. Jego żołnierze wzmocnieni dodatkowo baterią artylerii, otrzymali zadanie bezpośredniej osłony, budowy mostu pontonowego. do której, wraz z korpuśnymi saperami, przystąpił przeprawiający się w dalszej kolejności batalion z 161 Aleksandropolskiego pp (również 41 DP)
Gdzie znajdował się wspomniany most? Analiza archiwalnych map i planów w połączeniu ze współczesną wizją lokalną w terenie, pozwala dość precyzyjnie wskazać jego lokalizacje. Rosjanie umiejscowili go poniżej dzisiejszej przeprawy promowej do Janowca, wykorzystując w tym celu znajdującą się blisko janowieckiego brzegu szeroką, piaszczystą łachę. Istnieje ona do dnia dzisiejszego u podnóża nadwiślańskiej skarpy na wysokości Oblasów, - jednak w porównaniu ze stanem dzisiejszym, w 1914 r. była ona znacznie większa. Od strony Kazimierza Dolnego jednostki rosyjskie zmierzały ku przeprawie w rejonie współczesnego dojścia na dzika plażę. rozpoczynającego się na wysokości parkingu przy kazimierskim hotelu "Spichlerz Park"- natomiast po drugiej stronie Wisły, maszerowały dalej (w zależności od otrzymanych rozkazów) prostopadłą do przeprawy promowej drogą w stronę Janowca lub gruntowa droga przez wąwóz w stronę Oblasów, obok dzisiejszego hotelu "Kazimierski Zdrój".
Po spięciu mostem dwóch brzegów Wisły w godzinach porannych 10 października ku przeprawie podeszły pozostałe na prawym brzegu jednostki 41 DP. Przeprawę utrudniał wzburzony nurt Wisły (jak czytamy w dzienniku bojowym rosyjskiego 163 Lenkorańsko-Naszeburskiego pp:
"Przeprawa przez Wisłę wiązała się z dużymi problemami, w związku z tym, że koła wozów na mieliźnie, na środku Wisły i na lewym brzegu, głęboko wrzynały się w piaszczyste podłoże. Trzeba było podnosić wozy przy pomocy ludzi, którzy na mieliźnie Wisły pracowali całymi godzinami po kolana w wodzie."
jednak do godziny 12.15 cała 41 DP znalazła się ostatecznie na janowieckim brzegu rzeki. W tym czasie przeprawiona uprzednio awangarda, przystąpiła do wykonania linii okopów, rozciągających się od zachodniego krańca Janowca (być może w system umocnień włączono w jakiś sposób także janowiecki cmentarz parafialny) po skraj lasu na zachód od Oblasów. Oprócz osłony przeprawy miały one także znaczenie profilaktyczne - w przypadku konieczności odwrotu, Rosjanie mieliby tutaj czas na chwilowe powstrzymanie przeciwnika i osłonę własnej przeprawy na kazimierski brzeg Wisły. Już wkrótce miały się one okazać dla Rosjan zbawienne, jednak rankiem 10 października nikt w sztabie gen. Kłembowskiego nie zakładał niepomyślnego obrotu wydarzeń. 41 DP, powoli koncentrując swoje siły pomiędzy Janowcem i Oblasami. wysunęła na zachód straże przednie, które dołączyły do przebywającego w tym rejonie 188 Karskiego pp i - odrzucając czołowe jednostki niemieckie - dotarły ok. godziny 14 na linię Ławeczko-Baryczka. W ślad za poprzednikami, po rozchwianym z powodu wzbierających coraz bardziej wód Wisły moście, przeprawiły się wkrótce pozostałe trzy pułki 47 DP, które skoncentrowały się pod Oblasami, tworząc rezerwę korpuśną. Postępy Rosjan zakończyły się dość szybko, gdyż pod wspomnianymi Baryczką i Ławeczkiem natrafili na całą niemiecką 23 Brygadę Piechoty (22 i 23 Pułk Piechoty Landwehry, dalej ppl) ze składu 4 Dywizji Landwehry (dalej: DPL). osłaniającej od południa główny atak Korpusu Landwehry gen. Remusa von Woyrscha na Górę Puławską, Co więcej, Dywizja ta otrzymała zadanie wsparcia częścią swoich sił ataku na Górę Puławską - trasę ich przemarszu wyznaczono przez Janowiec i Oblasy, z zamiarem wyjścia na lewe skrzydło broniących się pod Gorą Puławską Rosjan. Śląscy landwerzyści byli zatem żywotnie zainteresowani zajęciem Janowca, stąd też z niemiłym zaskoczeniem powitali obecność w tym rejonie oddziałów rosyjskich, których się tu nie spodziewali. Nie było jednak rady, i trzeba było przebijać się ku Janowcowi siłą: landwerzyści odrzucili forpoczty przeciwnika i zaczęli je spychać przed sobą, kierując się na przygotowane wcześniej stanowiska obronne Rosjan na linii Janowiec-Oblasy. Bezpośrednio w kierunku Janowca posuwał się znajdujący się na niemieckim prawym skrzydle 23 ppl. Od samego początku niemieckie kontrnatarcie odbywało się pod uciążliwym ostrzałem nieprzyjacielskiej artylerii, która w sile ok. 5-6 baterii strzelała ze stanowisk na południe i północ od Oblasów a wkrótce tęż została wsparta ciężką artylerią ze wschodniego brzegu Wisły, znajdującą się w okolicy Kazimierza Dolnego i Podgórza - zapewne ten ostrzał był w jakimś stopniu kierowany przez obserwatorów, usadowionych w ruinach janowieckiego zamku, 23 ppl miał nieco łatwiejsze zadanie niż sąsiadujący z nim od północy 22 ppl, jako że jego marsz odbywał się w zakrytym przez janowieckie wzniesienia terenie i nie był on widoczny z prawego brzegu Wisły. Dzięki temu, pomimo nieprzerwanego ostrzału rosyjskich szrapneli, landwerzyści z 23 ppl wytrwale posuwali się naprzód i o godzinie 15.15 osiągnęli centrum Janowca, wdarli się także do nieprzyjacielskich okopów na północ od Janowca i odrzucili znajdującego się tam przeciwnika. Rosyjskie lewe skrzydło zostało w ten sposób zagrożone przełamaniem i odcięciem od znajdującego się z tyłu mostu na Wiśle - co zatem zadecydowało o tym, że Niemcy nie osiągnęli tu ostatecznego sukcesu? Oprócz ostrzału artyleryjskiego z prawego brzegu Wisły, kluczową wydaje się być wzmianka o zajęciu jedynie "centrum" miejscowości - na wschód od niego znajdował się okolony murem teren kościoła św. Stanisława, no i przede wszystkim wzgórze zamkowe, którego obrońcy najprawdopodobniej okazali się kluczowi w powstrzymaniu niemieckiego natarcia na tym odcinku.
Podczas gdy 23 ppl ugrzązł w ulicznych walkach pod janowieckim kościołem i zamkiem. pozostający nieco w tyle na lewym skrzydle 22 ppl, który w toku natarcia znalazł się na otwartej przestrzeni, dostał się pod silny flankowy ostrzał nieprzyjacielskiej ciężkiej artylerii z kierunku Podgórza oraz równie uciążliwy ostrzał rosyjskiej piechoty znajdującej się na skraju lasu na skraju Oblasów. Przeważający liczebnie Rosjanie, widząc zamieszanie w szeregach przeciwnika, zwęszyli okazję i wkrótce wyprowadzili z lasu kontratak na pozycje niemieckiego pułku, który nie utrzymał swoich pozycji i pomimo wsparcia własnej artylerii zaczął się cofać. W tej sytuacji walczący na prawym skrzydle 23 ppl musiał ok. 17.30 opuścić zabudowania Janowca i przyłączyć się do tego odwrotu - w przeciwnym razie groziło mu okrążenie i przyparcie do Wisły. W zapadających ciemnościach obydwa pułki wycofały się poza Baryczkę, gdzie się okopały. Na następny dzień Niemcy planowali powtórkę ataku, tym razem ze wsparciem od północy pododdziałów 3 DPL, która wspólnie z cesarską Gwardią 10 października wyrzuciła rosyjski KGren. z powrotem za Wisłę i mogła być użyta na innym odcinku. Jednak atak ten miał okazać się uderzeniem w próżnię, o czym Niemcy przekonali się dopiero następnego ranka. Stało się tak dlatego iż Rosjanie, którzy po odwrocie przeciwnika zajęli ponownie Janowiec i rozpoczęli rozbudowę dotychczasowej pozycji obronnej (poszerzając jej skrzydła w stronę Janowic oraz Wojszyna), ok. godziny 20 otrzymali z dowództwa 4 Armii niespodziewany rozkaz odwrotu na prawy brzeg Wisły i rozebrania dopiero co zbudowanego mostu. Na taką decyzję gen. Ewerta wpływ miało kilka czynników a przede wszystkim porażka i wycofanie się KGren. na przyczółek wokół Góry Puławskiej oraz obawy jego dowódcy o istnienie mostu, który był narażony zarówno na zerwanie przez wysoki poziom wody oraz zniszczenie przez ostrzał niemieckiej artylerii - a w tej sytuacji los przypartego do rzeki korpusu byłby nie do pozazdroszczenia. Dodatkowo XVI Korpus znalazł się, wskutek porażki KGren. w izolowanym położeniu, będąc narażonym oprócz ataku z zachodu - teraz również na uderzenie od strony północnej. Dlatego też gen. Ewert wydał rozkaz do przeprawienia z powrotem na prawy brzeg głównych sił korpusu z pozostawieniem na lewym brzegu ariergardy (do tej roli wyznaczono 188 Karski pp) celem osłony mostu, którego d-ca armii zamierzał początkowo bronić.
Noc upłynęła obu stronom pracowicie: Niemcy porządkowali szyki przed ostatecznym atakiem na Janowiec i Oblasy w dniu następnym, z kolei Rosjanie całą noc przeprawiali z powrotem na prawy brzeg swoje jednostki. Rozpoczęte ok. godziny 8 11 października, koncentryczne uderzenie pięciu niemieckich pułków Landwehry, wzmocnionych kawalerią i silną artylerią trafiło w próżnię - stało się to dzięki energicznemu przeprowadzeniu odwrotu przez gen. Kłembowskiego. Carski generał jeszcze nocą zdołał bowiem przeprawić znaną już trasą na prawy brzeg całą korpuśną artylerię (która natychmiast rozwinęła parasol ochronny nad swoimi jednostkami) a zaraz za nią rezerwowe pułki 47 DP spod Oblasów, które obsadziły, rejon Kazimierza Dolnego. Ok. godziny 4 nad ranem, przeprawę rozpoczęła 41 DP, której pułki miały najdłuższą drogę do przejścia ku przeprawie. Oprócz upływającego czasu, Rosjanie zmagali się także z podnoszącym się coraz bardziej poziomem wody w Wiśle, która zalewała wjazdy na most oraz wysepkę na Wiśle. Stąd też d-ca korpusu nie zdecydował się ostatecznie na pozostawienie pod Janowcem ariergardy - również z uwagi na znaczne siły nieprzyjaciela na lewym brzegu - i zarządził odwrót 188 Karskiego pp, który rozpoczął się ok. południa 11 października. Ostatnie dwie roty przeprawiły się już na pontonach z rozbieranego mostu i pod ogniem nieprzyjacielskiej artylerii. Na lewym brzegu pozostały porzucone w pośpiechu duże ilości uzbrojenia i wyposażenia oraz niepogrzebani zabici - jak czytamy w niemieckich wspomnieniach:
"Drogi i nadwiślańskie łąki były zaśmiecone karabinami, małymi łopatami, bagażami i innymi rzeczami uciekających Rosjan. Małe łopaty były szczególnie mile widziane przez naszą piechotę; wciąż nam ich brakowało. Zdobyto również środki medyczne. Korpus Landwehry rozpaczliwie potrzebował tego zaopatrzenia i personelu medycznego, co po raz kolejny pokazały dwudniowe walki. Populację koni Korpusu Landwehry ostatecznie uzupełniły stada rosyjskich koni wojskowych, pasące się wzdłuż Wisły."
Po południu 11 października zwycięskie oddziały niemieckie obsadziły lewy brzeg Wisły - odcinek od Wojszyna przez Janowiec aż po Solec przypadł 4 DPL. Straty rosyjskiego XVI Korpusu podczas walk w dniu 10 października wyniosły jedynie 12 oficerów i 250 żołnierzy (wg innych danych 9 oficerów i 328 żołnierzy) - poległych i rannych. Oprócz tego Rosjanie utracili wiele karabinów maszynowych nie licząc drobniejszego uzbrojenia i rozlicznego wyposażenia zostawionego w okopach bądź porzuconego w trakcie odwrotu. Straty 4 DPL pod Janowcem wyniosły 800 ludzi (w tym 20 oficerów). W ręce Niemców wpadło dodatkowo 150 jeńców.
Można zadać sobie pytanie co w czasie opisanych wyżej walk działo się z mieszkańcami Janowca i pobliskich miejscowości? Z uwagi na to, że wojna przyszła tu nagle i z zaskoczenia (dla obydwu stron), dowódcy walczących w pierwszej linii jednostek nie zaprzątali sobie głowy ewakuacją lokalnej ludności, tym bardziej że rankiem 10 października nic nie wskazywało Rosjanom na to, że na Janowiec maszeruje od zachodu kolumna niemieckiej piechoty. Gdy po południu tego dnia karty zostały odkryte i okazało się, że jednak przyjdzie się bronić w zabudowaniach, ewakuacja mieszkańców stała się jak najbardziej wskazana. Można się tylko domyślać jaka wybuchła wówczas panika - obustronny ostrzał artyleryjski (pociski ciężkiej artylerii rosyjskiej spod Podgórza przelatywały dokładnie nad Janowcem), zbliżająca się kanonada z broni ręcznej, pododdziały rosyjskiej piechoty szykujące prowizoryczne pozycje obronne wśród zabudowań, wreszcie krzyki rosyjskich oficerów ponaglających do opuszczenia zabudowań - wszystko to powodowało niesamowite zamieszanie. Ale gdzie uciekać? Kierunek na zachód był samobójstwem, lasy pod Oblasami były pełne rosyjskiej piechoty, szykującej się do walki - pozostawała ucieczka w stronę Wisły i szukanie jakiegoś ukrycia nad jej brzegiem. Kuszącą i nie pozbawioną logiki hipotezą pozostaje również ukrycie się jakiejś części mieszkańców Janowca w piwnicach janowieckiego zamku, jednak w dostępnych archiwach nie znajdujemy potwierdzenia tej teorii. Po wycofaniu się Rosjan na prawy brzeg Wisły, wychodzący ze swych kryjówek mieszkańcy Janowca stanęli twarzą twarz z pododdziałami niemieckiej Landwehry, która powróciła na niedawne pole bitwy i obsadziła na kilka dni janowiecki brzeg rzeki. Trudno przypuszczać, by Niemcy pozwolili lokalnym mieszkańcom na powrót do swoich domostw - najprawdopodobniej chcąc zminimalizować ryzyko szpiegostwa na rzecz znajdujących się po drugiej stronie rzeki Rosjan, przepędzili miejscową ludność w drugą stronę, jak najdalej od Wisły. Zapewne powróciła ona do swoich domostw dopiero po kilku dniach, po odejściu Niemców na inny odcinek frontu. Domy, które przetrwały walki uliczne z 10 października nie prezentowały się dobrze, jednak był to i tak luksus w porównaniu z tym, co miało nadejść kilka miesięcy później...
Na zakończenie należy wspomnieć o 6 żołnierzach 161 Aleksandropolskiego pp. oraz 1 żołnierzu 162 Achałcychskiego pp, którzy zostali w późniejszym czasie odznaczeni Medalem św. Jerzego IV stopnia za swoje czyny w dniu 10 października 1914 r. Z uwagi na to, że nie dysponujemy uzasadnieniem tych wyróżnień, w sferze domysłów pozostaje zatem czy odznaczenia przyznano za udaną "postrojkę" mostu (w której uczestniczyły tylko te dwa pułki) czy też za późniejsze walki w obronie Janowca. Na liście odznaczonych - tym razem Krzyżem św. Jerzego IV stopnia - znalazło się także 16 żołnierzy 188 Karskiego pp, którzy do końca osłaniali odwrót na kazimierski brzeg Wisły pozostałych sił XVI Korpusu, przeprawiając się nań już za dnia, 11 października, pod nieustającym ostrzałem zbliżającego się przeciwnika.
22-26 października 1914 r.
Za początek kolejnej serii starć w okolicach Janowca należy uznać 22 października - wieczorem tego dnia, na janowiecki brzeg Wisły przeprawiło się od strony Kazimierza Dolnego kilka grenadierskich rot z 3 Dywizji Grenadierów, które starły się ze znajdującymi się w okolicy patrolami austro-węgierskimi. Rosyjski desant miał za zadanie rozpoznać lewy brzeg rzeki przed planowaną przeprawą głównych sił pod Górą Puławską oraz stanowić osłonę budowy mostu pontonowego pod tą miejscowością. Być może ta dywersja miała również na celu ewentualne zmylenie przeciwnika co do faktycznego miejsca przeprawy. Przerzucone na janowiecki brzeg rzeki rosyjskie roty nie posunęły się na zachód, lecz przez zalesiony rejon Oblasów i Wojszyna skierowały się na północ, w stronę Góry Puławskiej. Pierwsze zwarte jednostki wojskowe pojawiły się pod Janowcem 23 października - nadeszły one od zachodu, z rejonu Janowic. Była to wydzielona z austro-węgierskiej 1 Armii (która w tym samym czasie maszerowała na Górę Puławską i Dęblin), licząca 4 bataliony piechoty i 2 baterie artylerii grupa płk. Paula von Nagy’ego (dowódcy węgierskiej 73 Brygady Piechoty Honwedu), mająca za zadanie nie dopuścić do przeprawy Rosjan na tyłach armii Dankla. Rosjanie, wg, doniesień wywiadu, mieli pojawić się na południe od Janowca, pod Brześciem, stąd tez natychmiastowa reakcja austro węgierskiego sztabu. Pododdziały rosyjskiej 83 Rezerwowej Dywizji Piechoty kręciły się, owszem, we wskazanym rejonie na prawym brzegu Wisły jednak póki co nie podejmowały prób przeprawy (przyczyną był tu m.in. brak środków przeprawowych, które w całości wykorzystano pod Górą Puławską) i Węgrzy ograniczyli się do obserwacji linii Wisły na tym odcinku - zapewne wykorzystali w tym celu m.in. idealny punkt obserwacyjny, jakim były ruiny janowieckiego zamku. Niepomyślny dla armii austro-węgierskiej obrót wydarzeń pod Górą Puławską, gdzie Rosjanie- dzięki stałemu przerzucaniu przez Wisłę nowych sił - zdołali odepchnąć na południowy zachód walczącą tam węgierską 37 Dywizję Piechoty Honwedu, spowodowały wkrótce konieczność ściągnięcia w ten rejon każdej dostępnej jednostki Sprzymierzonych. Tak tez się stało z operującą w okolicach Janowca grupą płk. Nagy'ego, która 24 października skierowała się przez Janowiec i Oblasy na pole bitwy pod dzisiejszymi Magicznymi Ogrodami, nieopodal Trzcianek. Przybyłe posiłki mocno zachwiały rosyjskim lewym skrzydłem, jednak nie zdołały już odwrócić losów bitwy - przez most pod Górą Puławską przybywały coraz to nowe jednostki rosyjskie, podczas gdy Austriakom zaczęło brakować rezerw, W tym krwawym siłowaniu się na rękę, austriacka ręka zaczęła coraz mocniej chylić się ku stołowi... Nastał dzień 25 października. Dążąc do obejścia prawego skrzydła przeciwnika, dowodzący Rosjanami na puławskim przyczółku gen. Hipolit Murdas-Żyliński (nominalny d-ca XIV Korpusu), systematycznie kierował nowo przybyłe tego dnia jednostki spod Góry Puławskiej drogą na południe, w stronę Janowca, gdzie następnie miały wykonać zwrot na zachód i uderzyć na mocno już wykrwawionego przeciwnika, który zatrzymał się i desperacko bronił na wzgórzach pod Ławeczkiem.
W ten to właśnie sposób, na drodze z Oblasów do Janowca, około godziny 9 pojawiły się kolumny wszelkiej maści oddziałów rosyjskich. W pierwszym rzucie szła piechota z dowodzonej przez Polaka w carskiej służbie, gen. Eugeniusza de Hennig-Michaelisa, 2 Brygady 18 DP (71 Bielewski pp i 72 Tulski pp) wraz z artylerią, w ślad za którymi podążały reszta 18 DP oraz dwie dywizje kawalerii: 13 i 1 Kozaków Dońskich. Rosjanie nie zaniedbali środków ostrożności i nie odważyli się na podejście pod Janowiec w gęstych kolumnach idealnego celu dla uzbrojonych w karabiny maszynowe, ewentualnych obrońców miejscowości, tym bardziej że zaraz po wyjściu z zalesionych okolic Oblasów dostali się pod intensywny ostrzał węgierskiej artylerii, rozmieszczonej pod Ławeczkiem. Piękny i zarazem groźny musiał być widok setek carskich piechurów, rozwijających się na płaskowyżu na północ od Janowca w liczne tyraliery, które następnie ruszyły ku jego zabudowaniom. Część rosyjskich tyralier przeszła ok. godziny 10 przez Janowiec, wykonując następnie planowany zwrot w kierunku zachodnim i ponownie formując kolumny, która ruszyły do ataku na linię Janowice-Baryczka-Ławeczko. Rosyjska artyleria, która rozmieściła się pod Oblasami, wydatnie wsparła atak piechoty na ww. rubież, zakończony powodzeniem w godzinach wieczornych 25 października. Niewątpliwie, wzorem zmagań sprzed dwóch tygodni, janowiecki zamek (po jego zajęciu) posłużył ponownie jako punkt obserwacyjny dla rosyjskich artylerzystów.
Tak janowiecki epizod opisał później w swoich pamiętnikach gen. de Hennig-Michaelis:
"(...)Poważniejszą potyczkę na dwa fronty wypadło stoczyć pod Janowcem nad Wisłą. Droga po wyjściu z lasu ciągnęła się otwartem płaskowzgórzem aż do ruin zamczyska, skąd zawracała na zachód. Gdy czoło kolumny wyszło w pole, spotkał je silny ogień artyleryjski od zachodu, z odległości paru wiorst; kazałem więc przechodzić ostrzeliwane miejsca tyralierą, co nieco wstrzymało szybkość marszu, a do walki z ogniem przeciwnika wezwałem dwie baterje. Po przejściu ostrzeliwanego pasa, czołowe bataliony zmieniły front i natarły na Węgrów(...)".
Po ustaniu walk, nocą z 25 na 26 października Janowiec i jego okolica zapełniły się biwakującym wojskiem. Tutaj bowiem na nocleg zatrzymały się rosyjskie 69 Riazański i 70 Riażski pp, zapewne z elementami sztabu 18 DP, na północ od nich rozlokowały się zaś szwadrony 13 Dywizji Kawalerii oraz - już pod Oblasami - 1 Dywizji Kozaków Dońskich. Po jednodniowym odpoczynku, 26 października Rosjanie ruszyli dalej - piechota i artyleria na zachód, w ślad za pobitymi ostatecznie tego dnia na wzgórzach pod Ławeczkiem Austriakami, kawaleria zaś oskrzydlającym rajdem w górę Wisły. Na kilka miesięcy huk dział odsunął się daleko na południe i zachód od Janowca, zapanował wreszcie upragniony spokój...
Rok 1915
Liczniejsze niż zazwyczaj pododdziały wojsk rosyjskich pojawiły się pod Janowcem na wiosnę tego roku. Chociaż działania wojenne toczyły się daleko na południu i zachodzie, carscy planiści postanowili profilaktycznie zabezpieczyć ewentualne kierunki przełamania armii Sprzymierzonych i - tym samym - kierunki odwrotu własnych wojsk, na których dałoby się powstrzymać (lub przynajmniej opóźnić) postępy przeciwnika. W tym celu wytyczono i zbudowano szeroki pas umocnień polowych, opartych o naturalną przeszkodę wodną jaką była rzeka Wisła. Interesujący nas rejon Janowca, z racji naturalnych walorów obronnych był niemal murowanym kandydatem na włączenie w powstający system nadwiślańskich umocnień. Tak też się stało - osłaniająca przedmoście pod Górą Puławską, podwójną linię umocnień polowych, rozplanowano na odcinku od Kozienic na północy po właśnie Janowiec na południu.
Z uwagi na to, że regularne kompanie saperskie znajdowały się daleko na linii frontu, budowę tyłowych pozycji - w tym przedmościa puławskiego - powierzono brygadom pospolitego ruszenia (opołczenia). Początek 1915 r, był okresem, w którym powołano do carskiej armii trzeci rzut rezerwistów, formowanych początkowo w brygady. Część z nich trafiała w charakterze uzupełnień na front, natomiast z części tworzono brygady o charakterze saperskim, gdzie kadrą byli saperzy zaś siłą roboczą - okoliczna ludność cywilna. Takim właśnie brygadom powierzono m.in. tworzenie tyłowych linii umocnień. Czy na naszym terenie pracowała jedna, czy więcej, być może przy współudziale garnizonu twierdzy Iwangorod - na ten moment trudno określić. Z uwagi na znaczne oddalenie od linii frontu, bliskość zaplecza t darmowej siły roboczej kierujący pracami fortyfikacyjnymi nie zgłaszali jakichś fundamentalnych problemów. Czas był, materiałów budowlanych (głównie ziemia i drewno) w bród, a okoliczna ludność zapewniała darmową siłę roboczą oraz cywilny transport w postaci konnych wozów - tym, że nikt z własnej chęci do pomocy się nie garnął a robotnicy nie zawsze mieli godne warunki bytowania, mało się przejmowano. Z racji braku materiałów źródłowych trudno powiedzieć, jak tego okresu Wielkiej Wojny doświadczyli mieszkańcy okolic Janowca, niemniej powrócimy do tego tematu w przyszłości, gdy coś się w tej kwestii zmieni.
Powróćmy jeszcze na chwilę do kwestii technicznych. W Janowcu rozpoczynała się pierwsza linia wspomnianego systemu umocnień, która ciągnęła w kierunku północno-zachodnim przez Łaguszów, Załazy i Policzną. Drugą linię umocnień Rosjanie utworzyli około 3-5 kilometra za nią - miała ona swój początek w rejonie Wojszyna i wiodła przez dawne pozycje austro węgierskie z 1914 r. na linii Trzcianki - Tomaszów i dalej, w kierunku Leokadiowa, Czamolasu i Garbatki. Obydwie linie obronne składały się z pełnoprofilowych okopów, być może osłoniętych przeszkodami drutowymi. Z uwagi na to, że Rosjanie dysponowali dużą ilością czasu na ich wykonanie, okopy doposażono w szalunki, daszki i strzelnice. W linii okopów, co jakiś czas umieszczano bardziej złożony twór w postaci niewielkiej reduty dla piechoty, składającej się z kilku linii, wzajemnie wspierających się rowów strzeleckich, pełnoprofilowych i wyposażonych w drewniane instalacje wspomagające, być może przystosowanych niekiedy do obrony okrężnej, a już na pewno do wspierania znajdujących się pomiędzy nimi linii okopów (stąd zapewne przewidziano w nich również miejsce dla ckm).
Niemcy, którzy po przejściu frontu mieli okazję oglądać w lipcu 1915 r. ww. rosyjskie umocnienia, tak opisywali ich wygląd:
„(...) Okopy wykopane przez pionierów niczym na sznurku, idealnie połączone umocnienia ziemne lub zapory z worków cementowych; wszędzie dachy odporne na odłamki, schrony starannie wyłożone deskami, głęboko pod parapetem, okopy i przejścia między nimi zasypane ponad metrową warstwą materiału, każdy otwór strzelecki tak ustawiony, że cały teren przed nimi leżał przed okiem strzelca niczym szachownica z kopcami i ścieżkami, oferując cudownie pełne pole ostrzału we wszystkich kierunkach; dla rezerwistów nawet dwupiętrowe schrony kazamatowe pod odpornymi na bomby umocnieniami ziemnymi. Nie pominięto niczego, co dawałoby obrońcy poczucie całkowitej niewidzialności i bezpieczeństwa przed atakującą artylerią lub piechotą. Solidnie wbite, dwudziestometrowej głębokości zasieki z drutu kolczastego, ogromne jeże hiszpańskich jeźdźców na bramach, były cudami czystej, pionierskiej pracy i często były sprytnie ukryte w polu wysokiego zboża, tak że zbliżający się mężczyzna niespodziewanie natknął się na przeszkodę właśnie tam gdzie karabiny i karabiny maszynowe mogły najlepiej osłonić obszar przed działami ze swoich pozycji. Niczego nie przeoczono (…)”.
W okolicach samego Janowca, które nas najbardziej interesują, umocnienia biegły wzdłuż pasa janowieckich wzniesień, ciągnących się początkowo prostopadle do koryta Wisły a później w kierunku północno-zachodnim, przez podjanowiecką Mysią Górę (wys. 168 m n.p.m.). Przybrały one formę ciągu okopów (na poniższej mapce oznaczonego ząbkowanymi, czerwonymi odcinkami) wzmocnionych od czasu do czasu większymi redutami dla piechoty i karabinów maszynowych, osłaniającymi ważniejsze trakty komunikacyjne. Oprócz dwóch takich redut (czerwone trójkąty na poniższej mapie), Rosjanie - co potwierdza rzut oka na archiwalne mapy - obsadzili również sam zamek w Janowcu, który pomimo dotychczasowych zniszczeń stanowił nadal świetny punkt obronny.
Poniższe zdjęcia LIDAR obrazują prawdopodobne pozostałości dwóch rosyjskich redut na tym odcinku: pierwsza na wzniesieniu pomiędzy zamkiem a Zespołem Szkół (kształt by się zgadzał, jednak przydałyby się tutaj badania terenowe), druga na wspomnianej Mysiej Górze, na zachód od ul. Emilii Plater (tutaj oprócz umocnienia na południe od leśnej drogi mamy widoczne dodatkowo pozostałości okopów na północ od niej).
Znaczenie wykonanych pod Janowcem fortyfikacji - oprócz samych Rosjan - dostrzegli także członkowie radomskiego okręgu konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej (dalej: POW), działającej na terenie zaboru rosyjskiego, na czele którego w lutym 1915 r. stanął Stanisław Jarecki ps. "Jarosław". Jedną z akcji dywersyjnych, przeprowadzonych przez podkomendnych Jareckiego, była nieudana próba wysadzenia późną wiosną 19l5 r. "okopów rosyjskich pod Janowcem". Jako że wysadzanie w powietrze "zwykłych" okopów nie miało większego sensu, z racji łatwości ich naprawy, celem polskich konspiratorów była najprawdopodobniej pierwsza z opisanych redut, umiejscowiona na skarpie ponad dzisiejszą ul. Radomską. Niestety, nie znamy bliższych szczegółów całej akcji.
Pozostając jeszcze na chwilę przy historii POW i wybiegając nieco w przyszłość, warto zaznaczyć, że Janowiec w latach 1916-1918 stał się jednym z centrów działalności tej organizacji, mającej w zamyśle prowadzić działalność proniepodległościową oraz stanowić zalążek przyszłej armii polskiej. W czerwcu 1916 r. Janowiec stał się siedzibą jednego z Okręgów POW (o początkowym numerze 2a, przemianowanym w marcu 1917 r. na nr 7).
Wróćmy do tematu fortyfikacji. Słuszność wykonania opisanych wyżej pozycji obronnych uwidoczniła się w maju 1915 r., kiedy to wojska Sprzymierzonych przełamały rosyjski front pod Gorlicami i w ciągu kolejnych miesięcy zmusiły Rosjan do wycofania się z terenów Królestwa Polskiego i Galicji (zapewne z tym wydarzeniem miała związek wspomniana wyżej dywersja pod Janowcem). Ufortyfikowane ,,puławsko-kazimierskie" przedmoście zostało wykorzystane przez Rosjan w trakcie wycofywania przez nich swoich oddziałów na prawy brzeg Wisły, osią którego odwrotu był most w Puławach. Carskie dowództwo zamierzało opóźnić na nim postępy wojsk niemieckich (znany nam już Korpus Landwehry gen. Woyrscha) ścigających uchodzący tędy ku Wiśle rosyjski Korpus Grenadierów, tak by zapewnić jego bezpieczny przerzut na prawy brzeg. Janowiecki odcinek umocnień polowych (od Janowca po Łaguszów) został 19 lipca 1915 r. obsadzony przez pododdziały 6 Taurydzkiego Pułku Grenadierów (dalej: pgren.). pod dowództwem płk. Stanisława Suryna - kolejnego Polaka-oficera w carskiej służbie. Z uwagi na to, że gen. Woyrsch nie zamierzał tracić czasu i sił na zdobywanie odległych od puławskiego mostu umocnień janowieckich i skupił się na ataku najkrótszą drogą, tj. wzdłuż szosy Zwoleń-Puławy - cofający się przez Janowiec grenadierzy z pułku Taurydzkiego mieli więcej „spokoju", doświadczając ze strony przeciwnika jedynie ostrzału artyleryjskiego. Nasilający się nacisk niemieckich jednostek w kierunku na Puławy oraz docelowy plan odwrotu za Wisłę sprawił, że żołnierze płk. Suryna nie zagrzali tu miejsca i już 20 lipca wycofali się z okopów, wokół Janowca na drugą linię obrony (Wojszyn-Trzcianki-Tomaszów), a nocą z 21 na 22 lipca przypadła im rola ,,ostatniego, który gasi światło" i wysadzenia puławskiego mostu, po którym uprzednio na prawy brzeg Wisły przeszła reszta sił rosyjskiego Korpusu Grenadierów wraz z pomocniczymi jednostkami opołczenia i kawalerii.
Niestety, ów "spokój " Rosjan miał dla samego Janowca katastrofalne skutki, bowiem generalny odwrót armii rosyjskiej z terenów Królestwa Polskiego wiązał się zazwyczaj ze stosowaniem przez nich taktyki "spalonej ziemi". Znajdujące się na trasie odwrotu carskich jednostek miejscowości były - jeżeli Rosjanie mieli na to chwilę czasu albo lokalna ludność się nie wykupiła - metodycznie palone, a ludność wysiedlana. O ile jednak "nie-frontowe" wsie i miasteczka miały jakąś szansę na ocalenie, to już miejscowości znajdujące się na przedpolach ufortyfikowanych linii obronnych nie miały tego szczęścia, Z racji braku materiałów źródłowych trudno powiedzieć jak to było w przypadku Janowca - najprawdopodobniej jednak został podpalony po przybyciu tutaj 6 pgren. w ramach oczyszczania przez niego przedpola znajdującej się powyżej miasteczka linii umocnień polowych. A co się stało z mieszkańcami? Jak już wspomniano wyżej, cofający się Rosjanie działali wszędzie według tego samego schematu, mającego na celu zabranie ze sobą jak najwięcej siły żywej i dóbr materialnych oraz pozostawienie przeciwnikowi zrujnowanej okolicy. Zabudowań Janowca nie udało się uratować, nieco lepiej przedstawiała się sytuacja lokalnej ludności - z zachowanych wspomnień wynika, że jej część uniknęła wysiedlenia. Nie była to jednak jakaś selekcja, wynikająca z dobrej woli Rosjan - "organizujący" przesiedlenia i podpałki Kozacy dawali komendę do opuszczenia domostw i eskortowali uchodźców, jednak nie czynili tego zbyt skrupulatnie. Wskutek tego mieszkańcom wysiedlanych miejscowości otwierały się dwie opcje: albo grzecznie jechać na wschód, albo ukryć się gdzie popadnie i przeczekać przejście frontu. Ci, którzy wychodzili z założenia, że "wróg to wróg, ale swój" oraz przestraszeni carską propagandą o "barbarzyńskich Austriakach" - jechali na coś w rodzaju mniej lub bardziej "komfortowej tułaczki", trafiając często w odległe rejony państwa carów (niektórzy odnaleźli się aż w Ufie, niedaleko kazachskich stepów). Druga grupa, która postanowiła zaryzykować pożarcie przez nadchodzącego przeciwnika, korzystając z zamieszania uciekała z dobytkiem w okoliczne lasy lub wąwozy i tam oczekiwała na przejście frontu - w przypadku mieszkańców Janowca miejscem ukrycia były zapewne lasy pod Oblasami, być może też ruiny janowieckiego zamku lub wysoki brzeg Wisły. Dla nich korzyścią było pozostanie na ojcowiźnie, jednak czekała ich odbudowa wszystkiego dosłownie od zera.
W zestawieniu statystycznym, opracowanym w roku 1920, Janowiec został wymieniony jako najbardziej zniszczone miasto na terenie ówczesnego powiatu kozienickiego w Guberni Radomskiej: 169 nieruchomości na 188 zaewidencjonowanych (tj. 89,6%) zostało spalonych. Pożar wzniecony w miasteczku przez cofające się wojska rosyjskie strawił także dachy nad nawą główną i wieżą kościelną, spłonęły dzwony, ale ocalało wnętrze gotycko-renesansowego kościoła.
Dymiące zgliszcza Janowca taurydzcy "podżigatiele" mieli wkrótce okazję oglądać z drugiego brzegu Wisły, jako ze po przeprawie pod Puławami zostali oni na kilka dni skierowani do obrony prawego brzegu Wisły na odcinku od Podgórza przęz Kazimierz Dolny aż do Bochotnicy. Po drugiej stronie rzeki pojawiło się zaś nowe-stare wojsko, w postaci pododdziałów niemieckiego Korpusu Landwehry, który po 9 miesiącach powrócił na dawne pole bitwy z października 1914 r. Z jego składu, pod Janowcem pojawiły się 47 i 57 Pułk Piechoty Landwehry, tworzące Dywizję Landwehry Bredow (d-ca gen. Anatol von Bredow). Niemcy szybko rozmieścili pod Oblasami własną artylerię, która niezwłocznie przystąpiła do ostrzał rosyjskich pozycji na prawym brzegu rzeki, wykorzystując niewątpliwie w celach obserwacyjnych m.in. ruiny janowieckiego zamku, Oprócz ,,standardowej" próby uszczuplenia siły żywej i materiałowej przeciwnika, prowadzony na całej długości linii brzegowej ostrzał miał również ,,drugie dno" w postaci próby ukrycia przed przeciwnikiem planowanego miejsca forsowania rzeki - bowiem aż do 25 lipca dowództwo Sprzymierzonych zamierzało dokonać pod Puławami desantu na prawy brzeg Wisły i wyjść w ten sposób na tyły rosyjskich jednostek, cofających się z południa Lubelszczyzny. Desant planowano przeprowadzić w dwóch miejscach: pod Puławami przeprawiać się miała 3 DPL, zaś pod Janowcem - pododdziały Landwehry z Dywizji Bredow. Bliska była zatem powtórka sytuacji z października 1914 r. - z tą różnicą, że tym razem przeprawy dokonywaliby Niemcy, z tym, że w znacznie gorszych warunkach, z uwagi na obsadzających kazimierski brzeg Wisły i gotowych do walki grenadierów z 6 pgren.
W tym momencie należy zaznaczyć, że plan forsowania Wisły nie był jednolity i do samego końca ścierały się tu dwie koncepcje. Z jednej strony było stanowisko austro-węgierskiego Armeeoberkommando, które nalegało na przeprawę przez rzekę powyżej Dęblina (tj. w rejonie Kazimierza Dolnego i Puław) i jak najszybsze odciążenie swoich wojsk walczących na jej prawym brzegu. Kontrpropozycją była koncepcja szefa sztabu gen. Woyrscha - ppłk. Wilhelma Heye'go, który proponował obejście Twierdzy Dęblin i przeprawę przez Wisłę na północ od niej, co pozwalałoby na rozdzielenie sił rosyjskich pomiędzy Warszawą i Dęblinem oraz wzięcie w kleszcze przeciwnika cofającego się z południa. Do czasu podjęcia ostatecznej decyzji przygotowania do przeprawy pod Puławami miały iść normalnym tokiem, a o ewentualnej opcji jej odwołania powiadomiono jedynie samych dowódców Wyznaczonych do niej jednostek, celem uniknięcia ,,zaniedbań podczas przygotowań do przeprawy" wśród szeregowych żołnierzy, Wracając do próby ,,artyleryjskiej dezinformacji", odniosła ona tylko połowiczny sukces, gdyż Rosjanie mieli ze swojego, wysokiego brzegu Wisły (m.in. z Góry Trzech Krzyży w Parchatce) dobry wgląd na przeciwległą stronę, obsadzili także zwiadowcami wysepki na rzece, znajdujące się pomiędzy Kazimierzem Dolnym a Wojszynem i Nasiłowem. Z tego tez powodu bez większych problemów dostrzegli zarówno przemieszczanie się w dniach 22-23 lipca jednostek piechoty w stronę Góry Puławskiej, jak i przewożenie przez przeciwnika w dniu 24 lipca pontonów z rejonu Tomaszowa i Nasiłowa w kierunku północnym - do tego ostatniego przeciwnik zaangażował nawet lokalnych mieszkańców z Wojszyna i Nasiłowa, których następnie przetrzymywano na tyłach, by przypadkiem nie zdradzili Rosjanom miejsca planowanej przeprawy. Zapewne podobnie było z mieszkańcami Janowca, "obsługującymi" przygotowania do przeprawy Dywizji Bredow. W efekcie dokonanych obserwacji Rosjanie byli w stanie przewidzieć i odpowiednio wzmocnić odcinek, na którym spodziewali się nieprzyjacielskiego desantu. Wspomniany ostrzał prawego brzegu Niemcy prowadzili codziennie już od 22 lipca, wg identycznego schematu, tj. dzień upływał w miarę spokojnie, natomiast wieczorem otwierano intensywny ogień z artylerii oraz broni ręcznej, kierując go głównie w rejon Puław, Włostowic oraz Kazimierza Dolnego. Zachowane zdjęcia z tamtego okresu pokazują skalę zniszczeń wywołaną tym ostrzałem, który swoje apogeum osiągnął w nocy z 24 na 25 lipca (w rosyjskich relacjach określany jest jako ,,huraganowy" oraz liczony w setkach pocisków) - jak wiemy w zamierzeniach Sprzymierzonych był to moment planowanego ataku. Jednak to, co było przez kilka dni tylko jedną z opcji planu, stało się rzeczywistością i dowództwa Sprzymierzonych doszły do porozumienia w kwestii miejsca forsowania Wisły, które w ostatniej (dosłownie) chwili odwołano i przeniesiono na północ, pod Ryczywół (gdzie ostatecznie udało się tego dokonać w dniu 29 lipca). Wycofanych z puławskiego brzegu Wisły Niemców zastąpili 25 lipca austriaccy kawalerzyści z 7 Dywizji Kawalerii, którym początkowo - dla ukrycia faktu wycofania cesarskiej Landwehry - nakazano nosić niemieckie nakrycia głowy (niemniej Rosjanie i tutaj dość szybko połapali się w zaistniałych zmianach - dzięki zauważeniu że wystrzeliwane z przeciwległego brzegu pociski nagle stały się ,,austriackie"). Po wycofaniu się Niemców i zmianie sojuszniczych planów operacyjnych, umiejscowiona pod Oblasami austriacka artyleria nie pozostawała bezczynna, jednak ostrzał artyleryjski prawego brzegu Wisły zauważalnie stracił na sile. Stało się jasne, ze rozstrzygnięcie walk w tym rejonie nadejdzie nie zza Wisły, lecz z południa. 30 lipca Rosjanie opuścili Kazimierz Dolny, a z początkiem sierpnia front odsunął się na dobre w kierunku północno-wschodnim i wokół Janowca ponownie zapadła cisza,
Pozycja Środkowej Wisły, lata 1916-17
Po odsunięciu się frontu na wschód, Janowiec znalazł się pod jurysdykcją austro-węgierską w ramach Generalnego Gubernatorstwa Wojskowego w Polsce. Rzeka Wisła, aczkolwiek utraciła znaczenie z militarnego punktu widzenia, nadal pozostała główną arterią komunikacyjną w regionie, służącą m.in. do transportu kamienia drogowego, płodów rolnych i węgla. Wyrazem troski administracji austro-węgierskiej o sprawne funkcjonowanie wiślanej żeglugi było m.in. utworzenie Flotylli Wiślanej (której liczne jednostki, oprócz celów transportowych były wykorzystywane m.in. przy regulacji koryta Wisły) wraz ze stosownymi instalacjami portowymi i magazynowymi, zlokalizowanymi m.in. w rejonie dzisiejszego Hotelu "Trzy Korony" w Puławach. Oprócz strony gospodarczej, austro-węgierscy planiści zadbali również o zabezpieczenie wojskowe linii Wisły, na wypadek mało prawdopodobnego - z racji aktualnej sytuacji na froncie – acz wciąż branego pod uwagę powrotu armii rosyjskich w te okolice. W tym celu w 1916 r. postanowiono dodatkowo ufortyfikować lewy brzeg Wisły na odcinku pomiędzy ujściem Sanu a ujściem Pilicy, wznosząc na nim ciąg umocnień polowych, w postaci linii okopów strzeleckich wzmocnionych żelbetowymi schronami, umieszczanymi w newralgicznych punktach, np. w pobliżu przepraw przez rzekę. Całość założenia, określanego mianem Pozycji Środkowej Wisły, podzielono na cztery ,,forteczne" Grupy, z których interesujący nas bezpośrednio „janowiecki" odcinek środkowego biegu Wisły znalazł się w obrębie Grupy nr 2 (od ujścia rzeki Kamiennej do Nasiłowa). Kierownikiem, odpowiedzialnym za budowę umocnień Grupy nr 2 był mjr Emanuel Czech - w skład dowództwa każdej z Grup, oprócz jej komendanta, pochodzącego z wojsk inżynieryjnych, wchodzili także niżsi rangą inżynierowie oraz administracja cywilna w postaci np. lekarzy czy księgowych. Łączna liczba pracowników, otrzymujących stałe wynagrodzenie, w każdej Grupie wynosiła ok. 60-70, do tego dochodziły tysiące robotników fizycznych, werbowanych z okolicznych miejscowości. Ochronę rozległego placu budowy jak i pracujących na nim ludzi zapewniał bośniacko-hercegowiński batalion zaopatrzeniowy, podzielony na szwadrony przeznaczone dla poszczególnych Grup.
Rozkaz rozpoczęcia prac fortyfikacyjnych Naczelne Dowództwo Armii wydało 14.03.19l6 r,- planowano zrealizowanie całości robót do końca października 1916 r. (terminu tego ostatecznie nie udało się zrealizować i prace przeciągnęły się do roku 1917). Wspomnianą wyżej siłę roboczą stanowili początkowo pracownicy cywilni, werbowani i organizowani na wzór wojskowy - taki model rekrutacji kojarzył się jednak miejscowym z poborem do armii, stąd też unikali oni ,,werbunku" jak tylko mogli, co odbijało się na jakości i tempie prowadzonych prac. Aby temu zaradzić, cywilne brygady zaczęto uzupełniać jednostkami roboczymi Landsturmu, a także jeńcami wojennymi. Robotników kwaterowano najczęściej w pobliskich budowie wsiach (a zatem również w Janowcu), z rzadka korzystając z koszar - czy to porosyjskich, czy też prowizorycznie budowanych na tę okoliczność. Warunki bytowania robotników nie były szczególnie komfortowe, wielu z nich zmarło z powodu chorób - od zagrożeń nie byli wolni również ci, którzy na roboty dojeżdżali z własnych domostw. Dziennik „Ziemia Lubelska” z 5.11.1916 r. i 12.11.1916 r. donosi np. o tragicznym wypadku, jakiemu ulegli mieszkańcy Kazimierza Dolnego, przeprawiający się promem na prawy brzeg Wisły po skończonych robotach w rejonie Janowca. Zły stan promu i niekorzystne warunki na rzece (w pierwotnej wersji) lub błąd sternika (w drugiej wersji) wywołały podtopienie promu, w wyniku którego z ok. 150 osób nim płynących - 124 utonęło.
Materiały budowlane (drut kolczasty, metalowe słupki do drutu, dwuteowniki, pręty zbrojeniowe, itp.) dostarczano transportem kolejowy,m do stacji w pobliżu Sandomierza, Wysokiego Koła i Dęblina, skąd przewożono je do najbliższych przystani Flotylli Wiślanej stamtąd transportowane były drogą wodną bezpośrednio do miejsca przeznaczenia. Była to często jedyna możliwość - a już na pewno najszybsza - na dostarczenie materiałów na plac budowy, z uwagi na brak utwardzonych dróg na terenach przybrzeżnych, Każda z Grup fortecznych - w tym również „janowiecka" - składała się wielokilometrowych odcinków okopów, wzmocnionych zaporami przeciwpiechotnymi (w postaci np. kilku rzędów drutu kolczastego) oraz wydzielonymi punktami oporu, wznoszonymi w najbardziej newralgicznych punktach, np. w pobliżu mostów oraz innych przepraw przez Wisłę. Były one rozplanowane w ten sposób, by zapewniać maksymalnie daleką obserwację oraz pole ostrzału, zarówno nurtu rzeki jak i jej prawego brzegu. Podczas wznoszenia umocnień wykorzystywano również naturalne ukształtowanie terenu, w postaci np. skarp czy wałów przeciwpowodziowych, a wydzielone punkty oporu umieszczano zazwyczaj w zakolach rzeki, gdzie linia brzegowa formowała występ, skierowany w stronę wschodnią. Zwieńczona okazałymi pozostałościami zamku i górująca nad okolicą janowiecka skarpa była wymarzonym miejscem na umieszczenie tutaj jednego z kluczowych punktów obrony tego odcinka Wisły (pod nazwą Punkt Oporu "Janowiec") - szczegółami zajmiemy się poniżej.
Najpierw garść informacji technicznych. Każdy z punktów oporu - na których siłą rzeczy miała skupiać się obrona danego odcinka - składał się z jednego lub kilku żelbetowych schronów obserwacyjno-bojowych (dalej: SOB) lub schronów biernych, służących jako ukrycie dla załogi i dowództwa odcinka bądź magazyn amunicji. Jednoizbowe SOB wyposażone były zazwyczaj w jedną strzelnicę dla karabinu maszynowego, przeznaczoną do prowadzenia ognia na wprost, opcjonalnie dodawano też drugą strzelnicę dla broni ręcznej. Przeciętny SOB miał wymiary ok. 3,5x2,5m, chociaż sporadycznie trafiały się i większe schrony, przeznaczone na dwa karabiny maszynowe - te miały powierzchnię około 15m2. SOB były wyposażone w 1-2 otwory drzwiowe oraz 1-2 okienka wentylacyjne. Podczas budowy schronów starano się przestrzegać ówczesnych standardów konstrukcyjnych. zgodnie z którymi ściany (o grubości 100-125 cm) i stropy (grubość 60-80 cm) schronów były wylewane z betonu zmieszanego z lokalnym kruszywem, np. żwirem rzecznym, tłuczniem granitowym/wapiennym, itp. Zbrojenia wykonywano z rzadko rozmieszczonych, stalowych prętów o przekroju 10-20mm. Stropy schronów były wzmacniane od wewnątrz warstwą stalowych dwuteowników, Przed wykonaniem nasypów ziemnych, zewnętrzne powierzchnie ścian schronów pokrywano izolacją smołową. Jeśli chodzi o uzbrojenie powstających obiektów, SOB były wyposażane w karabiny maszynowe MG M.07/12 Schwarzlose, ustawiane na trójnożnych podstawach i przeznaczone do obsługi przez czteroosobowe załogi. Jako fortyfikacja ,,tyłowa" (w momencie jej budowy w 1916 r. znajdowała się na dalekim zapleczu frontu), Pozycja Środkowej Wisły nie posiadała stałej załogi, a jej obiekty objęto jedynie doraźnymi pracami konserwacyjnymi. Po zakończeniu I wojny światowej, przez ponad dekadę pozostawała w sferze zainteresowań służb inżynieryjnych Wojska Polskiego, a miejscowi gospodarze otrzymywali wynagrodzenie za chronienie jej obiektów przed dewastacją. Dewastacja pozycji nastąpiła w roku 1944, podczas II wojny światowej, a jej przyczyną było włączenie części schronów do niemieckich umocnień polowych wzdłuż linii Wisły. Po sforsowaniu Wisły przez Armię Czerwoną i 1 Armię Wojska Polskiego, saperzy otrzymali rozkaz profilaktycznego wysadzenia w powietrze wszystkich SOB, z uwagi na możliwość ich ponownego wykorzystania przez Niemców, podczas ewentualnej kontrofensywy. Po zakończeniu działań wojennych, dzieła zniszczenia dopełniła miejscowa ludność, odzyskując ze schronów metalowe elementy konstrukcyjne, wykorzystywane następnie przy odbudowie wojennych zniszczeń. Kolejne dekady, które upłynęły od tego czasu, to stopniowe działanie sił natury, stopniowo niwelujące widoczne pozostałości austro-węgierskich fortyfikacji nad brzegiem Wisły. Pod Janowcem - na szczęście - coś jednak dotrwało do naszych czasów.
Pozostałości schronu na zdjęciu lotniczym z 1967 r., źródło: fotopolska.eu
Najpierw o tym, jak mógł wyglądać Punkt Oporu ,,Janowiec". Wg. dostępnej, współczesnej literatury (powstałej na początku XXI wieku) został on zlokalizowany na skarpie wąwozu naprzeciwko południowo-zachodniej wieży zamku w Janowcu (tj. po drugiej stronie ulicy Lubelskiej). Jego zadaniem była obserwacja i ostrzał pobliskiej przeprawy promowej - znanej doskonale i funkcjonującej do dnia dzisiejszego. Do czasów obecnych zachowały się czytelne ruiny żelbetowego SOB, który pierwotnie miał narys kwadratu z lekko ściętymi narożnikami. Wejście do schronu znajdowało się przy północno-wschodnim narożniku, w ścianie przeciwległej do ściany mieszczącej strzelnice. Obok schronu znajdowała się niewielka. prostokątna nisza - również żelbetowa, przeznaczona zapewne do prowadzenia ognia z broni ręcznej, Słabo czytelne pozostałości okopów, uzupełniających fortyfikacje w tym miejscu. ciągną się w kierunku północno-zachodnim (w kierunku szkoły w Janowcu) - Austriacy wykorzystali tutaj z pewnością dawne pozycje rosyjskie z 1915 r., biegnące równolegle do ulic Radomskiej i Kochanowskiego. Współcześnie pozostałości schronu znajdują się przy "żółtej" ścieżce przyrodniczo-edukacyjnej z Janowca do Janowic.
Pozostałości schronu na pocz. XX w., źródło: forum.tradytor.pl
Cmentarz wojenny z lat 1914-15
Na sam koniec zatrzymajmy się jeszcze przy tematyce cmentarzy wojennych z czasów Wielkiej Wojny - nieodłącznego elementu pól bitewnych z okresu Wielkiej Wojny, a obecnie często jedynych pamiątek po tamtych tragicznych wydarzeniach. Czy znajdują się one także w bezpośrednich okolicach Janowca? Zrozumiałą ze względów logistycznych, ówczesną praktyką było zakładanie wojennych nekropolii na - lub w pobliżu pól bitewnych, zatem szukając ich śladów we współczesnym krajobrazie należałoby przede wszystkim kierować się lokalizacją walk z 1914 i 1915 r. Jeśli idzie o najbliższe Janowcowi okolice, to zdecydowany prym wiódł tu rejon Góry Puławskiej oraz oś szosy Zwoleń-Puławy - najkrótsza droga ku puławskiemu mostowi i przeprawie przez Wisłę. Tam też - w Sosnowie i Górze Puławskiej - znajdują się największe w okolicy, pierwszowojenne cmentarze, liczące ponad 1000 pochówków każdy. Janowiec był względem ww. miejscowości kierunkiem pobocznym, o znacznie mniejszym natężeniu walk, jednak jak już wiemy, 10 października 1914 r. na linii Janowiec-Oblasy doszło do zaciętych walk, w trakcie których poległo lub zostało rannych ok. 1000 żołnierzy obydwu stron. Zdecydowaną większość (ok. 80%) w tej liczbie stanowili ranni, których odtransportowano na tyły - ale gdzie spoczęli polegli?
Cmentarz wojenny z lat 1914-1915, widoczny na zdjęciu lotniczym z 1945 r., źródło: fotopolska.eu
W Janowcu skorzystano - co było wówczas dość powszechną praktyką - z istniejącego już cmentarza parafialnego, "dokładając" do niego nową kwaterę wojenną. Oprócz istniejącego już miejsca grzebalnego, istotna była także sama 1okalizacj a cmentarza parafialnego, który był położony w pobliżu rosyjskich okopów na zachodnim skraju Janowca, tj. niemal w centrum walk z 10 października 1914 r. - co znacznie ułatwiało transport poległych żołnierzy. Kwaterę wojenną w kształcie prostokąta o wymiarach 15x32 m dołączono do południowo-wschodniej części cmentarza parafialnego - współcześnie jego lokalizacja znajduje się na tyłach magazynu, przylegającego do południowo-wschodniego fragmentu muru cmentarnego. Wraz z pojedynczymi pochówkami z roku 19l5 kwatera liczyła łącznie 8 mogił zbiorowych i 17 pojedynczych - zachowały się wspomnienia o umieszczonych na mogiłach "drewnianych krzyżach prawosławnych i zwykłych, zachodnich". Dane archiwalne mówią o pochowanych na jej terenie 120 żołnierzach rosyjskich, niemieckich i austro-węgierskich (inne dane szacują tę liczbę na 260 pochówków). Dlaczego jednak mówimy tylko o "lokalizacji"? Otóż cmentarz wojenny nie dotrwał do naszych czasów, ulegając częściowemu zniszczeniu w roku 1944, podczas pochówków i ekshumacji żołnierzy radzieckich, natomiast w 1953 r. ostatecznej niwelacji i włączeniu w obręb powiększanego w tym okresie cmentarza parafialnego. Obecnie jego teren zajmują współczesne pochówki cywilne.
Bibliografia:
Dąbrowski Marcin, Cmentarze wojenne z lat I wojny światowej w dawnym województwie lubelskim, Lublin 2004;
Gałecka Marzena, Straty i zniszczenia poniesione w zabytkach nieruchomych w okresie I wojny światowej na obszarze województwa lubelskiego (w jego aktualnych granicach), Lublin 2012;
Grudzień Paweł, I wojna światowa w powiecie puławskim w latach 1914-15; opracowanie na: www.lubelskie1914-15.blogspot.com, 2020;
Grudzień Paweł, Nadwiślańskie lato 1915 r. - działania wojenne na "puławskim" prawym brzegu Wisły w lipcu i sierpniu 1915 r. Część 1.; artykuł na: www.lubelskie1914-15.blogspot.com, 2023;
Grudzień Paweł, Zapomniane fortyfikacje. Austro-węgierska Pozycja Środkowej Wisły - odcinek "puławski"; artykuł na: www.lubelskie1914-15.blogspot.com, 2025;
Grudzień Paweł, Fortyfikacje polowe na przedmościu puławskim w kampaniach roku 1914 i 1915; artykuł na: www.lubelskie1914-15.blogspot.com, 2025;
de Hennig-Michaelis Eugeniusz, Burza dziejowa: pamiętnik z wojny światowej 1914-1917, tom I, Kraków-Warszawa 1928;
Heye Wilhelm, Die Geschichte des Landwehrkorps im Weltkrieg 1914-1918, t.I-II, Breslau 1935;
Pająk Jerzy, Lewica niepodległościowa na Kielecczyźnie w latach I wojny światowej, Kielce 2010;
10. Rypulak Andrzej, Wielka Wojna 1914 roku pod Dęblinem, Dęblin 2014.
Materiały niepublikowane:
71.Bielewskij Piechotnyj Połk. Żurnały bojewych diejstwiej połka s 14-go julja po 31-go oktiabrija 1914 goda, opracował Andriej A.Werszinin, mps;
Żurnał bojewych diejstwiej 72-go Tulskogo Piechotnogo Połka s 18-go julja 1914 g. po 31-go awgusta 1915 g., rkps;
Żurnał bojewych diejstwiej 162-go Achałcychskogo Piechotnogo Połka s 12 cz. 1 m. 17.07.1914 goda po 31-go dekabrija 1915 goda, rkps;
Żurnał bojewych diejstwiej 163-go Lenkorańsko-Naszeburskogo Połka s 16-go julja po 30-go nojabrija 1914 goda, rkps;
Żurnał bojewych diejstwiej 164-go Zakatalskogo Piechotnogo Połka s 1-go sentiabrija 1914 goda po 30-go sentiabrija 1914 goda, rkps.






















.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz