niedziela, 8 listopada 2026

Walki o Garbów w dniach 31.07-3.08.1915 r.

Przełamanie rosyjskiego frontu przez połączone armie niemiecką i austro-węgierską, do którego doszło w maju 1915 r. pod Gorlicami, zapoczątkowało wielki odwrót rosyjskich armii z terenów Galicji i Królestwa Polskiego, w wyniku którego carskie oddziały, cofające się od jednej do drugiej linii obrony, w początkach sierpnia 1915 r. stanęły na jednej z takich rubieży, ciągnącej się wzdłuż szosy z Lublina do Puław. Założeniem carskich sztabowców było zyskanie uporczywą obroną jak najwięcej czasu, potrzebnego na ewakuację na Wschód jak największej ilości zasobów materialnych i ludzkich z terenów Królestwa Polskiego, jak również własne jednostki wojskowe w praktyce przejawiało się to zaciętą obroną rosyjskich dywizji na kolejnych, zawczasu przygotowanych liniach obrony, po której Rosjanie, starając się maksymalnie wykrwawić przeciwnika, odskakiwali kilkanaście kilometrów do tyłu, by powtórzyć ten manewr na kolejnym pasie umocnień polowych. W ten sposób 30 lipca 1915 r. przybyli oni pod Garbów, obsadzając umocnienia wykonane wzdłuż wspomnianej wcześniej szosy lubelskiej.


Określenia "wzdłuż szosy" nie należy jednak odbierać w stosunku 1:1, gdyż każda okolica miała swoją specyfikę a carscy saperzy byli doskonałymi fachowcami, jeśli idzie o wykorzystanie lokalnych walorów terenowych do jak najbardziej efektywnego wykonania polowych umocnień. Tak też było i pod Garbowem. W niedawnym artykule poznaliśmy przebieg tych fortyfikacji a także opis działań bojowych na wschód od Garbowa, pod Bogucinem - niniejsze opracowanie ma przybliżyć historię zmagań rosyjskich i austro-węgierskich oddziałów, do których doszło w dniach 31 lipca 3 sierpnia 1915 r. bezpośrednio pod samym Garbowem.

Poznajmy najpierw teren przyszłego pola bitwy będzie on miał kluczowe znaczenie dla zrozumienia przebiegu opisywanych wydarzeń. Bezpośrednio na południe od Garbowa znajduje się rozległy obszar niewielkich wzniesień, przez które biegła droga z Garbowa przez Gutanów, Czesławice aż do samego Nałęczowa współcześnie pokrywa się ona mniej więcej z przebiegiem ulicy Gutanowskiej. Tuż przed samym Garbowem wzniesienia się kończą, malowniczo acz gwałtownie opadając w stronę zabudowań Garbowa Dolnego oraz doliny Kurówki - za którą teren ponownie się wznosi, w stronę zabudowań przy głównej szosie. Wspomniane pasmo wzgórz, pokrywające się dziś z biegiem ul. Widokowej, ogranicza od wschodu niewielki wąwóz ze znajdującymi się po jego drugiej stronie wzniesieniami Kościeliska i starego cmentarza garbowskiego, za którymi góruje okazały kościół pw. Przemienienia Pańskiego, zaś od zachodu podmokłe zlewisko Kurówki i Białki z kompleksem stawów rybnych pod Zagrodami i Przybysławicami. Na północny-zachód od zabudowań Garbowa znajduje się zaś kolejne pasmo wzniesień, biorące początek w okolicach dzisiejszej Marianki (ówczesny folwark Marynki). Nakreśliliśmy w ten sposób teren przyszłych zmagań jak już wspomniano jego umiejętne wykorzystanie przyniesie sukces jednej z walczących stron.

Gdzie znajdowały się pozycje rosyjskie i jak wyglądały? Jak już wspominaliśmy, carscy inżynierowie byli fachowcami w dziedzinie fortyfikowania się przyznawali to niechętnie nawet Sprzymierzeni, przekraczając kolejne, opuszczane przez Rosjan linie obronne. Oczywiście najbardziej spektakularnie prezentowały się one tam, gdzie carscy mieli czas na ich "dopieszczenie" - pod Garbowem go nie mieli, gdyż cofające się tu z południa województwa oddziały XXV i XV Korpusów (przybyłe tu 30 lipca) zastawały dopiero rozpoczęte lub zgoła tylko wytyczone w terenie linie okopów, które trzeba było naprędce kopać samemu (z wydatną "pomocą" lokalnej ludności). Zatem nie wykonano tu zapewne drewnianych szalunków czy daszków przeciwszrapnelowych, ograniczając się jedynie do zabezpieczenia pozycji drutem kolczastym. Jednak okopy te miały jeden, kluczowy atut: mistrzowskie rozplanowanie w terenie.

Rosjanie zrezygnowali z fortyfikowania linii wzgórz w ciągu dzisiejszej ul. Widokowej. Ta z pozoru doskonała pozycja obronna, miała jednak dwie wady: pofałdowany teren na południe od nich (umożliwiający skryte podejście oddziałów szturmowych przeciwnika) jak również "wiszący w powietrzu" ich zachodni skraj (umożliwiający obejście pozycji od strony Przybysławic i Zagród). Mając w swoim ręku wschodni skraj Garbowa (wzgórze 220 na południe od cmentarza parafialnego, stary cmentarz, Kościelisko oraz punkt obserwacyjny na wieży nowego kościoła), Rosjanie rozmieścili swoje oddziały w zabudowaniach miejscowości, wykorzystując w tym celu bieg Kurówki oraz stawy rybne w okolicach garbowskiego dworku nie było tu zapewne jednolitego ciągu okopów, a pojedyncze, umocnione punkty terenowe i zabudowania. Jeśli chodzi o te ostatnie, to główne siły obrońców skupiły się w budynkach znajdujących się wzdłuż głównej drogi, biegnącej przez Garbów. Była to wielce dogodna pozycja obronna, gdyż domy przy głównej szosie były osłonięte położoną na południe od nich doliną Kurówki, funkcjonującą niczym naturalna fosa. Górowały one także nad zabudową Garbowa Dolnego, w której zapewne także Rosjanie rozmieścili wysunięte placówki, z zadaniem opóźniania ataku przeciwnika z tej strony. Dodatkowym atutem tak poprowadzonej linii obronnej, były istniejące wówczas, podziemne połączenie pomiędzy Kościeliskiem i starym cmentarzem, umożliwiające skryte przemieszczanie oddziałów i wzmacnianie w razie potrzeby wysuniętej rosyjskiej placówki, utworzonej na ww. nekropolii (już wkrótce miało się to okazać bardzo potrzebne). Skraj pozycji na zachodnim skraju Garbowa wyznaczał nieistniejący dziś młyn wodny, znajdujący się wówczas nad stawami, w bezpośrednim sąsiedztwie dzisiejszego Hotelu Garbów oraz cmentarza wojennego. Całość założenia flankowała podwójna linia okopów na wzniesieniach wokół Marianki, uniemożliwiająca jakikolwiek większy atak na Garbów od strony zachodniej.


"Tradycyjnym" uzupełnieniem wykonanych prac fortyfikacyjnych było palenie zabudowań miejscowości, które znalazły się na przedpolu powstających linii obronnych celem oczyszczenia widoku na przedpole i pozbawienia przeciwnika możliwości ukrycia się. Do przewidzenia był zatem również los zabudowy Garbowa (choć zapewne odłożono go w czasie, z uwagi na rozmieszczenie w niej własnych oddziałów), jednak zaszło tutaj coś jeszcze. Otóż Rosjanie z reguły nie niszczyli zabudowań sakralnych (poprzestając na ograbieniu ich z dzwonów i innych cennych materiałów), które zresztą stanowiły doskonałe miejsce do obrony bądź obserwacji przedpola. Niestety, wyjątkiem od tej reguły stał się "stary" garbowski kościół p.w. św. Wojciecha, którego położenie na górującym nad okolicą Kościelisku, pomimo oczywistych walorów obronnych, okazało się być przeszkodą dla rosyjskich obserwatorów ulokowanych na wieżach położonego na wschód od niego, "nowego" kościoła p.w. Przemienienia Pańskiego. Okazała bryła kościoła powodowała bowiem "martwe pole" obserwacji w rejonie części wzniesień w ciągu dzisiejszej ul. Widokowej, na których 31 lipca pojawiły się dwa pułki węgierskiego Honwedu. Celem umożliwienia rosyjskim obserwatorom wglądu w ten, kluczowy zresztą, odcinek frontu, podjęto decyzję o spaleniu świątyni.
 

Przybyłe wieczorem 31.07 pod Garbów jednostki austro-węgierskiej 37 Dywizji Piechoty Honwedu (należącej do X Korpusu gen. Martiny'ego, dalej: DPH)), które w szybkim tempie rozlokowały się na wzgórzu 198, ujrzały przed sobą dobrze przygotowane gniazdo obrony: w centrum ufortyfikowane zabudowania Garbowa, flankowane na skrzydłach podwójnymi liniami okopów - z jednej strony na wzgórzach pod Marianką, z drugiej w rejonie wzniesień Kościeliska oraz starego cmentarza. Jedynym plusem dla okopanych na Widokowej Węgrów było zakryte przed wzrokiem Rosjan zapole ich pozycji, położone w dolinie od strony Gutanowa tędy można było swobodnie przerzucać rezerwy czy też rozmieścić artylerię (tę ostatnią ulokowano ostatecznie na wzgórzach na południe od Przybysławic, przy dzisiejszej drodze do Nałęczowa oraz pod Czesławicami). Jednak atak na wprost wydawał się dość trudnym przedsięwzięciem, stąd też znajdujące się tutaj węgierskie 12 i 32 Pułk Piechoty Honwedu początkowo zostały wstrzymane -  atakować mieli sąsiedzi. Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, niemiecka 47 Rezerwowa Dywizja Piechoty (należąca do sąsiadującego VIII Korpusu gen. Scheuchenstuela) przełamała pierwszą linię rosyjskich pozycji pomiędzy niedalekim Markuszowem i Kurowem, zaś wieczorem 1 sierpnia, szturmem wzięła ich drugą linię pod Olempinem. Teraz wystarczyło powtórzyć to samo pod Garbowem, przełamując i - najprawdopodobniej - likwidując w ten sposób rosyjski front, biegnący wzdłuż szosy lubelskiej. Jednak to, co widzieli Sprzymierzeni, zauważali i rozumieli także Rosjanie. Co prawda była to tylko opóźniająca linia obrony, jednak ze względów strategicznych nie było mowy o oddaniu jej bez walki w wyniku jednego (póki co) włamania w jej strukturę. Tak więc pod Markuszowem na punktowe wniknięcie Niemców "założono opatrunek" z pułków 46 Dywizji Piechoty oraz części 3 Dywizji Grenadierów, zaś jednostki, obsadzające pozycje na wschód od nich w tym w pierwszej kolejności pod Garbowem - otrzymały rozkaz staranniejszego "przyłożenia się" do obrony zajmowanych pozycji.

Wspomniane jednostki, w postaci pododdziałów 12 Astrachańskiego Pułku Grenadierów (na wzgórzach rozciągających się od Cezaryna po Mariankę), 29 Czernichowskiego Pułku Piechoty (w zabudowaniach Garbowa) oraz 30 Połtawskiego Pułku Piechoty (pod Bogucinem) - "przyłożyły się"...

Jako pierwsze przekonały się o tym, przed południem 1 sierpnia, atakujące pod Bogucinem pułki 2 Dywizji Piechoty (dalej: DP) oraz nacierający od strony Przybysławic 18 Pułk Piechoty Honwedu wszędzie uzyskano jedynie niewielkie zdobycze terenowe, do tego w dużym oddaleniu od rosyjskich pozycji głównych. Około południa uruchomiono zatem również centrum ugrupowania Sprzymierzonych, tj. znajdujące się na wzgórzach na południe od Garbowa 12 i 32 Pułk Piechoty Honwedu (dalej: pphonw). I tutaj przechodzimy bezpośrednio do opisu działań w samym Garbowie...



Wyznaczeni do ataku honwedzi zajmowali, jak już tu było wspomniane, górujące nad okolicą pasmo wzniesień w ciągu dzisiejszej ul. Widokowej w Garbowie, z kulminacyjnym punktem wysokościowym 198. Z lewej strony, grzbietem wzniesienia wzdłuż współczesnej ul. Widokowej, okopały się bataliony 12 pphonw, na prawo od nich pozycje zajęły pododdziały 32 pphonw. Widok był imponujący:

"Osłonięta komunikacja jest znakomita, numer 198 jak mały zamek dominuje nad dalekim, pięknym krajobrazem. Pod nami szeroka, mokra, zielona łąkowa dolina z małymi stawami rybnymi oddzielonymi wałami. Przed nami kolorowe drewniane domy Garbowa, po lewej młyn, do którego prowadzi wysoki wał po błyszczącej od wody łące. Jeszcze bardziej w lewo inna mała wioska, Zagrody, dalej Przybysławice z dużym pałacem, kominem fabrycznym. Za nimi ogromne drzewa. Po drugiej stronie doliny wzgórza towarzyszą drodze Iwangorod-Lublin, pola orne."



Opadające w stronę Gutanowa, południowe zbocza ww. wzniesień tworzyły osłoniętą od strony Garbowa dolinkę, w której rozmieszczono węgierskie rezerwy, punkty opatrunkowe, sztaby, itd. Stanowiła ona także znakomitą linię komunikacyjną, którędy można było w razie potrzeby przerzucać posiłki lub kierować oddziały na inne odcinki z tej ostatniej opcji Węgrzy mieli wkrótce zostać zmuszeni skorzystać. Od frontu bowiem, atak wydawał się mieć delikatnie mówiąc niewielkie szanse powodzenia. Jak czytamy we wspomnieniach oficera 12 pphonw:

"(...)z Garbowa prowadzą ogień, z młyna słychać karabin maszynowy, ale wroga nigdzie nie widać. Daleko wokół majątku Marynka znajduje się główna linia Rosjan, ale między tym jest Garbów i jak tylko pokaże się jakikolwiek cel, z Garbowa od razu sypią się kule."

Do tego uaktywniła się również rosyjska artyleria, strzelająca z okolic Janowa i Woli Przybysławskiej, precyzyjnie kierowana przez obserwatorów na wieży kościelnej. Dzięki spaleniu kościoła św. Wojciecha mieli oni wgląd na węgierskie okopy w ciągu wzgórza 198 i mogli dokładnie wskazywać cele własnym artylerzystom - dodatkowym punktem orientacyjnym były drewniane słupy, na których honwedzi rozciągali kable telefoniczne. Funkcjonowanie na wzgórzach, pomimo względnie obronnej pozycji, było przez to mocno uciążliwe, stąd też austro-węgierska artyleria podjęła zdecydowane kroki zaradcze - ostrzelano zarówno kościół, jak i orientacyjne pozycje rosyjskiej artylerii pod Janowem, jednak nie wiadomo czy przyniosło to zadowalający efekt. W wyniku zmasowanego ostrzału mocno ucierpiał za to dach garbowskiej świątyni (na który spadła ponad setka pocisków), austriackie pociski podpaliły także młyn w Janowie.

Jednak wydarzenia najbliższych godzin miały zepchnąć na dalszy plan pojedynek rosyjskiej i austriackiej artylerii jak już wspomnieliśmy, okopani na wzgórzach honwedzi z 12 i 32 pphonw również dostali rozkaz włączenia się do ogólnego ataku na pozycje Rosjan, które chciano jak najszybciej przełamać. Jednak powiedzieć łatwo, gorzej wykonać garbowska twierdza wydawała się być za dnia nie do ruszenia od frontu, o czym szybko przekonały się kompanie atakującego po prawej stronie 32 pphonw. Dysponujący znakomitym polem ostrzału z zabudowań oraz górujących nad okolicą pozycji na Kościelisku i starym cmentarzu Rosjanie szybko przydusili je do ziemi i w krótkim czasie przybyło wielu węgierskich żołnierzy, "kwaterujących" dziś na cmentarzu wojennym w Garbowie. Trzeba było więc spróbować czegoś innego - na szczęście dla Węgrów z 12 pphonw, ten pułk z racji zajmowanych na lewym skrzydle pozycji, miał możliwość wyboru innej drogi. Taką było uzupełnienie ataku frontalnego manewrem okrążającym od południa przybysławickie stawy i uderzeniem na Garbów od zachodu, od strony Zagród. Co prawda ten kierunek flankowali astrachańscy grenadierzy, ze spokojem wypatrujący przeciwnika ze swoich okopów pod Marianką - jednak liczono, że te, oddalone od głównej drogi pozycje, nie zdołają poważnie przeszkodzić w ataku wzdłuż drogi Zagrody-Garbów. Wkrótce miało się okazać, że były to błędne założenia, jednak póki co honwedzi ochoczo przystąpili do realizacji powierzonego im zadania.
 


Ze wzgórza 198 wycofano w tym celu II batalion 12 pphonw, który skoncentrowano w znanej nam już dolinie od strony Gutanowa a następnie skierowano wzdłuż biegu Kurówki w stronę stawów przybysławickich. Jego miejsce zajął III batalion, który wkrótce rozpoczął atak po stoku wzgórza wprost na leżące poniżej zabudowania Garbowa. Węgrom udało się dotrzeć tu jednak tylko do zabudowań Garbowa Dolnego - tam utknęli pod ogniem Rosjan zajmujących położone wyżej pozycje w domach na północ od Kurówki oraz, przede wszystkim, w zamienionym na małą fortecę garbowskim młynie, osłoniętym dodatkowo stawem. Jedynym ratunkiem był zatem atak z flanki. Poszczególne kompanie II batalionu okrążyły w tym celu wspomniany akwen wodny, osiągając zabudowania Przybysławic na wysokości pałacyku Broniewskich, skąd następnie kierowały się w stronę Zagród, gdzie zajęły pozycje wyjściowe do ataku. Do tego momentu honwedom szło całkiem nieźle, jednak zdobycze terenowe skończyły się z chwilą ich pojawienia się na północnym skraju Zagród Rosjanie spod Marianki przywitali ich gęstym ostrzałem z broni ręcznej i maszynowej.
 


Dowódca II batalionu (i zarazem autor wspomnień pułkowych 12 pphonw) zdecydował się na rozciągnięcie frontu, wypełniając jednocześnie lukę, jaka powstała pomiędzy jego kompaniami a III batalionem. W rejon południowo-zachodniego narożnika Garbowa oraz znajdującego się tam młyna -fortecy skierowano podzieloną na dwie części, 6 kompanię:

"Dlatego, żeby zapewnić łączność między kompanią na wschodnim brzegu Zagród a III batalionem przy zachodnim narożniku Garbowa, rozkazuję porucznikowi Merkerowi wysłać pół 6-tej kompanii między jezioro Zagrody a Garbów. Jeden pluton idzie z Zagród, drugi z lewego sektora obrony na północ od Gutanowa. O 18:00 Merker rusza z Zagród. Chociaż prowadzi pluton etapami i indywidualnie, na otwartym, całkowicie pozbawionym osłon terenie poniósł duże straty. Docierając między jezioro a Garbów, okopał się. Pluton z Gutanowa - aby nie poniósł podobnych strat, został wysłany dopiero po zapadnięciu ciemności."

Na tym jednak postępy się zakończyły i 6 kompania podzieliła los III batalionu, zalegając pod ogniem obrońców i będąc zmuszonym do okopania się. Nigdzie nie znajdujemy wyjaśnienia, dlaczego w tej sytuacji nie skorzystano z dobrze przecież wstrzelanej artylerii i nie zniszczono za jej pomocą uciążliwego punktu oporu w garbowskim młynie, który uniemożliwiał jakiekolwiek zbliżenie się do zabudowań Garbowa od strony południowo-zachodniej... Być może zaważyły tu jakieś względy, o których nie wiemy. Równolegle z atakiem na młyn, honwedzi próbowali także posunąć się w stronę Marianki - z równie marnym skutkiem:

"Rosjanie w młynie w Garbowie i przy zabudowaniach przy szosie tak się zakopali, że ani od Lovasa [d-ca 2 kompanii 12 pphonw-przyp. aut.], ani od Merkerta nie można iść naprzód. Lovas próbował przebić się w kierunku Marynki jednym plutonem. Ale przy szosie, od strony młyna i drogi, pluton został ostrzelany ogniem karabinów maszynowych z boku, tak że zanim zdążył się okopać, połowa poległa. Druga połowa wróciła z dużym trudem, ale między nimi prawie nie było nikogo nie rannego."
 
(zdjęcie współczesne Zagrody) 

Był to koniec walk w tej części Garbowa. 2 sierpnia dowództwo Sprzymierzonych postanowiło spróbować szczęścia na wschód od tej miejscowości, wyprowadzając punktowe uderzenie na wzgórza pomiędzy Garbowem i Bogucinem. Ponieważ te działania zostały już opisane w innym artykule, pozwolę sobie tym razem je pominąć. Tkwiący w zabudowaniach Zagród oraz na południowo-zachodnich i południowych podejściach do Garbowa Węgrzy, ograniczyli się do utrzymania stanu posiadania oraz krycia się przed sporadycznym rosyjskim ostrzałem.

Szturm z 2 sierpnia również nie przyniósł rozstrzygnięcia, jednak upragnione dla Austriaków przesilenie nastąpiło w nocy z 2 na 3 sierpnia, kiedy to obsadzające Mariankę, Garbów i Bogucin oddziały rosyjskie otrzymały rozkaz odwrotu na kolejną linię obrony, pozostawiając jedynie wysunięte straże tylne pod Marianką i Karolinem oraz wciąż czujną artylerię. Honwedzi pod Garbowem, zauważywszy nagłe ucichnięcie wystrzałów, szybko skojarzyli je z prawdopodobnym odwrotem przeciwnika - nad ranem 3 sierpnia, w stronę wrogich okopów ruszyły pierwsze patrole, potwierdzając ten fakt i odkrywając z wolna obraz niedawnego pola bitwy:

"O godzinie 4 rano patrole rzeczywiście zastały pozycje rosyjskie w Garbowie puste. Tym bardziej prowadzą ogień od strony Marynki. Zgłosiłem to pułkowi, a na jego rozkaz zajmuję drogę główną (...) z 5 i połową 6 kompanii: 5 kompania na prawo od skrzyżowania drogi Zagrody, pół 6-tej na lewo. (...) Artyleria rosyjska natychmiast strzela, gdy widzi ruch przed wsią lub na drodze krajowej. Z przodu na skrzyżowaniu drogi leży obok siebie sześciu żołnierzy z plutonu wysłanego poprzedniego wieczoru przez Lovasa. W rękach mają white w ziemię szpadle, trafione zostały śmiertelnym strzałem z serii."

Pojawiły się pierwsze dane o stratach 12 pphonw: "w ataku 1 sierpnia II batalion poniósł straty w wysokości 75 żołnierzy, III batalion - 25, a pułkowi pozostało 520 karabinów. Największe straty pod Zagrodami poniosły 2. i 6. kompania".
Można przyjąć, że straty atakującego w dużo gorszych warunkach 32 pphonw były co najmniej zbliżone, zaś straty Rosjan o wiele niższe.

Oddziały austro-węgierskie zajęły spalone zabudowania Garbowa, jednak tkwiące wciąż pod Marianką straże tylne Rosjan wciąż utrudniały rozpoczęcie pełnoskalowego pościgu za uchodzącym przeciwnikiem. Celem ostatecznego "rozwiązania problemu" o godzinie 16 rzucono na wzgórza pod folwarkiem dwa pułki piechoty (15 pphonw z 37 DPH i jeden z pułków 24 DP):

"Atakują sześcioma tysiącami karabinów na przestrzeni 2000 kroków, o 16:00 rozpoczęto atak, ale na szczęście wszystko ucichło."

Pozostający jeszcze w okopach Rosjanie nie zamierzali walczyć z taką masą piechoty i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, wycofali się w stronę sił głównych pod Abramowem i Kamionką, osłaniając się pożarami, wzniecanymi wśród lokalnej zabudowy. Odwrót carskich, jakkolwiek dobrze zaplanowany, odbywał się jednak w dużym pośpiechu, o czym przekonali się honwedzi z 12 pphonw, przekraczający kolejnego dnia (tj. 4 sierpnia) niezdobyte do tej pory fortyfikacje pod Marianką:

"W południe również my składamy namioty, idziemy przez folwark Marynka. Wygląda na to, że Rosjanie tym razem nie wycofali się według zwykłego planu, ponieważ na stanowiskach pozostało dużo trupów i mnóstwo amunicji, podczas gdy wcześniej może by ją nawet zebrali, nie zostawiając ani jednej łuski."

W takich to okolicznościach front odsunął się na północ od Garbowa i więcej tu podczas tej wojny nie powrócił.

Zastanawiając się nad losem mieszkańców Garbowa podczas opisanych wydarzeń, można założyć że były one tożsame z losem mieszkańców innych frontowych miejscowości. W toku letniego odwrotu w 1915 r. Rosjanie praktykowali taktykę "spalonej ziemi", połączoną z ewakuacją na Wschód miejscowej ludności oraz lokalnego dobytku.
W praktyce wyglądało to różnie: miejscowości "frontowe" były z reguły niszczone, przede wszystkim ze względów taktycznych (likwidacja "martwych pól" ostrzału, pozbawienie przeciwnika osłony, itp.), miejscowości "pomiędzy" miały nieco większą szansę na ocalenie (zależało to m.in. od pośpiechu, w jakim działali podpalacze, a także przedsiębiorczości lokalnych gospodarzy, którzy często potrafili wykupić się od podpalenia, czy to pojedynczego domu, czy to całej wsi).
Podobnie było z lokalną ludnością - odgórnie wysiedlenia obejmowały wszystkich, zwłaszcza młodych, jednak w praktyce nikt nie zamierzał szarpać się z opornymi, w sytuacji kiedy zza opłotków w każdej chwili mogły pojawić się wrogie patrole. W tej sytuacji na Wschód pojechali przede wszystkim ci, którzy bali się przeciwstawić Kozakom, bądź Austriaków bali się jeszcze bardziej. Reszta kryła się w prowizorycznych schronieniach wokół domostw, bądź z całym dobytkiem zapadała w okoliczne lasy, czekając na przejście frontu.
 

Jak było w przypadku Garbowa i jego mieszkańców? Jako miejscowość "frontowa", do tego będąca obiektem austriackiego szturmu, został z pewnością w dużej części spalony. Mało prawdopodobnym wydaje się być podpalanie zawczasu przez Rosjan zabudowań, w których zamierzali się bronić (poza tym, wspomnienia przybyłych pod Garbów honwedów nie wzmiankują o istniejących pożarach), stąd też można przypuścić, że dzieło zniszczenia rozpoczęła austro-węgierska artyleria, wspierająca przez 3 dni atak własnych oddziałów na Garbów - wyjątkiem było tu wspomniane już spalenie zawczasu przez Rosjan kościoła św. Wojciecha, być może razem z jakimiś pojedynczymi domami, znajdującymi się w oddaleniu od głównej zabudowy i nie włączonymi w system obronny. Całości zniszczenia dopełnili Rosjanie dopiero podczas własnego odwrotu, podpalając ocalałą resztę zabudowy i chcąc w ten sposób osłonić wycofanie swoich jednostek oraz utrudnić pościg przeciwnikowi. Nie zawsze czyniono to beznamiętnie, jednak rozkaz był rozkazem...
Przykładem tego są wspomnienia, przytoczone jednego ze współczesnych mieszkańców: "(...) rankiem dziadek podsłuchiwał budzących się w stodole żołnierzy. Jeden  nich głośno "podziwiał" sposób i dokładność wykonania strzechy która była zrobiona widocznie z misterniej niż zwykle kręconych snopeczków. Patrząc na nią na koniec powiedział mniej więcej "Mój Boże, tyle ludzkiej roboty a my to wszystko musimy spalić" Stąd też nastoletni wówczas dziadek dowiedział się jaki los w najbliższych dniach czeka ich gospodarstwo."
 



Co się tyczy mieszkańców na pewno Rosjanie mieli czas "zająć się" nimi nieco dokładniej... Trudno zatem przypuścić, by pozwolono zostać komuś w obrębie samej zabudowy (hipotezą pozostaje jedynie ukrycie się jakiejś części mieszkańców w podziemiach kościoła św. Wojciecha), zatem pierwszym przystankiem dla tych, którzy chcieli uniknąć wysiedlenia było ukrycie się gdzieś w lasach pod Wolą Przybysławską i Borkowem. Ilu z tego skorzystało nie wiadomo, wiemy jednak z opublikowanych wspomnień, iż część mieszkańców ukryła się w lasach za Borkowem, rozkopując następnie okoliczne groble i czyniąc w ten sposób swoją kryjówkę niedostępną dla ewentualnych prześladowców.

Pamiątką po tamtych wydarzeniach jest cmentarz wojenny obok Hotelu Garbów. Założono go na planie prostokąta o wymiarach około 38 na 29 m. Pierwotnie składał się z dwóch kopców i 10 mogił, obecnie część mogił zatarta. W 1928 r. okoliczna ludność postawiła na cmentarzu kapliczkę. Obecnie ogrodzony siatką, na kilku mogiłach ustawiono drewniane krzyże. Na cmentarzu pochowano pierwotnie tylko żołnierzy austro-węgierskich i rosyjskich, poległych w pierwszych dniach sierpnia 1915 r. w walkach pod Garbowem. W roku 1930 przeniesiono tu szczątki ponad 100 żołnierzy austro-węgierskich i rosyjskich z cmentarza w Jastkowie. Z uwagi na rozbieżności w dostępnych danych co do liczby pochowanych tu żołnierzy obydwu armii, trudno jest podać precyzyjną liczbę spoczywających tu żołnierzy - szacunkowo należy przyjąć liczbę min. 300 pochowanych (w tym ok. 250 żołnierzy armii austro-węgierskiej). 

Źródła:
  1. Deseő Lajos: A m. kir. szatmári 12. honvéd gyalog ezred, valamint menet- és népfölkelő ezredeinek története, Budapest, 1931;
  2. Żurnał wojennych diejstwij 12-go Grenadierskogo Astrachanskogo Połka z 1-go januara po 31 augusta 1915 r., rękopis na www.gwar.mil.ru;
  3. Österreich-Ungarns letzter Krieg 1914-1918. Zweiter Band, Das Kriegjahr 1915, Wien 1931;
  4. A világháború 1914-1918, Budapest 1928-1942;
  5. Ks. Gabrel Antoni sdb, "Mąż sumienny i gorliwy. Ks. Aleksander Drozd", Warszawa 2012;
  6. Strona internetowa Parafii Garbów: www.garbow.parafia.info.pl;
  7. informacje własne Autora.
#garbów #1915 #Iwojnaświatowa #honwed #marianka 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz